“Moja muzyka zawsze była manifestacją wewnętrznych emocji” – nasza rozmowa z ShataQS

29 marca do sprzedaży trafiła nowa płyta ShataQS zatytułowana „Fenix”. To druga autorska płyta wokalistki opowiadająca o przemianach i budowaniu własnej rzeczywistości. Z tej okazji mieliśmy okazję zadać kilka pytań wokalistce.

fot. materiały prasowe

Nowa płyta ShataQS pt. “Fenix” jest ukłonem w stronę naturalnego, żywego brzmienia. Skąd wzięła się tak wyraźna zmiana stylu?

Zmiany są naturalnym procesem każdego człowieka. Moja muzyka zawsze była manifestacją wewnętrznych emocji, a te mają wiele brzmień i nigdy nie wiesz gdzie cie zaprowadzą. “Fenix” to płyta opowiadająca o wielkich zmianach, a dokładnie o oczyszczeniu, o zdzieraniu z siebie niepotrzebnych warstw i masek, które od pokoleń uczy się nas by nosić. Przekładając to na muzykę, kiedy rozbierzesz ją z niepotrzebnych elektronicznych efektów, którymi obecnie jesteśmy przesyceni pozostaje ci czyste akustyczne brzmienie. Stąd też wybór współpracy z Maćkiem Czemplikiem, Bartkiem Chojnackim i Eddym, muzykami lubującymi się w akustycznym , naturalnym brzmieniu.

Czy ten ukłon w stronę słowiańskiej melodyjności i muzyki korzeni wynika też z głębszej filozofii obecności człowieka we współczesnym świecie?

Wszystkie elementy, które słyszymy na płycie “Fenix” były tworzone w sposób naturalny, intuicyjny. Nie ma tu zbyt dużo myślenia oprócz sfery lirycznej, nad którą poświęciłam trochę więcej uwagi. Większość brzmień to proces odkrywania i zabawiania się dźwiękiem na co poświęciłam dużo czasu zanim ruszyłam do nagrywania. Praca nad ciałem i wibracją dźwięku, którą się  fascynuję od dłuższego już czasu zaprowadziła mnie do bardzo ciekawych przestrzeni, które naturalnie wykorzystałam podczas tworzenia płyty. Nie ma tu muzycznie większej filozofii niż po prostu to co się czuję, to mną kierowało. A jak się okazało zaprowadziło mnie do etnicznego zakątka.

Teksty silnie uderzają i tworzoną mocną więź z muzyką. Czy to znaczy, że słowa były starannie dobierane, tak by stanowiły spójną całość z kompozycjami?

Tak. Tu dużą rolę odegrali muzycy, którzy do wstępnych moich kompozycji i pomysłów dość starannie i świadomie dobrali odpowiednią harmonię by muzyka i teksty stanowiły spójną całość. Na płycie wybrzmiewa wiele serducha, wiele świadomości i wzajemnego muzycznego zrozumienia.

Słowa choć nierzadko bywają gorzkie, to nie ma w nich smutku („Labirynt”). Raczej dominuje pozytywne przesłanie. Czy taki był zabieg, żeby poprzez wytykanie błędów tchnąć odrobinę nadziei?

Nie nazwałabym tego wytykaniem błędów, lecz próbą zwrócenia uwagi na problem w jakim tkwimy jako społeczność, jako cywilizacja. To próba zainspirowania lub zmotywowania człowieka, w tym przede wszystkim siebie, do głębszego przeanalizowania swojego życia i systemu, w którym żyjemy. Wiele z tego co robimy, czy sposób w jaki myślimy jest pewnego rodzaju już  dawno niesłużącym nam i planecie, wgranym programem. Pomimo, iż w głębi serducha jesteśmy dobrymi ludźmi, to działamy wielokrotnie w sposób nieświadomie toksyczny. Płyta ma na celu zwrócenie głębszej uwagi na to co robimy. Jej gorzkość to nic innego jak konfrontacja z tym co przez wieki uczono nas ignorować – własne słabości. Praca nad sobą to największe wyzwanie jakie człowiek może sobie zadać. A kto wie, może nam wystarczyłoby tylko to?

 

Czy ta zmiana kierunku muzycznego i staranność w podejściu do pisania tekstów sprawiła, że aż cztery lata musieliśmy czekać na nową płytę ShataQS?

Staranność w tym przypadku dla mnie to pozwolenie sobie na naturalność. Kiedy była wena i uczucie to pisałam, kiedy jej nie było to do niczego się nie zmuszałam. Nie myślałam o jej ukończeniu a tym bardziej nie przyspieszałam niczego. Tworzyłam ją tak długo ile potrzebowała być tworzona. Robiłam przerwy, odpoczywałam i zajmowałam się życiem by móc na spokojnie moje przemyślenia sprawdzać, testować i głębiej obserwować. Ważna była i jest dla mnie prawda, zgodność tego co mówię z tym co robię. W szukaniu muzyków do współpracy też się nie spieszyłam, uważałam, że kto ma być ten będzie i tak w sposób naturalny pojawił się na mojej drodze Eddy, serce zespołu i pierwsze aranżacje były tylko z bębnami.

Następnie doszedł do nas Maciek Czemplik, perełka harmoniczna, wspaniały opowiadacz dźwiękiem oraz Bartek Chojnacki, jak wisienka na torcie, który pięknie nas połączył. Nawet jak już staliśmy się składem działaliśmy spokojnie. To był faktycznie długi proces ale bardzo rozwojowy, otoczony piękną aurą i wsparciem z wielu stron. Jestem pewna, że będą z tego smaczne owoce, dla tych, którzy takich szukają.

Czy wspominasz jeszcze z sentymentem udział w programach telewizyjnych typu Must Be The Music? Co w szerszej perspektywie przyniosło Wam zwycięstwo w programie telewizyjnym i jakie ma to znaczenie w dzisiejszej rzeczywistości?

Obecnie nie ma to już żadnego znaczenia, to historia, prawda, fakt. Tego typu doświadczenia jak widać były potrzebne, w pewnym momencie bardzo się  przydały, w pewnym trochę zakłóciły, zespół się  rozpadł a ja uciekłam w pustelnie. Ale to droga, którą widocznie dane nam było przejść. Obecna płyta “Fenix” rządzi się całkiem innymi prawami, otoczona jest inną energię, zdaję się, że  dociera do innego odbiorcy. Mój udział w programie i dzieje z tamtych lat to jakby dwa różne światy. Z pokłonem i szacunkiem odnoszę się do tamtych czasów, bo były one dla mnie bardzo trudne, stoczyłam niejedną walkę, o czym wykrzyczałam na płycie “MrMankind” i za żadne skarby nie chciałabym już tam wracać, ale klepię siebie i cały poprzedni skład po ramieniu za wytrwałość. Obecnie Jest mi dobrze tu gdzie jestem z tą ekipą, z którą dane mi być i z Fenix’em.

Czy teraźniejsze koncerty wyraźnie różnią się od tych, które grałaś np. po wydaniu poprzedniej, stylistycznie nieco innej płyty?

Oj tak, to całkiem inny performance o którym nie zamierza opowiadać tylko serdecznie zapraszam by z nami go doświadczać.

Jakie masz oczekiwania związane z wydaniem nowej płyty pt. “Fenix”?

Takie same jakie miałam podczas jej tworzenia – żadne. Niech leci i rozpościera skrzydła, niech dociera tam gdzie dotrzeć jest mu dane.

 

Dodaj komentarz