Schafter – “FUTURA” [RECENZJA]

Nasz ocena

“FUTURA” to drugi album studyjny młodego artysty o pseudonimie Schafter, który ukazał się 27 listopada. Jak tym razem wypada premierowy materiał rapera? O tym w dzisiejszej recenzji.

“Przed Wami mój drugi album. Proces twórczy w większości opierał się na impulsywnym przelewaniu emocji, do momentu aż zebrałem pełną paletę. Utwory kontrastują – zupełnie jak pozycje w menu i wcale nie musi to wykluczać spójności. Potraktujcie to jako mój poetycki pamiętnik. FUTURA to introspekcja.” – jak informuje Schafter

Recenzja płyty “FUTURA” – Schafter (2020)

26 listopada 2020 roku to data premiery najnowszej płyty Schaftera zatytułowanej „FUTURA”. Po niezbyt satysfakcjonujących singlach dostaliśmy album chyba jeszcze gorszy, niż mogło to się wydawać na początku.

Najczęściej utwory promujące nadchodzące wydawnictwo są najbardziej ekstrawaganckie, chwytliwe i proste, szczególnie jeśli chodzi o użyte schematy rytmiczne czy melodyczne. Stąd rodzi się w nas poczucie, że są one najlepsze, lecz niekoniecznie niosą za sobą tyle treści co reszta płyty. Dopiero po nadejściu wyczekiwanego dnia premiery krążka jesteśmy w stanie wysłuchać, co artysta ma nam i światu do przekazania.

Jeśli jednak chodzi o ”FUTURĘ” to wszystko zlewa się tutaj w jedną wielką muzyczną papkę, której nie idzie posłuchać całościowo więcej niż jeden raz z rzędu. Jak się niestety okazuje to właśnie single (nie wszystkie) są najmocniejszą częścią płyty. Pozostałe utwory to jedynie puste zapychacze i potwierdzenie już moich wcześniejszych przypuszczeń, że Wojtek zaczyna namiętnie zjadać swój własny ogon.

Może to najwyższa pora, aby przystopować choćby na chwilę? Spojrzeć na tę całą sytuację z boku, ochłonąć, złapać świeżą zajawkę na tworzenie muzyki. Smutno jest patrzeć jak Schafter raz po raz zatraca się w nieco wyeksploatowanej przez siebie strefie, nie wprowadza nic nowego, a przy tym śpiewa o swoich trudnościach życiowych. Wojtek my naprawdę chcemy Cię wysłuchać, ale ciężko to zrobić, jeśli część utworów jest niesłuchalna.

Singlowo nie było jeszcze tragedii. „Push to talk” czy „3.5 karrata” brzmiały naprawdę solidnie, a na wyróżnienie zasługują anglojęzyczne „Need help” feat. Houston X i posiadający wiele zabaw słownych „Eskeemos”. Najbardziej jakościowym utworem jest dla mnie „Www” feat. Rosalie., czyli skrót od frazy „Wszyscy wiedzą wszystko”, której niejednokrotnie używają artyści. Ten ostatni to także połączenie klimatycznego podkładu z wymownym tekstem. Schafter pokazuje w nim m.in. swoją bezradność, frustracje, poczucie odmienności, a nawet opowiada o własnych lękach.

Po wysłuchaniu „FUTURY” czuję niedosyt, choć nie oczekiwałem od tego albumu za wiele. Wydane rok temu „audiotele” również były bardzo chwiejne jeśli chodzi o prezentowany poziom, lecz dało się z nich wychwycić więcej niż z najnowszej płyty. Nie chodzi mi tutaj o styl prezentowany przez Wojtka, gdyż wszyscy już poznaliśmy wcześniej w jaki sposób artysta porusza się po bitach i jakie podkłady preferuje. Skupiam się na widocznym zagubieniu i braku pomysłu jeśli chodzi o swoją twórczość. Może jednak taka była wizja na ten album. To wie już tylko sam Schafter. Ja jestem zdania, że chłopak potrzebuje chwili wytchnienia, bo inaczej nic z dobrego z tego nie wyniknie.

Całość można podsumować krótko. Dwoma linijkami z ostatniej piosenki na płycie („outro”):

„Twoja muza chyba ma nudzić,
Skoro nic się nie zmieniło (…)”

Poczynania Wojtka warto nadal śledzić, bo choć obecny krążek to kompletna klapa, to jednak jest tutaj naprawdę dużo przestrzeni do wypróbowania. Czekam na utwory stworzone nie według sprawdzonych schematów, a wychodzące z emocjonalności i artyzmu Schaftera. Mocno wierzę, że w przyszłości wyda album, który jakościowo będzie nie do podważenia. Czas będzie jednak tutaj najważniejszym czynnikiem.

Mateusz Kiejnig

 

Dodaj komentarz