OUDEZIEL prezentuje wyjątkowy zapis koncertu, który odbył się podczas Festiwalu im. Tomasza Beksińskiego w Toruniu. „LIVE IN TORUŃ” to ponad 40 minut muzyki uchwyconej bez poprawek i dogrywek — dokładnie takiej, jaka zabrzmiała na scenie 28 czerwca 2026 roku.
Recenzja płyty „Live in Toruń” – Oudeziel (2026)
Prawdziwa muzyka zawsze obroni się na żywo, bo koncertowy format pozostaje najlepszym sprawdzianem dla każdego twórcy. Zespół Oudeziel nie musi niczego udowadniać, bo na scenie wypada znakomicie, a jego twórczość, oscylująca wokół prog rocka, syntezatorowych brzmień i szerokich pasaży odnajdujących się w estetyce ambientu, aż prosi się o taką konfrontację. Potwierdzeniem tego jest wydany jako bootleg koncertowy „Live in Toruń”, na którym znalazło się siedem utworów pozbawionych studyjnego wygładzania i dodatkowej ingerencji. Jest więc surowo, ale jednocześnie na tyle klimatycznie, że trudno oprzeć się fascynacji takim podejściem.
Wydarzenie odbyło się 28 czerwca 2026 roku podczas 20. Festiwalu Rocka Progresywnego im. Tomasza Beksińskiego w Toruniu, gdzie trio mogło w krótkim secie zaprezentować cały koloryt, głębię i klimat własnych dokonań, a także umiejętności wykraczające poza samo techniczne opanowanie warsztatu. Dużą siłą ich kompozycji pozostaje więc budowanie niekiedy monumentalnego nastroju, ale bez popadania w patos czy przesadne popisy. W ich przypadku muzyka musi po prostu płynąć – i dokładnie tak się dzieje. Rządzi tutaj dojrzałość oraz świadomie budowany przekaz, który mimo wyłącznie instrumentalnej formy za każdym razem niesie określone znaczenie.
Na album złożyły się utwory z pełnowymiarowej płyty „The Finest Hour”, ale znalazło się tutaj również kilka niespodzianek. Jedną z nich jest „Binner” z EP-ki „OUDEZIEL” z 2024 roku, a inną m.in. ukryty finałowy bonus dostępny na fizycznych edycjach wydawnictwa – CD i kasecie – czyli „With Arms Wide Open”. Oudeziel serwuje tutaj słuchaczom popis aranżacyjnej odwagi, decydując się na karkołomny, czysto instrumentalny zabieg, będący formą hołdu dedykowanego pamięci Janusza Bożko (przez lata związanego z festiwalem). Zespół zamieścił tu dopisek w nawiasie (Music Sarah McLachlan – Angel) lojalnie wskazuje na faktyczną matrycę kompozytorską i harmoniczną, na której trio zbudowało ten utwór.
Warstwa dźwiękowa została w całości oparta na subtelnych, przestrzennych akordach i melancholijnej strukturze słynnej ballady Sarah McLachlan. Muzycy przefiltrowali ją jednak przez własną prog-rockową wrażliwość, zastępując oryginalne pianino eterycznymi, post-rockowymi plamami gitarowymi oraz głęboką sekcją rytmiczną. Otrzymujemy więc wersję uduchowioną, intymną i pełną przestrzeni. Sam fakt, że zespół potrafił spleść różne światy w tak spójną całość, wykorzystując wyłącznie gitary, syntezatory i perkusję, świadczy o jego dużym zmyśle kompozytorskim. To pochłaniające uwagę zamknięcie wydawnictwa, które znakomicie podsumowuje pejzażowy styl grupy.
Ten utwór dobrze dopełnia całą opowieść związaną z toruńskim koncertem, pokazując, że formacja Artura Wolskiego wciąż poszukuje, dekonstruuje i rozwija własny język, nawet jeśli porusza się w pozornie dobrze znanych rejonach (potwierdza to także „Ordinary Life”). „Live in Toruń” potwierdza tym samym artystyczną jakość, której nie niweluje nawet mocno organiczny, niepoprawiony charakter materiału będącego zapisem konkretnego momentu ich działalności. Jest w tym coś więcej niż tylko dokument koncertu – to świadectwo bandu działającego na własnych warunkach, bez wsparcia wielkiej promocyjnej machiny.
I nawet jeśli „Live in Toruń” pozostaje przede wszystkim ciekawostką w dorobku Oudeziel, okazuje się przy tym ważnym przystankiem, dobrze podkreślającym oblicze grupy. Niby drobny, a jednak znaczący zapis drogi zespołu, który ma wszelkie predyspozycje, by ze swoją muzyką wyjść znacznie dalej poza granice naszego kraju.
rec. Łukasz Dębowski

![Pol Wanda – „Nieba krzyk i król Wiatr” [RECENZJA]](https://polskaplyta-polskamuzyka.pl/wp-content/uploads/2026/08/Pol-Wanda-album.jpg)





Dodaj komentarz