“Nie ucieknę od swojej ukochanej przeze mnie duszy sentymentalnego romantyka” – Skinny [WYWIAD]

“LUST” to nowy album artysty, który występuje pod pseudonimem Skinny. Płyta jest dostępna od 21 lutego, a my mieliśmy okazję zadać artyście kilka pytań związanych nie tylko z tym krążkiem.

Musimy zacząć od tego, że minęło kilka lat od Twojej poprzedniej płyty “The Skin I’m In”. Czym to było spowodowane?

Dokładnie 56 miesięcy… Czas płynie niewiarygodnie szybko, zwłaszcza gdy masz co robić. Ja, oprócz najważniejszego dla mnie procesu, czyli tworzenia własnej muzyki, zajmuję się również jej produkcją, nadzorowaniem miksów, masteringu czy innych projektów związanych z płytą. Jestem sam dla siebie sterem i okrętem, po kilku porażkach z tak zwanymi managerami i wytwórniami postanowiłem nieomal o wszystko zadbać sam.

fot. Marcin Ziółko

Skomponowanie muzyki i napisanie tekstów przychodzi mi dosyć łatwo, ale potrzebuję do tego impulsu, bodźca. Do tego w międzyczasie nauczam języka angielskiego, poczyniłem krok milowy w swoim życiu w postaci przeprowadzki…

Pracę z Przemkiem Popławskim w jego gdańskim studio Selekta rozpoczęliśmy w roku 2018. W międzyczasie zacząłem również współpracę z Piotrem Radzio w jego studio Late Night Studio. I musiałem to wszystko spiąć klamrą czasową, a że w ciągu dwóch lat nagrań mieliśmy sporo innych rzeczy do zrobienia, i ponieważ muzyka nie jest moim jedynym zajęciem, troszkę to trwało. Do tego wszystkiego jestem perfekcjonistą I chcę dać z siebie i wycisnąć z innych to, co najlepsze.

Album “Lust” miał ukazać się na przełomie zimy i wiosny ubiegłego roku – po nieco ponad trzech latach od ukazania się debiutu solowego, co nie byłoby specjalnie długą przerwą, natomiast wszyscy wiemy, jak zaczął się marzec 2020 roku… Powiem tylko, że uważam, że czas, w którym wydaję “Lust” jest po prostu dla tej płyty odpowiedni. Ukazuje się w momencie, kiedy wyczuwam podskórnie przełom w naszym kraju i przełom w moim życiu prywatnym. Chcę za pomocą tej płyty dać ludziom zastrzyk tej energii. Moje tytułowe “pragnienie”, czy “żądza”, to również pragnienie normalności i życia bez ciągłej spiny spowodowanej patologiczną polską mentalnością. Jestem zdania, że jeśli człowiek czegoś pragnie, jest w stanie, prędzej czy później, to sobie zapewnić. Może zapewnić sobie spokój, dobrą energię, ale z drugiej strony może również zapewnić sobie równię pochyłą, po której pędzi w dół na złamanie karku. Kwestia wyboru. Trzeba “jedynie” w porę zauważyć czy lecimy w górę, czy w odwrotnym kierunku.

Jakie są główne różnice pomiędzy tamtą płytą a nową, “Lust”? I jak Ty na siebie jako artystę patrzysz z perspektywy tych lat pomiędzy albumami?

Myślę, że to pod wieloma względami zupełnie różne płyty, a zarazem w pewnych aspektach bardzo podobne. Główna różnica jest chyba w tekstach i podejściu do technik produkcyjnych. Na “The Skin I’m In” opowiedziałem urywek historii swojego życia, zaprosiłem słuchacza do swoich wnętrz – domu, głowy, serca, ciała, duszy… Była to płyta totalnie introwertyczna, stonowana, mroczna, a zarazem ciepła. Na “Lust” rzucam okiem na świat dookoła… i nie bardzo mi się on podoba. Politycy-idioci, chcący wytyczać mi ścieżkę, po której muszę, a niekoniecznie chcę kroczyć, zabierający lub odmawiający podstawowych praw do normalnego życia ludziom takim jak ja czy kobietom. Kosmos. W życiu nie pomyślałbym, że w XXI (ponoć) wieku spotkamy się z takim obcesowym wciskaniem obsranego buta w nasze domostwa. Musiało być więc momentami bardziej agresywnie i surowo również pod względem produkcyjnym. Ale… nie ucieknę od swojej ukochanej przeze mnie duszy sentymentalnego romantyka, więc jest również sentymentalnie i romantycznie.

 

fot. Marcin Ziółko

To co łączy poprzedni album i nowy, to gościnny udział Kasi Stankiewicz. Na czym polega Wasza więź artystyczna, że kolejny raz zdecydowałeś się zaprosić wokalistkę do współpracy?

