
„Neanderthalensis” – taki tytuł nosi nowa płyta zespołu Kapela Bożków. To autorska mieszanka wybuchowa różnych stylów muzycznych z głównym nurtem progresywnego rocka. Poniżej można znaleźć naszą recenzję tego wydarzenia.
Recenzja płyty „Neanderthalensis” – Kapela Bożków (2025)
Kapela Bożków wykorzystała kilka sprawdzonych patentów znanych z ich pierwszej płyty, rozwijając je w mniej oczywistym kierunku, co tworzy obraz świeżego, mocno związanego z rockiem progresywnym brzmienia. Ale nie tylko. Zespół wciąż czerpie z klasycznego rocka, ska, a także korzysta ze świetnego wyczucia, jeśli chodzi o improwizację, co pozwala im nie zamykać nowego albumu „Neanderthalensis” w tendencyjnej formule.
Czuć w tym lekkość, a że wszystko opiera się wyłącznie na żywym graniu, nie mamy poczucia obcowania z wykreowanym tworem, próbującym coś ukrywać lub ubarwiać syntetycznymi dodatkami. Tutaj nie ma ściemy – jest za to autentyzm i jeszcze większe zawodowstwo, które grupa wypracowała podczas koncertów.
„Neanderthalensis”, czyli neandertalczyk, to wymarły przedstawiciel rodzaju Homo (człowiek), niekiedy klasyfikowany jako podgatunek człowieka rozumnego (…). Jak rozumieć tytuł w odniesieniu do całej płyty? Być może kryje się za tym głębsze przesłanie odnoszące się do czasów, w których żyjemy (czego akurat nie sugeruje numer tytułowy). Na pewno daje to do myślenia, a możliwość własnej interpretacji poszerza horyzonty związane z samym przekazem.
Trudno mówić o konceptualnym charakterze całości, bo wciąż mamy do czynienia wyłącznie z utworami instrumentalnymi, choć jest ich mniej niż na debiucie. W kilku z nich, okraszonych tekstem, pojawia się Dominika Radwan. Wsparła ona swoją obecnością wciąż udzielającego się wokalnie Wojtka Grzesiaka, który swobodnie podchodzi do niekiedy ironicznych słów, wpisujących się w charakterystykę bandu („Bociana”).
Od strony muzycznej grupa nie boi się prostych rozwiązań, tworząc jasną w odczycie sytuację artystyczną (rockowe ska w przebojowym „Gdybyś była jeżem”). Jednak gdy Kapela Bożków zdecyduje się wyjść poza piosenkową konwencję, robi się niezwykle ciekawie. I takie pełniejsze, jakże szlachetne utwory hipnotyzują, kiedy pojawia się jazzująca improwizacja, okraszona dźwiękami — namaszczającej wybrane pozycje — trąbki Jacka Mokrzana („Spacer z Klahrem”).
Zresztą, akurat w tej części mamy wszystko – solówki gitarowe, wzajemne tropienie się instrumentów, wyciszone motywy, które rozwijają się w bogatsze zapętlenia muzyczne itd. Miękko wszystko siedzi również w przestrzennym numerze „Ontario” (tutaj należy m.in. zwrócić uwagę na rytmikę perkusji Pawła Fadiejewa) i w bardziej gitarowym kawałku „Mgła”. Warto sprawdzić ten materiał, nawet jeśli nie trafiają do nas przystępne momenty wprowadzające więcej luzu („Piętakonika”).
To balansowanie między melodyjną przystępnością a brzmieniowym wyrafinowaniem budzi szacunek i zainteresowanie, stając się czymś charakterystycznym w twórczości Kapeli Bożków. Przy okazji nowego albumu czuć też znaczący progres – większe zrozumienie się na polu eksperymentowania, rozbudowywania wybranych fragmentów i podążania w kierunku swobodnej ekspresji. I faktycznie – wszystko na tej płycie się zgadza, jakby zostało nagrane bez zakłamywania rzeczywistości w studiu nagraniowym, co w czasach mnogiej ilości przeprodukowanych projektów staje się dodatkową wartością.
Łukasz Dębowski
Jest moc💪 Dzięki