“Wena przychodzi naprawdę niespodziewanie” – rozmowa z Karoliną LINĄ Jarzyńską

“Deszcze” to premierowy singiel Karoliny LINY Jarzyńskiej, który jakiś czas temu ujrzał światło dzienne. Piosenka ubrana w electro-downtempowy płaszcz, okraszony nutą dance stanowi pierwszą zapowiedź debiutanckiego albumu wokalistki. Z tej okazji przepytaliśmy artystkę na temat dalszych planów artystycznych. Pojawiło się też kilka wspomnień.

fot. materiały prasowe

Od czasu kiedy mogłaś pokazać się szerszej publiczności minęło już kilka lat. Dlaczego tak długo musieliśmy czekać na Twój pierwszy w pełni solowy utwór „Deszcze”?

Oczywiście w tym czasie nadal śpiewałam. Pracowałam, uczyłam się. Ale przede wszystkim dojrzewałam… idąc do programu The Voice Of Poland wydawało mi się, że jestem artystką kompletną, gotową. Tylko, że… gotową na to, żeby ktoś mi powiedział jaka mam być i co śpiewać. Liczyłam, że ktoś mnie odkryje i „stworzy”. Jakież to było naiwne. Kiedy patrzę na to wszystko z perspektywy czasu, wiem, że byłam kompletnie niegotowa. Potrzebowałam tych kilku lat. Potrzebowałam ich, żeby się poznać i „stać”. Zrozumiałam, że ja sama muszę, a przede wszystkim CHCĘ wiedzieć kim jestem i co chcę śpiewać. Nadal jestem na etapie odkrywania, ale przynajmniej wiem o sobie jako artystce na tyle dużo, że mogę już mówić. Mówić swoim głosem i swoimi słowami.

Jak to się stało, że zaczęłaś współpracować z basistą i producentem Grzegorzem Kowalskim, odpowiedzialnym za muzykę do tego utworu?

Z Grześkiem chodziliśmy do tego samego liceum, aczkolwiek w tamtym czasie nie zamieniliśmy ze sobą ani jednego słowa. Po kilku latach trafiłam do zespołu eventowego, w którym Grzesiek już od jakiegoś czasu grał i wtedy tak naprawdę się poznaliśmy. Od słowa do słowa okazało się, że Grzesiek robi swoją muzykę, pokazał mi kilka produkcji i pomyśleliśmy, że może warto połączyć siły. Wtedy wysłałam mu sam wokal do piosenki „Deszcze”. Bez nawet prostego podkładu, bez akordów. Byłam ciekawa jego interpretacji. Kiedy otrzymałam pierwsze próbki, wiedziałam, że idziemy w bardzo dobrą stronę. Ten singiel również potrzebował chwili, żeby dojrzeć, aż w końcu piosenka była w pełni gotowa, żeby ujrzeć światło dzienne i mam nadzieję, że jest całkiem smaczna. Nieoceniona w tym rola Roberta Szczytowicza, realizatora z 1234studio odpowiedzialnemu za miks i mastering, któremu bardzo, bardzo dziękuję.

Czy ten utwór zdradza kierunek, w którym będziesz podążać nagrywając solową płytę?

Tak, zdradza na pewno kierunek pierwszego albumu. Jednym z powodów, dla których tak długo zbierałam się do wydania solowego materiału, był problem z określeniem siebie. W pewnym momencie jednak, problem przybrał nieco inny wymiar, bowiem kierunków, którymi chciałam podążać było za dużo. Dużo osób (ze mną włącznie) określało mnie jako wokalistkę soulową. Takiej muzyki w moim życiu artystycznym było chyba jednak najwięcej. Ale fascynacji było tak dużo, że na pytanie „jaką muzykę chcesz tworzyć?” miałam kilka odpowiedzi. Albo jedną, krótką… „nie wiem”. W pewnym momencie musiałam zdecydować „okej, idę tędy”, bo nadal siedziałabym z łokciami opartymi na kolanach i zastanawiała się co tu zrobić. Współpraca z Grześkiem chyba mi w tym pomogła, bo powstał numer taki, a nie inny i tej koncepcji już się trzymałam. Myślę jednak, że stopniowo będę się rozwijać i realizować kolejne pomysły. Nie wiem gdzie mnie wiatr poniesie za jakiś czas.

 

fot. materiały promocyjne

Tekst do piosenki „Deszcze” jest Twojego autorstwa i stanowi jej ważną część. Jak wygląda u Ciebie pisanie tekstów i czy odzwierciedlają one wyłącznie Twoje emocje? Czy piszesz je raczej z perspektywy obserwatora?

