W życiu staram się kierować zasadą „Per Aspera ad Astra” – rozmowa z Remigiuszem Kuźmińskim, wokalistą i dyrygentem

Remigiusz Kuźmiński – polski wokalista i dyrygent, absolwent Akademii Muzycznej w Bydgoszczy w klasie wokalistyki jazzowej i klasycznej oraz dyrygentury jazzowej i klasycznej z tytułem magistra sztuki.

Ukończył również wokalistykę klasyczną w Państwowej Szkole Muzycznej II st. w Inowrocławiu. Zapraszamy na wywiad z artystą.

fot. materiały promocyjne

Podczas naszej ostatniej rozmowy, która miała miejsce w czerwcu 2019 roku wspominałeś o premierze trzeciej płyty solowej? Jak ta płyta się przyjęła?

Tak, zgadza się. Gdy ostatnio w 2019 roku mieliśmy okazję rozmawiać to byłem akurat tuż po sesji nagraniowej tej płyty, a miesiąc później (w lipcu) odbyła się jej premiera. Krążek można posłuchać głównie na mojej stronie internetowej www.remigiuszkuzminski.pl oraz w niektórych stacjach radiowych. Szczerze mówiąc to płyta nie ma zbyt dużo wyświetleń w sieci. Znalazły się na niej moje własne kompozycje, a także utwory innych twórców wykonane w moich autorskich interpretacjach i aranżacjach. Producentem płyty i realizatorem nagrań jest bydgoskie MG Studio Marcina Grzelli.

W jakim gatunku utrzymana jest ta płyta?

W klimacie pop-jazzowym, musicalowym, filmowym i literackim.

 

III płyta solowa Remigiusza Kuźmińskiego

 

W tegoroczne wakacje wydałeś także dwa single i teledysk? Co to za utwory?

Tak. Singiel jazzowy „Bądź moim natchnieniem”, który pierwotnie znany jest z wykonania Andrzeja Zauchy do słów Wojciecha Młynarskiego i muzyki Antoniego Kopffa, a także singiel „Tłumy serc”, który zaśpiewałem wraz z moją przyjaciółką Darią Wójcik, do słów Karola Wojtyły (Jana Pawła II) i muzyki Sławomira Hoduń. Nagraliśmy do tego utworu także teledysk.

 

Utwór „Bądź moim natchnieniem” w wykonaniu Remigiusza Kuźmińskiego

 

Utwór „Tłumy serc” w wykonaniu Darii Wójcik i Remigiusza Kuźmińskiego

 

Jednym z Twoich ulubionych artystów jest Czesław Niemen. Na koncercie dyplomowym podczas obrony magisterskiej w Akademii Muzycznej w Bydgoszczy wykonywałeś jego utwór „Dziwny jest ten świat”, ale w interpretacji zupełnie odbiegającej od oryginału. Jak na Twoją interpretację reaguje publiczność?

To prawda, Czesław Niemen to jeden z moich największych autorytetów muzycznych. Wraz z moją Panią Profesor od wokalistyki jazzowej Joanną Żólkoś – Zagdańską i pianistą Piotrem Dąbrowskim akompaniującym wszystkim wokalistom u nas na uczelni, na mój koncert dyplomowy ze śpiewu przygotowaliśmy utwór „Dziwny jest ten świat”, który był jednym z 7 utworów w programie dyplomowym. Tak naprawdę to utwór ten wykonywałem już wcześniej, bo podczas jednej z sesji egzaminacyjnych bodajże na III roku. Następnie na V roku wraz z Panią Profesor postanowiliśmy wrzucić ten utwór do programu mojego koncertu dyplomowego. Jest to interpretacja totalnie nowatorska i różniąca się od pierwowzoru. Zresztą od samego początku taki był nasz zamysł, bo oczywiście nie zamierzaliśmy w żaden sposób upodabniać naszej wersji do oryginału, gdyż takich rzeczy u nas w świecie akademickim zwyczajnie się nie robi. Dzisiaj w swojej pracy artystycznej cały czas wykonuję tę wersję na koncertach. Umieściłem ją także na mojej pierwszej płycie solowej. A jak reaguje na nią publiczność? Już po pierwszych dźwiękach widać lekkie zdziwienie na twarzy publiczności. Są zaskoczeni, że pokusiłem się, aby tak duży, trudny i znany utwór wybitnego mistrza wykonać we własnej aranżacji. Ma ona zarówno swoich zwolenników jak i przeciwników.

 

Utwór „Dziwny jest ten świat” w wykonaniu Remigiusza Kuźmińskiego

 

Poprzednio rozmawialiśmy także o współczesnym świecie muzycznym. Mówiłeś, że na rynku mamy sporo kiczu i komercjalizacji. Nadal tak uważasz?

