Patrick the Pan – “Miło wszystko” [RECENZJA]

Nasz ocena

„Miło wszystko” to czwarty studyjny album Patricka the Pana, który ukazał się w czerwcu tego roku. Płyta jest zmianą w stosunku do tego, co artysta tworzył wcześniej. To przede wszystkim stawianie na prostotę, przebojowość i także pozytywne uczucia. Poznajcie naszą recenzję tego wydarzenia.

fot. okładka albumu

Recenzja płyty “Miło wszystko” – Patrick the Pan (Agora Muzyka, 2021)

Patrick the Pan, czyli Piotr Madej, to od zawsze artysta samowystarczalny – sam komponuje piosenki, pisze teksty, aranżuje, a także je produkuje. Podobnie było w przypadku nowego albumu „Miło wszystko”, na którym znalazło się kilka ciepłych, niezwykle gustownych brzmień przemieszanych ze słodko-gorzkimi tekstami. Nie zabrakło też niespodzianek.

Piotr ostatnimi czasy nie próżnował, produkował dla innych (Julia Mii, Ania Sama, Kamil Kowalski), tworzył nowe wersje innych utworów („Skończy się” Misi Furtak), ale także koncertował sam lub z zespołem Dawida Podsiadły. Zresztą Dawida można tutaj usłyszeć w chórkach („Toronto”). Nie pierwsza to współpraca obu artystów, bo warto przypomnieć, że na płycie „…niczym jak liśćmi” znalazł się ich wspólny duet w jednej z najlepszych piosenek Patricka the Pana, czyli „Niedopowieściach”.

Zdobyte doświadczenie muzyczne, ale także osobiste, niewątpliwie przełożyło się na jakość i sens tego wydarzenia. O ile całość trzyma się pewnych ram muzycznych, odbiegających od przytłaczającej ciemności, tak wyraźnie spowijającej wcześniejsze albumy, o tyle same teksty bywają zbyt dosłowne. Nie zabiera to autentyczności, ale wprowadza chwilami delikatny dyskomfort („Dzień dobry pani”). Należy jednak docenić ten album jako całość, bo w tej przytulności muzycznej zdarzają się momenty bardziej porywające („Trochę mniej”) lub po prostu ujmujące w swej prostocie („Nie chcę psa”). Niektórzy pewnie usłyszą w tym echa muzyki Dawida Podsiadły, jednak kompozycje Madeja są bardziej kameralne, a przy tym naznaczone wyraźną wrażliwością twórcy, co dodaje im oryginalności. Natomiast wśród gości pojawił się także Meek, Oh Why?, który nadał nieco innego, mniej oczywistego wymiaru piosence „Zmiany, zmiany”.

Słychać, że Patrick the Pan nie stoi w miejscu, rozwija się bez uciekania w komercyjny blichtr. Jego świat wydaje się niewielki, ale nasycony pełną paletą barw i emocji. Tak po ludzku prawdziwych. I nawet jeśli nie jest to album, który stanie się ważną częścią polskiej muzyki rozrywkowej, to nikt nie może odmówić mu lekkości i wysokiego poziomu estetycznego. Choć mocniejszy zarys utworów nadałby odrobiny dramaturgii, której chwilami brakuje, szczególnie w tych gorzkich, choć z optymistyczną puentą opowieściach („Miło wszystko”).

Łukasz Dębowski

 

Dodaj komentarz