W zasadzie obie opcje. Jeśli piszę teksty dla siebie, to wynikają zawsze z czegoś co jest moje. Albo MOJE emocje, albo MOJE obserwacje. Jeśli nie piszę o tym co sama przeżyłam, odnotowuję w tekstach swoje spostrzeżenia, opowiadam o sytuacjach, które mnie poruszyły, z którymi się utożsamiam i które rozumiem. Czasami są to historie bliskich mi osób, czasami obcych, czasami wręcz oparte na bajkach czy legendach. Ale zawsze w zgodzie ze mną. Do napisania tekstu, oprócz życiowych doświadczeń, potrafią mnie czasem zainspirować bardzo niespodziewane, małe rzeczy. Scena z filmu, drzewo, niebo, inna piosenka, lub fragment instrumentalnego utworu, przeczytane, lub wypowiedziane przez kogoś zdanie, zapach lasu. Uruchamiam wyobraźnię i resztę historii dopisuję sama. Bywa, że wena przychodzi naprawdę niespodziewanie.

Współpracowałaś także w duecie Two Of Us, z którym nagrałaś cały album. Czy to, że ukazała się Twoja solowa piosenka świadczy, że nie będziesz dalej pracować w duecie i teraz stawiasz jedynie na twórczość podpisaną własnym nazwiskiem?

Two Of Us to chyba pierwszy projekt, który mi w pełni wypalił. Wraz z Łukaszem Bilińskim, który wciela się w rolę pianisty i kompozytora, w moim odczuciu odwaliliśmy kawał dobrej roboty i absolutnie nie zawieszamy działalności. W wyniku różnych zawirowań zawodowych mieliśmy chwilę przerwy, po której ciężko było się zmotywować. Ale nawet przez myśl nam nie przeszło, że moglibyśmy zakończyć współpracę. WRACAMY! Działamy, poczynamy kolejne plany. Uwielbiamy nasz materiał, który powstawał z ogromną pasją. Solowa działalność absolutnie niczego nie wyklucza. Od zawsze wiedziałam, że będę działać pod swoim nazwiskiem, ale nigdy nie zamykałam się na inne muzyczne przygody. Two Of Us daje mi szansę spełniania się w innym rodzaju muzyki. Nasz album „Gravity” jest bardzo emocjonalny, obrazowy, momentami baśniowy. I mam nadzieję, że jeszcze dotrzemy z nim do szerszej publiczności i nasza przygoda potrwa jak najdłużej. Także zapraszam do śledzenia naszych poczynań.

Występowałaś z wieloma znanymi artystami (m.in. Izabelą Trojanowską, Moniką Urlik, Jeden Osiem L, Sound’n’Grace , Mariką, Marcinem Sójką). Kogo z tych artystów cenisz najbardziej i czyje poczynania artystyczne z tych wykonawców są Tobie najbliższe?

Każdy z tych artystów wniósł coś do mojego życia i nie jest to kokieteria. Niektórzy ludzie są na tyle inspirujący, bądź okoliczności spotkania są na tyle wyjątkowe, że nawet jednorazowy występ jest w stanie zapaść na długo w pamięć lub czegoś nauczyć. Jednak współpraca długofalowa pewno przynosi najwięcej. Mówię tu o chórkach u Moniki Urlik i Jeden Osiem L. Śpiewanie u Moniki było ogromnym wyzwaniem, bowiem chórki nie były banalne. Złożone harmonie, dyscyplina, współbrzmienie z resztą dziewczyn. Nierzadko też musiałam pokonywać swoje słabości, bo wydawało mi się, że czegoś nie jestem w stanie wyśpiewać. I samo obserwowanie Moniki przy pracy było dla mnie, jako wokalistki, bardzo rozwijające. Dużo się w tym czasie nauczyłam i jestem za to bardzo wdzięczna. Uśmiecham się, kiedy myślę o mojej przygodzie z Jeden Osiem L. Los bywa przewrotny. Jeszcze parę lat temu biegałam po osiedlu ze znajomymi wyśpiewując słowa hitu „Jak zapomnieć”. Dziś śpiewam go z chłopakami na jednej scenie, czego w żadnym wypadku bym wtedy nie przewidziała. Świetnie mi się z nimi współpracuje. Na koncertach i poza jest fantastyczna, luźna atmosfera. Dużo śmiechu, żartów. Zawsze z przyjemnością myślę o nadchodzących występach. Dlatego mam nadzieję, że pogramy razem jeszcze długo.

Czy z perspektywy czasu możesz uznać, że Twój udział w programie „The Voice of Poland” był trafionym pomysłem i czujesz, że wyniosłaś coś z niego tylko dla siebie?