Po prostu szanujemy się wzajemnie i lubimy to co robimy… Wiesz… Kasia ma talent, który zdarza się szalenie rzadko. Ma piękny głos, śpiewa totalnie w punkt. Nic tam nie trzeba zmieniać, niczego podciągać. Jak świetnie naoliwiona maszyna. Myślę nawet, że jej wokal brzmi w tym momencie wręcz perfekcyjnie i jest w stanie po prostu zaśpiewać wszystko. Patrząc jednakowoż na to, co i jak robi w studio wiesz, że nie jest to machinalne, wręcz przeciwnie – ona śpiewa całą sobą, jest w tym co robi na milion procent. I ja to kocham, bo mam tak samo. Do tego wszystkiego rozumiemy się jako artyści i jako ludzie… ale również jako osoby, które swoje przeszły w związku ze swoją twórczością. Bardzo dobrego, ale też i niekoniecznie.

Na płycie pojawiają się dwa utwory z udziałem Kasi Stankiewicz. Jak wyglądał proces twórczy nad tymi utworami? I jaki wpływ na finalny kształt tych kompozycji miała sama Kasia?

Wersję demo utworu “Their Lies Will Blind You” zaprezentowałem Kasi podczas totalnie nieplanowanego, wspólnego sylwestrowego wieczoru. Okazało się, że oboje przebywamy w Trójmieście, więc spotkaliśmy się w naszej ulubionej restauracji “U Gawła”, po czym śmignęliśmy na spacer po Sopocie. Kasia na propozycję zaśpiewania tego utworu odpowiedziała tylko: “Skinuś! Dla Ciebie wszystko!”. Wysłałem jej jedynie tekst i wersję utworu ze swoim wokalem, żeby nakierować ją o jaką energię mi chodzi. Rozmawialiśmy o tym trochę i Kasia zaśpiewała ten utwór dając tę jakość i emocje, o które totalnie mi chodziło. Przy “Senses” totalnie odpadłem. Chciałem, żeby Kasia zaśpiewała chórki w refrenie, ale w pewnym momencie poprosiłem ją o jakąś improwizację. I zaczął się odlot… mój. Słuchając jej wokaliz zamknąłem oczy i totalnie wyskoczyłem w kosmos. Jest filmik ze studia, na którym mój przyjaciel nagrał tę moją reakcję, po obejrzeniu którego Kasia śmiała się, że ona się tak naprodukowała, a ja zasnąłem… I na nic zdały się moje tłumaczenia (śmiech).

Czy nie miałeś pokusy zaprosić jeszcze kogoś na ten album, myślę tu, np. o Justynie Steczkowskiej, dla której stworzyłeś przecież dwie piosenki na jej album “Anima”?

Myślę o zaproszeniu Justyny do konkretnego utworu. Zobaczymy…
Chciałem bardzo, żeby wokalizę do utworu “Nail It” zaśpiewała Kora. Z wiadomej przyczyny do tej współpracy nie doszło, ale przemyciłem w tym utworze ukryty dla niej hołd… wystarczy ostatnie kilkanaście sekund potraktować reversem i będzie wszystko jasne. Strasznie brakuje mi Kory, brakuje mi na naszym rynku muzycznym osoby z taką energią, z takim zasięgiem i posłuchem. Osoby, która nie dbałaby o słupki, nie zważałaby na to, czy utraci część fanów czy nie. Ja wychodzę z założenia, że niepotrzebni mi są fani czy słuchacze, którzy są homofobami tudzież ćwierćmózgami z ograniczonym do zera poziomem empatii. Zawsze piętnowałem zachowania patologiczne i piętnował będę. I nie obchodzi mnie, że ktoś z tego powodu nie kupi mojej płyty czy nie pójdzie na koncert. I taka właśnie była Kora. Jest.

Album “Lust” jest dosyć różnorodny. Występują na nim piękne ballady, ale też mocne, idustrialnie brzmienia. W jaki sposób starałeś się równoważyć klimat tej płyty, żeby zachować pewne proporcje w tej różnorodności? I w jaki sposób łączyłeś poszczególne piosenki w jedną całość?

Każdy mój album to w pewnym stopniu przedstawienie tego, co dzieje się w mojej głowie… nie tylko pod względem tekstowym, ale i produkcyjnym. Jest we mnie mieszanka wybuchowa sentymentalnego romantyka, introwertyka, pracoholika, perfekcjonisty, ale również osoby czasami pozbawionej wszelkich skrupułów, hedonistą, emocjonalnego ekshibicjonisty i ekstrawertyka… I “Lust” jest totalnym odzwierciedleniem tego, co się ze mną działo podczas komponowania I nagrywania albumu – sinusoida totalna (śmiech). W jaki sposób połączyłem te utwory w jedną całość? Słodka intuicja…

Dosyć nietypowym zabiegiem było wydanie najnowszego singla “Simple / Nail It” w formie fizycznej, na którym znalazły się też utwory spoza płyty. Skąd taki pomysł? Czy wynika on z sentymentu do czasów, kiedy single fizyczne były wydawane w takiej formie?

