“W przyszłości chciałbym napisać muzykę ilustracyjną do filmu” – nasza rozmowa z Igorem Herbutem

“Chrust” to pierwszy solowy album Igora Herbuta, który ukazał się 17 kwietnia. Z tej okazji porozmawialiśmy z artystą m.in. o jego nowej muzyce, planach związanych z zespołem LemON, a także o Korze i Grzegorzu Ciechowskim.

fot. okładka płyty

17 kwietnia ukazała się Twoja pierwsza solowa płyta „Chrust”. Poświęciłeś jej dużo czasu i emocji. To prawda, że zajmuje ona szczególne miejsce w Twoim dorobku artystycznym?

Jestem z tej płyty bardzo dumy. Faktycznie poświęciłem jej bardzo dużo emocji. „Chrust” jest dla mnie szczególnie ważny, bo zawarłem w tych piosenkach mnóstwo prawdy i szczerości. Prócz tego jest w tych kompozycjach wiele rzemiosła. To najbardziej angażująca mnie płyta, bo niemal za wszystko odpowiadam sam.

Tworzyłem ją sam, pisałem teksty, sam ją zaaranżowałem i wyprodukowałem. Pod moim imieniem i nazwiskiem kryje się wszystko to, co długo we mnie siedziało. To jestem tylko i wyłącznie ja. Stąd mogę w pełni świadomie powiedzieć, że ten album jest moją najpełniejszą wypowiedzią artystyczną.

Dlaczego nie chciałeś dopuścić nikogo więcej do pracy nad tą płytą? Bałeś się, że zburzy to Twoją wizję artystyczną?

Jedynie czego nie mogłem sam zrobić, to całą ją zagrać. Tutaj potrzebowałem wsparcia, stąd udział w tym projekcie chłopaków z zespołu LemON. Oni od początku rozumieli, czym jest dla mnie solowa płyta. Zaufali mi, a że są wspaniałymi muzykami, od razu odnaleźli się w tym, co chcę przekazać jako Igor Herbut.

Warto dodać, że ich udział w solowej płycie, nie zawiesza działalności zespołu LemON. To prawda?

LemON ma się bardzo dobrze. Niestety obecna sytuacja nie pozwoliła nam dokończyć akustycznej trasy koncertowej. Z wiadomych względów musieliśmy ją przerwać. Te koncerty był świetnie przyjęte i dla nas to była doskonała przygoda. Ponad 2,5 godzinne koncerty pełne swobody, twórczego dialogu na scenie, improwizacji i cudownego porozumienia z publicznością. To był sukces. Zdalnie już pracujemy nad naszą kolejną płytą. Mamy pierwsze pomysły, z których powstanie coś przyjemnego dla słuchacza. Jestem tego pewien. Moja solowa płyta to jednak zupełnie inny świat.

Czy koledzy z zespołu byli zaskoczeni, kiedy pierwszy raz oznajmiłeś im, że chcesz nagrać solową płytę?

Wydaje mi się, że nie, bo od początku rozumieli moją decyzję. Oni mi ufają i wiedzą, że w moim życiu wydarzyły się rzeczy piękne. Znają też moją drogę, którą musiałem przejść, żeby znaleźć się w tym miejscu. W końcu oni są nie tylko muzykami, ale też moimi przyjaciółmi. Wiedzieli, że mam intymne historie, które chciałbym sam opowiedzieć w nieco inny sposób. Stąd inne są teksty na tej płycie, ale też forma samych piosenek. Znalazło się na mojej płycie więcej dłuższych instrumentalnych momentów. To zdradza moją fascynację taką muzyką ilustracyjną. Miałem nawet pomysł, żeby w ogóle nagrać płytę instrumentalną, co słychać w tych utworach. Nie mając tekstów znałem już ich treść i mogłem nie dopisywać do nich słów, ale one w końcu przyszły do mnie. Wszystko odbyło się naturalnie.

Wydaje mi się, że też bardziej organicznie podszedłeś do samej muzyki. Starałeś się w żywych, ale bardziej wyciszonych dźwiękach wydobyć z nich emocje i słowa.

