
Koncert „Między wierszami” do muzyki Marcina Nierubca, który odbył się 31 marca w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku, był artystycznym hołdem dla dwóch wybitnych postaci polskiej literatury – Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej i Antoniego Słonimskiego.
fot. Dariusz Kociak
Choć każde z nich zapisało się w historii literatury własnym, niepowtarzalnym językiem poetyckim, ich drogi wielokrotnie się przecinały. Łączyło ich nie tylko środowisko literackie dwudziestolecia międzywojennego, ale także wojenne losy na emigracji w Wielkiej Brytanii. Po śmierci Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej w 1945 roku Antoni Słonimski pozostał jednym z najważniejszych strażników pamięci o jej twórczości. Ta krótka historia niech będzie wprowadzeniem do tego, co dziś można odnaleźć w ich poezji ujętej w tak znakomitą muzyczną oprawę. Wydarzenie „Między wierszami” wpisywało się w obchody roku poświęconego tym twórcom, ustanowionego przez Sejm RP.
Marcin Nierubiec podszedł do komponowania muzyki z pietyzmem, ale bez popadania w manieryzm czy przesadę. Właściwie stworzył przestrzeń, w której słowo zachowuje należytą rangę, a jednocześnie udowodnił, że taka twórczość we współczesnym ujęciu wciąż może głęboko poruszać, ale też sprawiać czystą przyjemność. To największa wartość tego koncertu, w którym udział wzięli wybitni i – jak się okazuje – doskonale pasujący do tego wydarzenia artyści. A są nimi Anna Jurksztowicz, Natalia Niemen, Anna Józefina Lubieniecka, Kasia Dereń, Maja Gadzińska, a także Grzegorz Wilk, Filip Lato i Stasiek Kukulski. Wykonawcom towarzyszył zespół instrumentalny pod kierownictwem Marcina Majerczyka oraz chórek.
Każdy z gości starał się podejść do interpretacji precyzyjnie, zachowując własny indywidualizm, a jednocześnie wnosząc odpowiedni ciężar emocjonalny, bez którego ten projekt nie miałby takiej wagi. W centrum koncertu znalazło się poetyckie spotkanie dwóch wrażliwości, ukazujących różne sposoby postrzegania uczuć, bliskości i otaczającej rzeczywistości. Wymagało to więc od wykonawców solidnego przygotowania, którego żadnemu z nich nie można odmówić.

fot. Dariusz Kociak
Nie było zaskoczeniem pojawienie się Grzegorza Wilka, z którym Nierubiec współpracował już przy okazji wyjątkowych przedsięwzięć, m.in. projektu „Baczyński”. Jego wokalne uniesienie w „Krzyżu południowym” sprawia, że utwór natychmiast nabiera odpowiedniej ważności, przy jednoczesnym zachowaniu lekkości wykonania, choć przecież sama pieśń zyskuje dodatkowy koloryt dzięki szeroko rozpisanej oprawie. Zupełnie innym punktem odniesienia jest utwór „Piosenka” wykonywany przez Staśka Kukulskiego, który pozostaje jednym z największych odkryć ostatniego czasu, co zresztą udowodnił podczas tego koncertu. Niczego nie można też odmówić Filipowi Lato, który wydaje się potrafić zaśpiewać wszystko („Dancing”).
Na wyróżnienie zasługuje interpretacja Natalii Niemen, która bez przesadnej ekspresji, ale z dużą wirtuozerią wykonała m.in. funkujący numer „Miss America”. Zresztą to, co artystka zrobiła w duecie z Kukulskim, wymaga osobnego docenienia („Czego pragnę”). Jakże dobrze było też usłyszeć Annę Jurksztowicz (tu w bossa novie „List w południe”), zbyt rzadko zapraszaną do tego rodzaju wydarzeń. Zawodowstwo w pełnej krasie ukazała również Kasia Dereń, a największe serce tej poezji oddała Anna Józefina Lubieniecka, której siła tkwi w subtelności, detalicznej ornamentyce wokalnej i czułości, z jaką podchodzi do słowa („Listy”). Natomiast wszystko jeszcze przed młodą Mają Gadzińską, która już teraz potrafi uwodzić melodyjnym wokalem.
Dużym wyzwaniem dla Marcina Nierubca było przeniesienie klimatu lat dwudziestych i trzydziestych do współczesnych realiów, a jednocześnie nadanie całości wymiaru, który ma szansę dotrzeć do młodszego odbiorcy. To balansowanie pomiędzy przystępnością, nowoczesnością i klasyką wyszło kompozytorowi znakomicie. Można powiedzieć, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie, choć nie prowadzi to do artystycznego chaosu, który w takiej formule mógłby się pojawić. Dlatego muzyczne aranżacje nie ograniczają się wyłącznie do stylistyki epoki, choć ta również jest ważna. W „Dancingu” pojawiają się świeże inspiracje rytmami latynoamerykańskimi, a w „Żalu” nawet elementy rocka. Z kolei „Gwiazdy spadające”, utrzymane w tanecznym pulsie tanga, przywołują atmosferę lat 30. XX wieku, a przecież nie brakuje też odniesień do tradycji przedwojennego kabaretu („Nigdy w oczy nie spojrzę kobiecie”).
„Między wierszami” okazało się czymś więcej niż kolejnym koncertem poświęconym poezji. To wydarzenie pokazało, że twórczość Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej i Antoniego Słonimskiego nadal potrafi przemawiać do współczesnego odbiorcy, jeśli zostanie otoczona odpowiednim wyczuciem i artystyczną świadomością. Dzięki przemyślanym aranżacjom oraz zaangażowaniu wykonawców udało się stworzyć formułę, w której literatura i muzyka wzajemnie się dopełniały, zachowując przy tym własną tożsamość. To właśnie w takim spotkaniu różnych dziedzin sztuki najpełniej ujawnia się ponadczasowość poezji.
Łukasz Dębowski







fot. Dariusz Kociak





