Michał Bajor – “Kolor Cafe” [RECENZJA]

Nasz ocena

Tym razem Michał Bajor postanowił przemieszać swoje muzyczne włosko-francuskie fascynacje i z kilkuset piosenek wybrał dziewiętnaście, które w większości pierwszy raz nagrał. Umieścił je na płycie “Kolor Cafe”, która ukazała się pod naszym patronatem medialnym, i którą zrecenzowaliśmy.

Recenzja płyty “Kolor Cafe” – Michał Bajor (Sony Music Poland, 2019)

Michał Bajor należy do wąskiego grona artystów interpretujących. Obdarzony nieprzeciętnym głosem, doskonałą dykcją i wokalnym talentem, tworzenie tekstów i muzyki powierza zaufanym osobom. Jego praca ogranicza się tym samym do selekcjonowania utworów, a następnie ich wokalnej interpretacji.

Podobną zasadą w swojej pracy artystycznej kieruje się na przykład Maryla Rodowicz. Złośliwi mogliby powiedzieć, że jest to pójście na łatwiznę – brak wiarygodności, praca po najmniejszej linii oporu. Są jednak dwie strony medalu. Druga strona to osobowość i charakter artysty. Zauważmy, że żadne z nich nie śpiewa byle jakich tekstów; oboje mają pewien klucz, którym kierują się przy doborze piosenek dla siebie. A że nie piszą tekstów sami? Takie święte prawo utalentowanego artysty.

Po dwóch płytach podsumowujących dotychczasowy dorobek Michała Bajora („Od Kofty… do Korcza”), przyszła pora na album będący pewnym wyrazem wdzięczności dla artystów szczególnie docenianych przez Bajora, tym razem w kombinacji włosko-francuskiej. Można powiedzieć, że w przypadku płyty „Kolor Cafe” wspomnianymi zaufanymi osobami byli artyści, których Michał Bajor ceni, do których ma sentyment, których lubi i podziwia już od wczesnych lat młodzieńczych. W tym gronie znajdują się takie muzyczne osobistości jak Edith Piaf, Dalida, Jacques Brel czy Joe Dassin.

Płyta “Kolor Cafe” jest swego rodzaju kontynuacją zamysłu z albumu „Od Piaf do Garou” (2011). W obu przypadkach Bajor wziął na warsztat swoje ulubione piosenki zagranicznych wykonawców przetłumaczone na język polski – wówczas wyłącznie francuskie, teraz z kolei francuskie i włoskie. Co należy podkreślić, Bajor zmierzył się z ich repertuarem głównie w języku polskim. Przeboje włoskie i francuskie zostały przetłumaczone na potrzeby nowej płyty przez Rafała Dziwisza, krakowskiego aktora, który doskonale dopasował polskie słowa do oryginalnych melodii. W taki oto sposób wszystkie teksty zachowały pierwotne znaczenie, a przy tym pozostały na tyle plastyczne i melodyjne, żeby dobrze brzmiały w piosenkach. Ten tłumaczeniowy kunszt jest dostrzegalny na tej płycie bardzo mocno, choć na pierwszy plan wysuwają się oczywiście wokalne poczynania Michała Bajora.

Płyta “Kolor Cafe” urzeka. Urzeka swoją lekkością, wyważoną swobodą i klimatem, a sam tytuł albumu (jak również tytuł jednej z piosenek) jest najlepszym odzwierciedleniem całości premierowego materiału. Jest to płyta pozytywna; daje słuchaczowi wytchnienie, pozwala odpocząć, zrelaksować się. Kiedy trzeba da do myślenia, a kiedy trzeba zachęci do wstania z fotela i nawet do potańczenia. Co więcej, zauważalna jest pewna uniwersalność tego materiału. Jak przystało na repertuar Michała Bajora, teksty odgrywają niebagatelną rolę – są mądre i są po prostu „o czymś” (w czym zasługa zarówno oryginalnych autorów słów, jak i polskich tłumaczeń), jednak słuchacz będzie równie usatysfakcjonowany ogólnym odbiorem całości materiału nawet i bez wgłębiania się w warstwę tekstową, jeśli tylko będzie miał na to ochotę.

Jak sam Bajor przyznaje, trudnym zadaniem był wybór kilkunastu piosenek na płytę spośród setek, ale przyznać trzeba, że udało mu się to znakomicie. Równie dobrze została pomyślana kolejność utworów – w taki sposób, aby słuchacz nie znudził się i nie miał wrażenia nieskończoności piosenek, o co przecież nietrudno na płycie z aż osiemnastoma utworami.

Płytę rozpoczyna przejmująca kompozycja „Ty i ja”, aby tuż po chwili klimat płynnie przemienił się na beztroski przy dźwiękach pachnącego bossa novą „Kolor Cafe”. Następnie otrzymujemy melancholijną „Bez sił balladę”, aby zaraz potem uśmiechnąć się i oczami wyobraźni napotkać komediantów z piosenki Charlesa Aznavoura. W ten sposób przeplatają się wszystkie piosenki przez całą płytę.

„Kolor Cafe” to płyta doskonale wyważona stylistycznie. Śpiew Michała Bajora, aranżacje Wojciecha Borkowskiego oraz tłumaczenia Rafała Dziwisza dały tym francuskim i włoskim przebojom nowe życie – równie ekscytujące, równie przejmujące i równie porywające jak w przypadku oryginalnych wykonań rodem z ubiegłego wieku.

Jonatan Paszkiewicz

 

Dodaj komentarz