Można to odbierać w różny sposób. Muzyka jest swobodna, czasem jest tylko ona. Zdarza się też inaczej, że jest dosłownie podana treść i dopiero wtedy pojawiają się dźwięki. Nawet bezpośrednie podanie tekstu wcale nie zawęża ich interpretacji. One pozwalają paradoksalnie na pójście jeszcze dalej. A czasem zawiłe rzeczy są odbierane bardziej bezpośrednio. Interpretacja i czytelność muzyki, a także słów na tej płycie może przynieść zupełnie różny odbiór. Stąd organiczność nie jest taka oczywista, choć faktycznie całość opiera się na żywym brzmieniu.

 

Teksty pozwalają na różnorodną interpretację, nawet te podane w sposób bardziej czytelny. Taki był Twój zamysł?

Nie planowałem tego w jakiś szczególny sposób. Po prostu miałem do opowiedzenia historie i je opisałem. W dzisiejszej rzeczywistości mogą one mieć jeszcze inne znaczenie. Tak jest z utworem „Nie”, gdzie napisałem „I ta zuchwała myśl, że wszystko jest trwałe, nagle chwieje się”. Wydaje mi się to ciekawe. Szczególnie jeśli odniesiemy to do premiery moje płyty.

To też trzeba uporządkować. Początkowo płyta miała ukazać się w marcu, potem przesunięto ją na maj. Ostatecznie zależało Ci, żeby ukazała się szybciej, stąd jej premiera 17 kwietnia. Skąd taki pomysł?

Przede wszystkim pojawiła się moja chęć pokazania ludziom tych piosenek właśnie teraz, w tym trudnym dla wszystkich czasie. Znam siebie i swojego słuchacza, i wiem, że on czekał tak samo jak ja na premierę tych piosenek. Teraz jest czas, kiedy potrzeba nam tej sztuki i emocjonalnego obcowania z muzyką. Potrzebujemy artystycznych rzeczy, które otwierają nam głowy i serca. Myślę, że mój album jest właśnie taki. Uważałem, że historia na niej zawarta może w jakiś sposób korespondować z teraźniejszą rzeczywistością i dać ludziom tych potrzebnych wszystkim emocji. Mam sygnały od fanów, że ta muzyka im pomaga, stąd wiem, że podjąłem dobrą decyzję przyspieszając premierę. Pominąłem w tym przypadku kwestie marketingowe. Niestety trudniejszy jest dostęp do niej, bo nie można kupić jej prosto z póki w sklepie. Nie trafi raczej do przypadkowego słuchacza, chociaż można ją bez problemu zamówić w internecie.

Czy czujesz, że przy tym albumie otworzyłeś się bardziej też jako muzyk?

Zdecydowanie tak, bo obserwuję siebie. Wiem, że poczyniłem duże postępy jako pianista. Więcej potrafię, a to jest pokłosie mojego grania na koncertach. Rozwinąłem się grając chociażby koncerty z cyklu „Lwia część”, gdzie wyjechałem w trasę tylko z pianinem. Grałem dla tysiąca osób w teatrach. Te koncerty pozwoliły mi się jeszcze bardziej rozwinąć się i nabrać pewności siebie jako instrumentalisty. W tamtym roku zostałem też ojcem. Gdy po tym wydarzeniu usiadłem do pianina zacząłem grać jaśniej. Nastąpiła jakaś przemiana we mnie, co wpłynęło na to jak podchodziłem do mojego 100-letniego pianina. To wszystko odbiło się na tym, jak wygląda moja solowa płyta.

Czy można powiedzieć, że tym albumem zamknąłeś też jakieś trudne rzeczy w swoim życiu? Chociażby „Corda” zdradza pewne problemy, z którymi mierzyłeś się w życiu.

Myślę, że wiele pokonałem przechodząc przez okres pisania tej płyty, zanim było wiadomo, że w ogóle ona powstanie. To jest mój pamiętnik, który oddałem słuchaczowi. Na pewno zamknąłem kilka problemów, a to, że znalazły się one na tym albumie daje mi sygnał, żeby więcej nie popełniać pewnych błędów. Widzę drogę w tych piosenkach, którą przeszedłem. Stąd jaśniejsza i ciemniejsza strona tej płyty. Ktoś mnie kiedyś zapytał, czy jest instrukcja obsługi tego albumu? Myślę, że jedynym właściwym rozwiązaniem jest posłuchanie tych piosenek w takiej kolejności, jakiej zawarłem je na krążku. Tutaj nie ma przypadku. Chronologia jest bardzo ważna i dopiero po poznaniu pewnej ułożonej historii, można słuchać jej na różne sposoby.