Tak, dokładnie taki cel przyświecał mi przy tym pomyśle – wrócić do czasów młodości, kiedy kolekcjonowałem single The Smashing Pumpkins, PJ Harvey czy Radiohead w różnych wersjach i odsłonach z rumieńcami na polikach, i w wielkim podnieceniu wsłuchując się w tak zwane “b-side’y”. Zdobycie singli w latach 90tych w Polsce bardzo często graniczyło z cudem, a na pewno kosztowało znacznie więcej niż miesięczna subskrypcja Spotify dzielona na osiem. Nie jestem największym fanem tego, co dla artystów zrobiła cyfryzacja muzyki, za to uwielbiam kolekcjonować płyty. Zatem – zrobiłem prezent samemu sobie, jednocześnie tworząc swojego rodzaju prezent w podziękowaniu za cierpliwość i wsparcie dla osób, które kilkanaście miesięcy temu zamówiły płytę w ciemno w ramach projektu crowdfundingowego.

 

Czy piosenki, które znalazły się jako bonus na wspomnianym singlu mają dla Ciebie jakąś dodatkową wartość? Czy powstawały one w innym czasie niż reszta albumu i koncepcyjnie nie pasowały do “Lust”?

“Hold Me Close” oraz “Clouds”, bo o nich mowa powstały w trakcie pracy nad albumem “Lust”. Przygotowałem w sumie około 25 demówek przed wejściem do studia, w sposób bardzo brutalny wręcz ograniczyłem ilość utworów do 18, a ponieważ nie chciałem wszystkich tych utworów umieszczać na jednej płycie ze względu na teksty czy sposób produkcji, postanowiłem 3 z nich zamieścić na kolejnej płycie, a dwa wspomniane wcześniej wydać jako b-side’y na singlu z prawdziwego zdarzenia. Myślę, że dopełniają one płytę w sensie domknięcia etapu, na którym byłem pisząc i nagrywając “Lust”.

Rozmawiając o muzyce na nowej płycie, nie można pominąć dwóch coverów. A są to dwa potężne utwory: “Twist In My Sobriety” (Tanita Tikaram) i “Losing My Religion” (R.E.M.). Z jakiego powodu są to ważne dla Ciebie utwory, skoro zdecydowałeś się je zamieścić na płycie?

Oba utwory towarzyszą mi od trzech dekad mojego życia, oba były bardzo ważne dla mnie jako małolata, który – między innymi dzięki nim – odkrywał dla siebie świat dźwięków I kompozycji, nieco bardziej złożonych niż to czego słuchałem jako dziecko w kołysce czy przedszkolak. Poza tym, “Losing My Religion” I “Twist In My Sobriety” w warstwie tekstowej mocno pasują do “Lust”. Do tego wszystkiego, Michael Stipe jest dla mnie przykładem artysty doskonałego – przepiękny człowiek, który swoją charyzmą mógłby obdarzyć połowę muzycznego świata Anno Domini 2021. Uwielbiam nad życie. Są jeszcze również dwa powody, dla których sięgnąłem po utwory tych artystów. Pierwszym jest fakt, że w trakcie nagrań do mojego pierwszego solowego albumu, “The Skin I’m In”, przyśnił mi się Michael śpiewający jeden z moich utworów, a zaraz przed nagraniami “Lust” przyśniła mi się w takiej samej sytuacji Tanita. Poza tym, szanuję Tanitę i Michaela za ich postawę wobec środowiska, polityki oraz niebanalnego wkładu w kulturę LGBT.

Muzyka elektroniczna/alternatywna to bardzo prężnie działający dział polskiej fonografii, mający wielu młodych reprezentantów. Czy jesteś w stanie wskazać główne cechy albumu “Lust”, które go wyróżniają spomiędzy innych projektów z tego gatunku? Na czym według Ciebie polega indywidualizm tej płyty?

Na szczerości i bezkompromisowości.

W opisie do płyty można znaleźć wielu artystów, którzy zapewne stanowią dla Ciebie inspirację (Placebo, Sneaker Pimps, Depeche Mode). A czy masz jakichś ulubionych reprezentantów muzyki elektornicznej/alternatywnej w Polsce?

Kiedyś miałem. 😉

Czy można powiedzieć, że masz jakieś oczekiwania względem albumu “Lust”? Co byłoby dla Ciebie sukcesem jeśli chodzi o ten album?

Wiele większych lub mniejszych sukcesów związanych z tą płytą mam już osiągniętych. Najbardziej, na dzień dzisiejszy, cieszę się z tego, że ta płyta już jest, i że mogą jej słuchać wszyscy, którzy takich dźwięków poszukują i potrzebują. Dla mnie nie jest istotne czy płyta sprzeda się w 5, 500 czy w 50000000 egzemplarzy. Ważne jest, żebym nigdy nie stracił idei, która przyświeca mi od samego początku mojej cudownej przygody z muzyką – słuchać własnej intuicji i nie nagrywać utworów, co do których nie mam stuprocentowego przekonania. Wszystko co nagrywam i wydaję pochodzi prosto z serducha – nie ma tutaj miejsca na ingerencję excela, wytwórni czy obecnych wymogów rynku, co uważam za swój kolejny sukces.

 

fot. okładka płyty

Dodaj komentarz