Tak. Cały czas uważam, że mamy zarówno mnóstwo zdolnych ludzi, ale mamy też i takich, którzy nigdy nie powinni zajmować się muzyką, bo zupełnie się do tego nie nadają. Osobiście bardzo cenię sobie artystów, którzy swój talent podparli wykształceniem muzycznym. Znam bardzo dużo ludzi świetnie śpiewających i super wykształconych, o których dzisiaj niestety nic nie słychać. A to naprawdę niesprawiedliwe.

Masz tutaj też na myśli siebie?

Hmm. Ze mną to jest tak…, że to co dzieje się w moim życiu zawodowo artystycznym to w zupełności mi wystarcza. W swojej pracy artystycznej postawiłem na wykształcenie, działalność koncertową, nagraniową, udzielam czasem wywiadów w mediach, od czasu do czasu pokaże się w telewizji, można posłuchać mnie w niektórych stacjach radiowych i to jest to o czym zawsze marzyłem. Komercja i celebrytyzm nigdy mnie nie satysfakcjonowały. To mi nie grozi i bardzo się z tego cieszę.

Jesteś bardziej koncertowy, niż konkursowy?

Tak, przede wszystkim koncerty. Konkursy, festiwale i przeglądy fascynowały mnie dawniej. Marzę o jak największej ilości koncertów.

Tylko w obecnej sytuacji artystom jest ciężko z koncertami. Jak Ty sobie z tym radzisz?

A no ciężko, niestety. Mam nadzieję, że pandemia się jak najszybciej skończy i będziemy mogli spokojnie pracować. Wkurzam się trochę jak w terminarzu przybywa mi job’ów, a za chwilę z powodów obostrzeń epidemicznych z niego coś wyskakuje, aczkolwiek zdrowie jest ważniejsze! I tego się trzymam.

A jaki jest Twoim zdaniem ten dzisiejszy świat pozamuzyczny?

Świat jest piękny i życie też jest piękne, tylko my ludzie potrafimy być okropni. Dokuczamy sobie nawzajem, a zdecydowanie za mało okazujemy sobie szacunku i zrozumienia.

A czy my ludzie potrafimy sobie wybaczać?

Hmm, to zależy od sytuacji. Wybaczanie to trudny temat. Osobiście w swoim życiu wielu ludziom potrafiłem szczerze wybaczyć i absolutnie tego nie żałuję. Wielu ludzi również wybaczyło mi moje własne błędy, a wielu nie. Myślę, że każdy człowiek ma gdzieś w swoim życiu takich ludzi, do których uraz pozostał mu na długie lata. To przykre, ale niestety taka jest prawda. Człowiek na ogół jest istotą słabą i pęka, a złość to taka emocja, którą bardzo ciężko jest kontrolować. Myślę, że tylko nieliczni potrafią nad nią zapanować.

W relacjach z ludźmi trzeba być asertywnym. Ty jesteś?

Tak, na pewno. Staram się, aczkolwiek umiejętność bycia asertywnym to trudna sztuka. Nie zawsze każdy człowiek przyjmie i zrozumie naszą asertywność. Możemy nie wiadomo jak bardzo być asertywnymi, a rozmówca i tak nas zaatakuje, bo na przykład nie spodoba mu się nasza odmowa i argumenty za nią przemawiające. Sądzę, że właściwy odbiór naszej asertywności w dużej mierze zależy od inteligencji naszego rozmówcy. Ludzie są niestety nieprzewidywalni.

Chyba jesteś troszkę typem samotnika. Czy mam rację?

Tak, masz rację. Jestem typem samotnika. Jestem człowiekiem, który nie potrzebuje do szczęścia dużego grona znajomych. Wystarczy mi skromna ilość przyjaciół, ale za to dobrej jakości. Lubię swój samotniczy tryb życia, choć czasami mam go dosyć i wtedy lgnę do ludzi. Często zdarza się, że znajduję się w tłumie ludzi i odczuwam w nim samotność. A to już zupełnie inny rodzaj samotności.

A potrafisz być oddanym przyjacielem?

Potrafię. Z natury – tej ludzkiej i tej artystycznej, mam bardzo wrażliwe i kruche serce. Potrafię być szczery, oddany, dobry, lojalny, współczuły, pomocny, kochający, szanujący i to zwłaszcza wtedy, jeśli czuję, że ktoś szczerze odwzajemnia mi tym samym. Natomiast, jeśli ktoś mnie zrani, do siebie zniechęci i niesłusznie obrazi, to niestety, ale w samoobronie własnej osoby, potrafię być także przykry i niemiły.

Czy są w Twoim życiu rzeczy, których się boisz?