Wspomniałeś, że oddałeś słuchaczowi swój pamiętnik. Czy na pewno oddałeś go w całości? Może jednak wyrwałeś z niego kilka kartek?

Powiedzmy, że oddałem go niemal w całości. Na pewno są takie rzeczy, które zostawiłem tylko dla siebie. Nie jest łatwo dzielić się wszystkim, tym bardziej, że wciąż jestem skrytym człowiekiem. Wiele przepracowałem w sobie i tylko dzięki temu mogłem napisać o tym piosenki. Na pewno są jeszcze rzeczy, które we mnie siedzą i wymagają czasu, by do nich dotrzeć, ale też jestem pewien, że nigdy nie dałem z siebie tak wiele. Wcześniej wspomniałeś o „Cordzie” i ciekawe jest to, że im wyraźniej opisuję swoje przeżycia, tym wiele bliskich mi osób z niedowierzaniem podchodzi do tej historii.

Czy ważna jest dla Ciebie symbolika pewnych rzeczy? Wiem, że istotna w Twoim życiu jest „9”.

Na każdym etapie mojego życia „9” ma swoje znaczenie. Pewnie niejedną piosenkę mógłbym o niej napisać. Opowieści mógłbym przytaczać tu bardzo wiele, ale chyba dobrze zostawić te historie na inną okazję.

Czyli kolejna solowa płyta będzie nosiła tytuł „9”?

Może nie aż tak bezpośrednio (śmiech). W końcu „9” jest pewną nieskończonością, pętlą, czymś co nie pozwala pójść dalej. Jeśli już to byłaby to „10”, bo to znaczyłoby postawienie kroku do przodu. „9” jest niebezpieczna, może zacisnąć się na szyi, ale może też uratować komuś życie. Ciekawe jest to, że moi fani analizują bardzo dokładnie „9” w moich tekstach, odnajdując jej znaczenie. Czasem są to niesamowite interpretacje.

A można powiedzieć, że od strony czysto muzycznej nagrałeś “antyprzeboje”? W końcu „Chrust” nie jest komercyjnym zbiorem przypadkowych piosenek.

Chciałbym, żeby radio komercyjne było bardziej odważne. Sprawiłoby mi ogromną przyjemność usłyszenie się jeszcze kiedyś w radiu (śmiech). Mam nadzieję, że przyjdzie ten moment, jeśli nie z moją solową płytą, to z kolejną zespołu LemON. Regionalne rozgłośnie radiowe grają te piosenki. Trójka także się przełamała. Ważniejsza była jednak forma tych kompozycji, niż to czy zagrają je w radiu.

Nie da się ukryć, że pokombinowałeś też trochę w warstwie muzycznej, czego przykładem jest piosenka „Ro”. Specyficzna rytmika perkusji nadaje jej wyjątkowości.

Zależało mi na tym, że nadać tym piosenkom pewnej wyjątkowości. Dziękuję, że doceniłeś ten utwór. Napisałem ten groove i zapytałem perkusisty Tomka ‘Harrego’ Waldowskiego, czy on jest w stanie pojąć o co mi chodzi. On potrafi zagrać wszystko. Powiedział mi przy tym utworze, że nie grał wcześniej dziwniejszych rzeczy, co akurat napawa mnie dumą, bo on jest muzykiem doskonałym. „Ro” jest zbudowany z różnych kolorów i nie ukrywam, że słychać w nim moje fascynacje Radiohead. Należy przy tym utworze docenić też gitarzystę Przemka Świerka, który prowadzi piękny dialog z moim pianinem.

 

Jeszcze jedną zaletą tego albumu jest jej długość. Pozwoliłeś sobie na długie formy, przez co dostaliśmy ponad 70 minut muzyki.