Uważam, że był to wspaniały pomysł. Chyba właśnie zważywszy na wszystko to, co powiedziałam odpowiadając na pierwsze pytanie. Po pierwsze mogłam zobaczyć jak wygląda tworzenie telewizyjnego programu od środka. Znalazłam się na chwilę za kulisami i to było bardzo ciekawe doświadczenie. Ale przede wszystkim była to dla mnie cenna życiowa lekcja. Przegrana w bitwie była pierwszą poważną porażką na mojej muzycznej ścieżce, jak również fakt, że potem nic nie potoczyło się tak, jak sobie wymyśliłam. Byłam młodsza, wrażliwsza, mniej doświadczona. To był spory cios. Potem zaś, przyszła do mnie refleksja, że jeśli chcę dalej podążać za marzeniami, to muszę liczyć się z tym, że tych porażek pojawi się jeszcze cały szereg i będą mi towarzyszyć prawdopodobnie do samego końca, bo nie wszystko zawsze będzie szło po mojej myśli . Musiałam zatem zdecydować, czy jestem na to gotowa. Miłość do muzyki wygrała. Mimo wielu kryzysów, zwątpień, łez, nadal trwam przy swojej pasji i póki co mam jeszcze siłę, żeby stawiać czoła przeciwnościom. Dzięki udziałowi w programie dużo się dowiedziałam o sobie, więc absolutnie nie żałuję.

 

Jednym z projektów, w którym brałaś udział to „Tribute to Erykah Badu”. Czy Twój udział w takich koncertach wynikał z fascynacji i inspiracji tą artystką? Jakich innych artystów wymieniłabyś jako źródło ważnych inspiracji?

Oj tak, zmierzenie się z materiałem Eryki Badu było spełnieniem jednego z moich muzycznych marzeń. Śmiało mogę powiedzieć, że na jej utworach wychowałam się artystycznie. Wydaje mi się, że to jej twórczość najbardziej ukształtowała mnie jako wokalistkę. Ostatnio dzięki zespołowi SOUL SISTAS, który założyłyśmy z wokalistką Martą Mierzejewską odkrywam na nowo arystów ze swoich wczesnych fascynacji soulem i r&b. Pierwsze albumy Destiny’s Child, TLC, Aaliyah, na punkcie której również miałam fioła. To cudowna, sentymentalna podróż. Ale w moim muzycznym worku jest mnóstwo artystów, z bardzo odległych biegunów. Hiatus Kaiyote, Agnes Obel, Tom Yorke, Nirvana, Depeche Mode, Kayah, Aurora, Nouvelle Vague, siostry Przybysz, Mahalia, Jorja Smith, Chaka Khan, Lauryn Hill, India.Arie, Mikromusic, moje ostatnie odkrycie, czyli pianistka Alexandra Streliski i naprawdę wieeeelu innych.

Obok Twojej fascynacji muzyką i śpiewem należy wyróżnić też aktorstwo. Czy musiałaś kiedykolwiek dokonywać wyboru pomiędzy tymi dwoma kierunkami? Co daje Ci większe spełnienie na polu artystycznym?

Chyba jednak lepsza ze mnie wokalistka niż aktorka i postawiłam na muzykę. W tym kierunku się rozwijam i kształcę. Ale obie rzeczy dają mi spełnienie w podobnym stopniu, acz aktorsko działam raczej hobbystycznie. W zawodzie wokalistki kocham możliwość opowiedzenia piosenką o swoich emocjach. Wyśpiewania tego, czego nie mam odwagi po prostu powiedzieć. W ten sposób paradoksalnie jest łatwiej. Możemy opowiadać także o swoich radościach, inspiracjach. W aktorstwie fascynujący jest proces tworzenia postaci, analiza jej profilu psychologicznego, nadawanie cech. No i fakt, że na chwilę, bez konsekwencji możemy stać się kimś innym. Od dziecka marzy mi się jakaś fajna, dramatyczna rola. Często słucham muzyki, która stymuluje moją wyobraźnię i wtedy myślę sobie o postaciach, w które mogłabym się wcielić, albo wręcz piszę w głowie scenariusze. Robiłam to odkąd pamiętam i jest to dla mnie forma medytacji, daje ukojenie i odstresowuje. Pobudza też moją kreatywność co z kolei pomaga mi na scenie. Kto wie, może jeszcze kiedyś spełnię się jako aktorka.

Jakie są Twoje najbliższe plany i czy jest możliwość usłyszenia Cię w najbliższym czasie na żywo?

Kilka solowych utworów wykonam już 7 marca na wydarzeniu Social Zone w Płońsku. 13 marca w Six Seasons na ul. Klimczaka 15 w Warszawie, z zaprzyjaźnionymi, wspaniałymi muzykami zagramy koncert „Tribute to Michael Jackson”. Gorąco zapraszam również do warszawskiego klubu Syreni Śpiew Koneser, gdzie 21 marca wystąpimy z wspomnianym wcześniej zespołem SOUL SISTAS. Przywracamy do łask stare, dobre hity soul i r&b lat 90′ i 00′.

 

Dodaj komentarz