Wielu rzeczy się boję. A najbardziej boję się śmierci moich bliskich oraz własnej. Na myśl o tym ogarnia mnie paniczny strach. Boję się bólu psychicznego, pustki, rozpaczy i bezsilności po stracie najbliższych członków rodziny. W przypadku swojej śmierci boję się uczucia powolnego umierania oraz bólu, smutku i żalu jaki przyjdzie mi pozostawić swoim bliskim. Z racji tej, że mam klaustrofobię to boję się również, że zamiast pełnej śmierci biologicznej obudzę się w trumnie na wskutek doznania letargu. A jak wiemy, takie rzeczy nie raz się w życiu zdarzały. Dlatego od zawsze powtarzam swoim najbliższym, że jeśli przyjdzie im czas mnie pochować, to mam taką wolę, aby mnie skremowali lub ewentualnie poddali sekcji zwłok, to wtedy jest pewność, że się w trumnie już nie obudzę. Myślę, że nie jestem w tym odosobniony i że śmierci boi się wielu ludzi. To forma lęku przed nieznanym.

A jak radzisz sobie ze stresem?

Jeśli chodzi o moją pracę, to przed każdym wyjściem na scenę mam stres mobilizujący, który trwa przez krótką chwilą za kulisami, a potem jak wychodzę i wydobywam pierwsze dźwięki, to stres mija. Taką formę stresu ma przeważnie większość artystów. A ze stresem pozascenicznym radzę sobie pijąc wieczorami dużo melisy, mięty i biorąc magnez z witaminami. Poza tym słucham dobrej muzyki, czytam oraz oglądam dobre programy telewizyjne. Bardzo relaksująco działa na mnie słuchanie radia. Moją ulubioną stacją jest Program 1 Polskiego Radia oraz Radio PiK. Na stres pomagają mi także słodycze, ale niestety muszę je ograniczać, bo mi nie służą. Raz w tygodniu na weekend jadam coś słodkiego. Są to na przykład jabłka pieczone pod kruszoną, wykonaną pół na pół z brązowej mąki i zmielonych płatków owsianych oraz odrobiny cukru trzcinowego.

Potrafisz pokonywać rożne przeszkody życiowe?

W życiu staram się kierować zasadą „Per Aspera ad Astra”, czyli „Przez trudy do gwiazd”. Wydaje mi się, że w pewnym sensie potrafię. Wyznaczam sobie cele i sukcesywnie do nich dążę. Gdy jednak stanie mi coś nieoczekiwanego na drodze to początkowo ogarnia mnie smutek i rozpacz, a następnie się otrząsam i idę dalej.

Jakiej muzyki słuchasz prywatnie w wolnym czasie?

Słucham takiego samego gatunku muzyki jaki wykonuję w swojej pracy scenicznej i w jakim specjalizowałem się w trakcie mojej edukacji muzycznej, czyli wszystko co dotyczy muzyki około jazzowej i około klasycznej typu pop-jazz, soul, funky, r&b, musical, pop-opera, gospel, filmowa, literacka i aktorska.

A co jako wykształcony artysta-muzyk z dyplomem magistra sztuki sądzisz o disco polo?

Nie cierpię i nie znoszę disco  polo, ani jako artysta – muzyk, ani jako słuchacz. Na myśl o tym gatunku jeży mi się włos na głowie. Ten rodzaj muzyki ewentualnie jestem w stanie zaakceptować tylko i wyłączone będąc gościem na jakimś weselu, gdzie pukam nóżką na parkiecie (śmiech).

Ukończyłeś studia magisterskie na Akademii Muzycznej w Bydgoszczy między innymi w klasie wokalistyki jazzowej prof. Joanny Żółkoś – Zagdańskiej, która wypuściła spod swoich skrzydeł nie tylko Ciebie, ale także wielu innych znanych absolwentów. Kogo można byłoby tu wymienić?

Tak, to prawda. Nasza Pani Profesor i nasza uczelnia wykształciła wiele znanych osobistości. Wielu z nich robi dużą karierę i są o wiele bardziej znani, niż ja. Nie tylko koncertują, ale także wygrywają różne programy telewizyjne typu talent show oraz zajmują się nauczaniem śpiewu. Nazwiska jakie w tej chwili przychodzą mi do głowy to między innymi: Kamila Abrahamowicz – Szlempo, Krzysztof Iwaneczko, Tadeusz Seibert, Anna Grzelak, Karina Majewska (Kalczyńska), Anita Łazińska, Michał Maciudziński, Agnieszka Markanicz, Agnieszka Kasprzycka, Dominika Kasprzycka, Adela Konop, Monika Malec-Piotrowska, Agnieszka Twardowska. Marta Fitowska, Emilia Hamerlik, Sandra Jakubowiak, Darina Gapitch, Magda Choduń, Mateusz Wiśniewski i wiele, wiele innych.

Życzę wielu sukcesów i dziękuję bardzo za rozmowę.

…ja również serdecznie dziękuję i pozdrawiam.

Dodaj komentarz