Roots Cafe – “Foroya” [RECENZJA]

Nasz ocena

6 grudnia 2021 ukazał się album zatytułowany “Foroya” trójmiejskiego zespołu Roots Cafe. Płyta 12-osobowej formacji zawiera 11 utworów będących połączeniem gatunków: reggae, funk, afrobeat i rocka. Frontmanami grupy są dwaj wokaliści, czyli Adam Wolski (Golden Life) oraz pochodzący z Senegalu Mamadou Ba. Poznajcie naszą recenzję tego wydarzenia.

Recenzja płyty “Forya” – Roots Cafe (2021)

Żywe granie zawsze wygrywa bez względu na gatunek, który muzycy uprawiają. Oczywiście jeśli mamy do czynienia z zawodowymi podejściem do materii muzycznej, określoną wizją artystyczną oraz wartościowym przekazem. Te składniki solidnie uzupełniają się na nowej płycie zespołu Roots Cafe zatytułowanej „Foroya”. Reggae’owe melodie mieszają się tutaj z odrobiną egzotyki (to zasługa pochodzącego z Senegalu poety i aktora Mamadou Ba) oraz piosenkową fragmentyzacją, którą podkreślają polskie słowa uwypuklone przez drugiego wokalistę Adama Wolskiego (Golden Life).

Energetyczny przekaz roztacza – uwaga – 12 osoby skład zespołu. Ma to istotne znaczenie, bo fuzja ich muzyki opiera się na wzajemnych inspiracjach, które wykraczają daleko poza reggae, dlatego nawet Ci, którym nie po drodze jest ten gatunek muzyczny, są w stanie przekonać się do projektu Roots Cafe. Właściwie ich poczynania najlepiej określa ostatni na płycie utwór „Słońce i księżyc”, gdzie nastąpiła totalna mieszanka stylów. W pewnym momencie przestajemy w ogóle zastanawiać się nad formą, bo brzmienia zahaczające o rock, funk, etno podążają śladami psychodelii a nawet jazzowej improwizacji.

Zespół składający się z takich artystów (wcześniej współpracujących z Rockas Delight, No Limits, Young Power, Marylin Monroe czy Vo.kool.ski itd.) musiał przynieść nową jakość na polską scenę muzyczną. I choć jest to drugi album grupy, to tym razem pozwolili sobie na więcej, wyraźniej określając artystyczną formę, nie zapominając o przystępności, która daje nam właściwy odbiór całości. Na szczęście band nie zapomniał, że tworzy dla ludzi, oddając im ważną część swego postrzegania świata poprzez bogactwo brzmień zawartych w tych jedenastu piosenkach. Tym razem zespół Roots Cafe postawił w pełni na autorski repertuar, co akurat wyszło im na dobre, bo pomimo rozbieżności stylistycznych, dostaliśmy dosyć spójny materiał.

Ciekawie wypada śpiewanie Mamadou Ba, który stara się często interpretować w języku polskim, co staje się nieco innym elementem komunikacji. Jego „niedoskonałość” wyrażania się w ten sposób jest dodatkowym, jakże charakterystycznym walorem w takiej przestrzeni artystycznej. A jaki jest przekaz utworów? Wyczytać z nich można wiele – od dzisiejszych problemów (przyroda, otaczający nas świat, dezinformacja) po miłość. Słowa swobodnie mieszają się z dźwiękami, a obok ważnych sentencji – „wojna zresztą nie ma zwycięzcy, bo każdy buduje po wojnie”, pojawia się też „przymrużenie oka” („Zarazem”). Pomimo podejmowania różnych tematów twórczość Roots Cafe nigdy nie dzieli. Tworzy raczej przestrzeń, w której mogą się spotkać ludzie różnych poglądów, zatracając się w beztroskim tańcu – „puść się w taniec, dziki stan / tam jest wolność, miłość, sens / W końcu wszystko proste jest (…)” („Salumaye”). W tym utworze warto zwrócić uwagę, jak udało się dwóm wokalistom z różnych bajek nawiązać dialog. Panowie uzupełniają się poprzez wymianę energii, słów i indywidualne podejście do interpretacji.

Zespół potrafi nawiązywać kontakt ze słuchaczem na różnych poziomach, zaznaczając odniesienia do korzennej muzyki reggae, podkreślonej doskonale wplecionymi dęciakami („La lutte pour la paix”). Album rozpoczyna się jednak czymś znamiennie innym, przygotowując nas na fuzję dźwięków pochodzących z wielu źródeł („Oczekuj najlepszego”). A bywa bardziej rockowo („Diiwaan”) lub „etnojazzująco” („Foroya”). Jednak wspólny mianownik jest dosyć wyraźny, co jest ważne w tak specyficznie określonej wrażliwości. Istotne jest także skąd pochodzi grupa. Artyści związani są z Trójmiejską Sceną Alternatywną, stąd na płycie kawałek zatytułowany „Gdynia”.

Roots Cafe daje nam możliwość swobodnego odbioru swojej muzyki w określonym przez nich naturalnym środowisku. Bez podkoloryzowania całości, aranżowania utworów na siłę modnymi elementami, pokazali co im w duszy gra. Płyta „Foroya” nie zaskakuje czymś nowatorskim, ale poprzez odwołania do muzyki źródeł w różnych aspektach wypowiedzi artystycznej, staje się czymś, co budzi po prostu szacunek. A przy tym zespół należycie wyostrzył swój charakter, pokazując, że interesuje ich żywa muzyka, świetnie przekładająca się na wersję koncertową.

Łukasz Dębowski

 

fot. materiały prasowe

Dodaj komentarz