Dałem sobie całkowity upust wszystkiego co we mnie siedzi też od strony czysto muzycznej. Nie chciałem się na niej ograniczać, stąd często długie formy. Pokazałem na niej swoje fascynacje muzyką instrumentalną. Wydają mi się ciekawe te treściwe artystycznie momenty bez tekstu. W utworze „Miłość i mleko” prowadzę dialog instrumentalny z Tomkiem Świerkiem. Wydaje mi się to bardzo piękne. Nie pisałem niczego pod czyjeś oczekiwania. Czasem trudniejsze w odbierze rzeczy, wydają się ciekawsze, a przez to może bardziej angażujące. Byłem ciekaw też kto się nad tą płytą pochyli. W przyszłości chciałbym napisać muzykę ilustracyjną do filmu.

Musimy jeszcze nawiązać do jednej piosenki, która znalazła się na tej płycie. Chodzi o „Krakowski Spleen” Maanamu. Kora była ważną osobą w Twoim życiu?

Kora była ważną osobą w życiu wielu osób. Właściwie nie ma co o tym mówić. To jest oczywiste. Ważnym momentem i bodźcem do nagrania tej piosenki na płytę był mój koncert w Teatrze Muzycznym Roma. 1 listopada postanowiłem zagrać swój aranż do „Krakowskiego Spleenu”. To drganie, cisza, rezonans i częstotliwość, która wytworzyła się pomiędzy mną a publicznością, sprowokowała, że ten utwór musiał znaleźć się na tej płycie. To był znak.

Czy są jeszcze jakieś wielkie postaci, które dla Ciebie są bardzo ważne? Czy był nim na przykład Grzegorz Ciechowski, którego utwór „Tu jestem w niebie” wykonałeś kiedyś w aranżacji Adama Sztaby?

Często byłem kiedyś pytany – na czyi koncert chciałbym się jeszcze wybrać. Zawsze odpowiadałem, że jest nim Republika i LemON Akustycznie. Nieczęsto interpretuję utwory innych artystów, bo faktycznie muszę coś poczuć i zrozumieć, co autor miał do przekazania pisząc taką, a nie inną piosenkę. Ze współpracy z moim przyjacielem Adamem Sztabem wyszła smaczna muzyczna uczta, stąd jestem zadowolony z mojego wykonania „Tu jestem w niebie”. Nie dzieje się to jednak zawsze, stąd moja ostrożność w podejściu do repertuaru innych artystów.

Chciałbym jeszcze nawiązać do wydania winylowego, bo dotychczas tylko „Tu” ukazało się na czarnym krążku. Natomiast „Chrust” również idealnie pasowałby do takiego wydania. Też tak uważasz?

Też tak myślę. Nie chciałbym jednak zmieniać kolejności tych utworów, po to, żeby mogły zmieścić się na winylu. Nie chciałbym też łączyć tych dwóch części płyty. Stąd ułożenie ich na czarnym krążku nie jest wcale łatwe. Myślę o tym, ale długość tej płyty nie pomaga mi w jej ponownym ułożeniu. Nie zmienia to faktu, że chciałbym, żeby w takiej formie się ukazała. Ciekawy jestem jej brzmienia na winylu, bo z pewnością uwidoczni się jeszcze bardziej jej organiczny charakter.

Co najbardziej niepokoi Cię w dzisiejszym czasie? Jak Ty widzisz tę całą sytuację, która teraz dzieje się w związku z wirusem?

Najważniejszy w tym wszystkim teraz jest człowiek i jak on sobie radzi w tak zaskakującej sytuacji. Artystom nic może się nie stanie, jeśli nie pograją 3 – 4 miesiące, ale weźmy pod uwagę, że za koncertami stoi mnóstwo ludzi, cała ekipa, która jest niewidoczna – technicy, organizatorzy, menadżerowie. I oni nie mają teraz pracy. Zapomina się o nich w tym trudnym czasie. Do tego usłyszałem, że artyści są teraz najmniej istotni. To mnie bardzo boli, bo czym byłby człowiek bez sztuki, bez muzyki? Nie możemy funkcjonować bez wielu rzeczy, co widać w momencie, gdy jesteśmy zamknięci w domu. To właśnie sztuka, film, muzyka pozwala nam przetrwać trudne momenty. Pamiętajmy o tym wszystkim, co stanowi duchową treść naszego życia.

Rozmawiał: Łukasz Dębowski

 

 

 

Jedna odpowiedź do ““W przyszłości chciałbym napisać muzykę ilustracyjną do filmu” – nasza rozmowa z Igorem Herbutem”

Dodaj komentarz