Inner Rival – “Inner Rival”

Nasz ocena

15 lutego pod naszym patronatem ukazała się płyta zespołu Inner Rival. Zespół powstał w maju 2017 roku w Warszawie z inicjatywy Filipa Zielińskiego (Ex-Dianoya) oraz Janka Niedzielskiego (Ex-Dianoya).  Pomysł na powstanie projektu grającego rockową muzykę w akustycznym wydaniu powstał jednak znacznie wcześniej. Dziś przyglądamy się bliżej temu albumowi.

Recenzja płyty “Inner Rival” – Inner Rival (Music And More Records, 2019)

Pierwsza płyta zespołu Inner Rival zatytułowana po prostu “Inner Rival” udowadnia, że muzyka rockowa to nie tylko mocne uderzenie wywołane przy pomocy gitar, ale przede wszystkim energia, którą ze sobą niesie. Okazuje się, że akustyczne brzmienie może mieć tyle samo (a może nawet więcej) dynamiki, co elektryczna eksplozja wywołana mocnym szarpnięciem strun.

Poza tym w ich piosenkach czuć melancholię niedzisiejszych czasów, wręcz melodyjność wyciągniętą z lat 90. Dzięki temu całość posiada swój klimat. Ważny jest też wokal Filipa Zielińskiego, który tworzy istotny element tych utworów. Mocno postawiony, bez przeciążonej eksploatacji głos unosi te kompozycje wysoko ponad przeciętność.

Nietrudno znaleźć inspiracje chociażby zespołem Alice in Chains, ale czy może to być zarzut? Ważne, że całość prezentuje się bardzo zręcznie i dojrzale. W końcu panowie nie od dziś tworzą muzykę. 2/3 bandu grała w grupie Dianoya, z którą objeździli kawałek Europy na wspólnej trasie koncertowej z Riverside. Postanowili jednak otworzyć nowy rozdział, założyli Inner Rival i rok tworzyli piosenki na ten krążek. Ten brak pośpiechu także przełożył się na jakość.

Okazuje się, że zasada ‘mniej znaczy więcej’ staje ważnym elementem zespołu (“Inner Rival”), ale też progresywna rock-poetyka (“Will Remain”) i ta pierwszoplanowa akustyczna rytmika gitarowa (“Beside Myself”).

Może się wydawać, że przy tak niewielkich środkach wyrazu nie można stworzyć dobrej gitarowej płyty. Nic bardziej mylnego. I jeśli nawet southern rockowe naleciałości nie są nadzwyczaj oryginalne, to budzą bardzo pozytywne skojarzenia. Dzięki temu chce się do tej płyty wracać.

Łukasz Dębowski

 

fot. materiały promocyjne

Dodaj komentarz