Abradab – “048”

Nasz ocena

23 listopada 2018 roku ukazała się nowa płyta Abradaba pt. “048”. Dziś bliżej przyglądamy się temu albumowi. Zapraszamy do zapoznania się z naszą recenzją.

„Od kilku lat praktycznie nie słucham trueschoolu. Słucham rzeczy nowych i to właśnie takie grały mi w głowie, gdy robiłem beaty, nowoczesne, ale nieoczywiste. W „048” znajdą się utwory pod względem muzycznym wręcz imprezowe, ale także bardzo mroczne; jest i boom bap, i trapowe smaczki, dużo beatu i melodii – jednocześnie spójnie i zróżnicowanie. Tekstowo abradabowo, eksperymentalnie, światopoglądowo – społecznie, a nawet politycznie. Powaga miesza się z szyderapem.” – mówi Abradab.

 

Recenzja płyty “048” – Abradab (Mystic, 2018)

Abradab po sześciu latach przerwy w solowej działalności, powrócił ze świeżym materiałem nazwanym krótko – „048”. W czasach popularnych trapów, Marcin wyszedł nam naprzeciw, serwując 12 zróżnicowanych tracków na własnych bitach, stonowanych, bez przesadnych, efekciarskich wstawek, dzięki czemu ciężko uchwycić coś z masowego rapu.

Stwarza tym również alternatywę dla słuchaczy chcących odbierać za każdym razem inaczej, zależnie od nastroju, raz się bawiąc na imprezie, a kolejnym otwierając się na przesłanie.

W warstwie lirycznej, Dab porusza tematycznie społeczne, problemy występujące w naszym kraju, nawiązując także do typowo ludzkich zachowań. Nie pełni roli moralizatora, a raczej obserwatora, który dzieli się swoim punktem widzenia.

Dobrym tego przykładem jest „Ciapa”. Autor krytykuje postawę ludzi, pozwolenie na sterowanie naszym życiem mamonie, która dla niektórych jest władcą, wyznacznikiem szczęścia. Przy słuchaniu przypomina się wcześniejszy utwór Daba, „Mamy królów na banknotach”, który również dotykał problemu pogoni za papierem.

Do tego dodano bity na pograniczu elektroniki i rapu. Uwzględnić należy śpiewane przez Marcina refreny, co nie pojawia się często w rapie. Takie połączenie może nie przypaść do gustu ortodoksyjnym fanom Kalibra przez brak „psychozy”, która była kiedyś. Słowo „kiedyś” odgrywa znaczącą rolę. Ludzie się rozwijają i robiąc ciągle to samo, tkwiąc w jednym stanie, mogą czuć znużenie.

Niektóre utwory wpadają w ucho na dłużej, zmierzając do mimowolnego ich powtarzania. Tak jest w przypadku „Wiru”, będącego najjaśniejszym momentem całej płyty. Chwytliwy i oryginalny bit, bardzo dobre flow, wraz z enigmatycznym tekstem.

Na wyróżnienie zasługuje „Złe oko”. Twórca pokazuje w nim swoją elastyczną barwę głosu, śpiewając kilka wersów w stylu reggae. Poruszany jest tutaj problem obecnych czasów, wszechobecna inwigilacja, kiedy to każdy przedmiot pomaga śledzić szarego obywatela „a gdzie się wozi, to wie jego auto, jak zdjęcie zrobi, to z lokalizacją”, przez nasze zamiłowanie do łatwego życia nafaszerowanego elektroniką.

„Yee Boy” kończy projekt Abradaba, opowiadając o swojej przygodzie z rapem. Nie dziwi przez to obecność Joki, z którym wciąż tworzy Kaliber44. Ciekawym zabiegiem jest wykorzystaniem tytułowego „yee boy” pod koniec każdego wersu. Cały refren można zatem uznać jako wiadomość dla hejterów, którzy nie potrafią konstruktywnie krytykować muzyki. Próbuje tym uświadomić pewnej grupie słuchaczy, iż istotnym elementem tworzenia jest zgodność ze swoim sumieniem, czyli tym co naprawdę artyście w duszy gra.

Adrian Kaczmarek

Lista utworów:

1. Pio
2. Powietrze
3. Tańcz
4. Czeszę Cię
5. Horyzonty
6. Ciapa
7. Odpalam
8. Złe Oko
9. Wir
10. Blask
11. Luz
12. Yee boy (+Joka)

Dodaj komentarz