Kubi Producent – “+18” [RECENZJA]

Nasz ocena

Nastoletni Kubi Producent ma już na koncie dwie złote płyty, liczne single z milionowymi wyświetleniami i uznanie topowych raperów. Beatmaker zbiera kolejne plony swojej ciężkiej pracy i szlifowanego latami talentu, wydając pierwszy solowy projekt “+18”. Poznajcie naszą recenzję tego albumu.

Recenzja płyty “+18” – Kubi Producent

Za sobą ma dwie wyprodukowane całościowo płyty z Bedoesem, współpracę z dużą ilością polskich raperów, a także solowy mini-album pt. „Vibhanga EP” wydany na początku 2015 roku. Taki właśnie opis pasuje do dojrzałego producenta po trzydziestce, który czerpie garściami ze swojego nabytego przez lata doświadczenia. W jakim wieku jest natomiast bohater niniejszego artykułu, czyli Kubi Producent?

Otóż ma on dopiero 19 lat, a 14 czerwca 2019 roku wydał swój pierwszy pełnowymiarowy album „+18”, na którym możemy znaleźć ponad trzydziestu gości. Krążek „+18” podsumowuje ostatnie intensywne muzyczne lata w życiu artysty, który zdążył już wyrobić sobie sporą popularność na polskim rynku muzyki rapowej.

Poza wyprodukowaniem płyt dla Bedoesa udzielał się także na krążkach m.in. Otsochodzi, Beteo, White 2115, Reto, Żabson, Quebonafide, Kartky, Borixon czy Kękę. Pomogło mu to zdobyć duży szacunek wśród starszych kolegów przez co jego kariera zaczęła rozwijać się w błyskawicznym tempie.

Dodatkowo Kubi w dniu swoich 18 urodzin podpisał kontrakt z wytwórnią Sony Music Poland, a miesiąc później ukazał się jego pierwszy singiel z płyty „+18” zatytułowany „Superman” na którym gościnnie udzielili się Żabson i Young Multi. Następnymi singlami były kolejno „Bad Boy”, „Lifestyle” i „Marlboro”, które postawiły temu albumowi wysoką poprzeczkę, bowiem odbiór tych czterech utworów wynosi łącznie ponad 40 milionów odsłon na YouTube.

Na albumie znajduje się 18 utworów, które zaskakują swoją różnorodnością, a także zaproszonymi gośćmi. Kto bowiem spodziewałby się na tym albumie elektronicznego zespołu Coals, wokalistki Ptakovej czy chociażby obecności Adiego Nowaka, którego tak ciężko znaleźć gdziekolwiek na feacie. Chciałoby się rzecz, że album „+18” łączy rodzimą scenę muzyczną, na której spotkali się reprezentanci grający oldschoolowe, jak i newschoolowe rzeczy, a także artyści nie tworzący muzyki z gatunku hip-hop.

Trzeba przyznać, że młody producent wybrał sobie dość trudny projekt albumu do zrealizowania. Przy tak dużej ilości utworów jak i zaproszonych artystów nie trudno o wykazanie tych, które odstają od reszty jak i tych, które się pośród nich wyróżniają. Mamy tu nawet mały muzyczny melanż, gdzie świetny utwór przeplata się na przemian z tym, który nie brzmi dość dobrze. Jednak biorąc na warsztat cały album okazuje się, że jasna strona przeważa, przez co album trzyma dobry poziom. Często niestety część instrumentalna musi nadrabiać niedociągnięcia lub wręcz słabsze wersy ze strony gości.

Na albumie znajdują się także trzy utwory do których grzechem byłoby się przyczepić, gdyż wyszły one idealnie zarówno ze strony wokalistów jak i Kubiego. Zdecydowanie zalicza się do nich „9 żyć” feat. Otsochodzi, Schafter, PlanBe. Młody Jan zaliczył tu swoją najlepszą zwrotkę w tym roku, Schafter udowadnia że jest aktualnie na fali wznoszącej, a PlanBe trzyma wysoki poziom od wydania albumu „Moda”. Dodatkowo dostajemy bardzo chwytliwy refren, który łatwo zapada w pamięci. Całość dopełnia fertyczny bit od Kubiego.

Drugim z trzech najlepszych utworów na tej płycie jest „Golem” feat. Gedz, Jan-Rapowanie, Solar. Tutaj natomiast to Jan-Rapowanie przejął pałeczkę, aby wywindować ten numer na wysoki poziom udowadniając, że album „Plansze” nie był tylko jednorazowym wybrykiem. Nie można odmówić także Gedzowi świetnego refrenu, Kubiemu ujmującego bitu, a Solarowi frapującej zwrotki.

Małą odskocznią od produkowania muzyki pod rap było na pewno wyprodukowanie utworu „Good Bye” wraz z zespołem Coals, który jest tym trzecim idealnym utworem na tej płycie. Swoją charakterystyką znacząco różni się od reszty i jest to zdecydowanie na plus dla Kubiego, który nie bał się zaryzykować odmiennej produkcji. W tym momencie powinien dostać od każdego zielone światło do tworzenia w takiej oto stylistyce, gdyż wyszło mu to naprawdę nieźle.

Po osłuchaniu się z tą płytą pojawia się w głowie jedna myśl: dał radę. Dał radę spiąć ten album w jedną całość. W jednych utworach trochę lepiej, w drugich trochę gorzej co jak na taka ilość stylów było nie lada wyzwaniem. Płyta jako debiut jest po prostu ok, z paroma perełkami umieszczonymi wewnątrz. Tym albumem pokazał natomiast, że warto będzie obserwować go w najbliższych latach, gdyż jest w stanie sporo namieszać na polskiej, a może i zagranicznej scenie muzycznej.

Mateusz Kiejnig

 

Dodaj komentarz