Rozmazani – “SYNTHuzjazm” [RECENZJA]

Nasz ocena

Premierowy album zespołu Rozmazani zatytułowany “SYNTHuzjazm” ukazał się 28 maja 2021 roku. Płyta dostępna jest na platformach streamingowych. Poznajcie naszą recenzję tego zaskakująco oryginalnego wydarzenia.

Recenzja płyty “SYNTHuzjazm” – Rozmazani (2021)

„SYNTHuzjazm” to pierwszy album intrygującego duetu Rozmazani, w którego skład wchodzi dwójka przyjaciół. Dzielące ich kilometry nie przeszkodziły im zarażać się wieloma pasjami nie tylko muzycznymi. Efektem tego jest niekonwencjonalny projekt, jakiego na polskim rynku muzycznym dawno nie było.

Zaskakuje umiejętność sformatowania wielu na pozór do siebie nie przystających elementów muzycznych i złączenia ich w jedną dosyć spójną całość.

I pomimo hermetycznej wizji Rozmazanych, większość utworów potrafi przebić się przez niszowy charakter projektu. Udało się zaszczepić do poszczególnych kompozycji syntetycznej melodyki, która dodaje istoty całemu albumowi. To pozwoliło ujednolicić wyraźnie awangardową formę poszczególnych utworów. A ta nie składa się przecież jedynie z surowego electro, tłoczącego puls do poszczególnych kompozycji, ale także z wytrawnie prezentującej się alternatywy oraz rockowej szorstkości.

Czasem wydawać się może, jakby niektóre kompozycje były dopiero wersjami demo, które czekają na produkcję. Po przesłuchaniu całości można jednak zauważyć, że pewnie nieprzekombinowanie nadaje im sensu i wyraźnej oryginalności – na większość propozycji składa się industrialne, jakby celowo okrojone, nieco surowe brzmienie. Szczególnie słychać to w drugiej części albumu.

Duet działa kompleksowo. Powściągliwość, która podkreśla styl ich muzyki przekłada się na warstwę liryczną, ale także wokalną. Głos Ewy jest w pewnych rejestrach odpychający, choć całościowo wraz z muzyką potrafi również poruszać. Zdarzają się jednak chwile przejaskrawione, nadmiernie zmanierowane, przez co trochę tracące na przekazie („Nieznaczenie”). Zupełnie inaczej prezentuje się niezwykle zaskakujący cover „Toxic” (z repertuaru Britney Spears). Przytrafiają się też bardzo wciągające, nieobliczalne w swej wymowie, ale też konstrukcji momenty („Lęki”, „Pustostany”).

Początek płyty bywa przystępniejszy, bo zdarzają się propozycje niezwykle nastrojowe, nieco kosmiczne, pobrzmiewające echem lat 80. („In Your Room”). Wyjątkiem są kawałki zupełnie oderwane od piosenkowej melodyki, trochę niedopełnione pomysłami, czy też nadmiernie przytłoczone alternatywnym brudem („L.O.V.E.”). Ciekawie wychodzi łamanie oczywistych konstrukcji muzycznych, „psucie” przewidywalnych zabiegów artystycznych i nadawanie im nowego życia poprzez m.in. czysto przebijające się pianino („Marudzę”).

 

Wiele z tych propozycji mogliśmy poznać już znacznie wcześniej, jednak dopiero w całości odzwierciedlają charakter zespołu. Być może „SYNTHuzjazm” to nie do końca równy materiał, przez co kilka momentów wydaje się zbędnych, jednak niestandardowe podejście do tego, co niby znamy bywa niewiarygodnie oryginalne i co najważniejsze skuteczne. Tworzy to nową, wymagającą jeszcze dopracowania, ale już niezwykle istotną jakość na polskim rynku muzycznym. Doświadczenie zdobyte nad pracą przy tym albumie z pewnością przełoży się na dalsze dokonania Rozmazanych, którzy nie chowają się za bezpiecznymi rozwiązaniami, leżącymi gdzieś na granicy alternatywy i synthpopu. Na ich pierwszym albumie można usłyszeć więcej niż moglibyśmy się tego spodziewać. Surowa forma niektórych utworów nie ułatwia nam dotarcia do sedna dosyć specyficznej, ale kuszącej pomysłowością twórczości. Niemniej samemu warto skonfrontować powyższą opinię z nietypową artystyczną strategią duetu.

Łukasz Dębowski

 

fot. materiały prasowe

 

Dodaj komentarz