Skubas – “Duch” [RECENZJA]

Nasz ocena

Trzecia płyta Skubasa zatytułowana “Duch” ukazała się 23 października 2020 roku. Poznajcie naszą recenzję tego interesującego albumu.

Recenzja płyty “Duch” – Skubas (Kayax, 2020)

Po nieco ponad 6 latach od premiery ostatniego albumu „Brzasku”, Skubas powrócił ze swoim trzecim krążkiem, zatytułowanym „Duch”. Na przestrzeni tych lat, udzielił się kilka razy gościnnie, między innymi u Vienia i Magiery (2019 rok) w utworze „Lubię to miasto”, czy u Flow (również w 2019) w niezwykle klimatycznym „PiliPalili”.

2019 to także rok, w którym przerwał ciszę wydawniczą. Wtedy to ukazał się pierwszy singiel zapowiadający jego najnowszą płytę. „Szklanym miesiącom” towarzyszył teledysk.

 

Po kilku pierwszych dźwiękach utworu rozpoczynającego album (“Pogromcy słońc”) pojawiła się myśl, iż pomimo tylu lat, to kapitalne i unikatowe brzmienie wciąż jest wykładnią twórczości Skubasa.

Z czasem okazuje się, iż ta myśl nie była złudną zachętą. Jak na tego artystę przystało, główną rolę w kompozycjach odgrywają gitary (akustyczne, elektryczne), lecz nie dominują całej przestrzeni instrumentalnej, ustępując nieco miejsca chociażby bębnom, fortepianowi czy syntezatorom. W połączeniu z głosem Radosława, tworzą harmonijną całość, niczym yin i yang. Słuchając, łatwo jest dać się ponieść muzyce, wizualizując w głowie obrazy, które tematycznie wiążą się z tym, co słyszymy z głośników.

Problemem, którego uświadczyłem podczas pierwszych kilkunastu odsłuchach „Ducha” była trudność skupienia się na tekstach, które tak ogromnie cenię w muzyce. Jednak nie uważam tego za jakąś wadę. Z doświadczenia wynika, iż na zrozumienie tekstów potrzeba czasu. Niekiedy przypadkiem, przez jedną myśl czy słowo coś zaskoczy, pochłaniając momentalnie każdy wers. Takimi magicznymi słowami, który zaczęły zdejmować ze mnie okowy rozkojarzenia, był wers: „Koniec to tylko początek, gdy w drogę zamienia się cel”, którego uświadczyłem w tytułowym utworze, czyli „Duchu”.

Teksty same w sobie mogą być wierszami, poezją, żyć swoim życiem. Nie są czymś jednoznacznym, co w pełni pojmiemy „na raz”. Co więcej, interpretacja części z nich zależy od emocji, które obecnie nam towarzyszą. To trochę jak z tekstami Grzegorza Ciechowskiego – nie dostajemy niczego podanego na tacy i to jest piękne w sztuce.

Choćby „Doskonały przegrany” posiada typ kompozycji i wokalu, które cechują raczej smutne utwory. A jednak, wsłuchując się w słowa napisane przez Skubasa, poczuć można przeciwne emocje, jakby spełnienie i radość ze swojego mikrokosmosu. Podobne piękno kontrastu trudno uświadczyć w muzyce popularnej.

Środek albumu wydaje się być zachowawczy, główną uwagę skupiają słowa Radka, gdzieniegdzie z tła przebijają się chórki, po warstwie tekstowej następuje swoista erupcja, instrumenty nabierają energii. Zaś do tych, które budują tło, przyłączają się chociażby trąbki, dając słuchaczowi momenty, w których można „tupnąć nóżką”, czy po prostu pozwolić na chwilę ponieść się rytmowi.

„Duch” to specyficzny materiał. Pozornie nie wydaje się niczym specjalnym, ot album oparty o gitarę akustyczną, z wyraźnym, męskim śpiewem. Takie wrażenie można odnieść, słuchając pobieżnie i na słabym sprzęcie (w domyśle głośniczki telefonu, słabej jakości słuchawki) tegoż wydawnictwa. Jednak przy zmianie sposobu odsłuchu, wyciszeniu i skupieniu tylko na nim, materiał zapewnia ogrom wrażeń, działając pobudzająco na wyobraźnię. Zaczynamy być wtedy świadomi, jak rozbudowana i dopracowana jest warstwa instrumentalna, w której co chwilę odkrywamy nowy dźwięk dający o sobie nieśmiało znać. To śpiew Radosława wzmacnia wiele z nich, roztaczając aurę wyjątkowości tej płyty. Same słowa nie są przypadkowym zlepkiem słów, a przemyśleniami dojrzałego mężczyzny w okolicach 40-stki.

A czym dzieli się Skubas? Tego (bez większych spojlerów) najlepiej doświadczyć osobiście, dając sobie prezent w postaci dłuższej chwili relaksu i kontemplacji w towarzystwie „Ducha”.

Adrian Kaczmarek

 

Dodaj komentarz