
„POMIĘDZY” to drugi studyjny album będący rozwinięciem wcześniejszych poszukiwań Krzysztofa Sołtysińskiego – bardziej intymny i minimalistyczny, skupiony na emocjach, relacjach i codziennych momentach, które często umykają uwadze. Zapraszamy do zapoznania się z naszą recenzją tego wydarzenia.
fot. okładka albumu
Recenzja płyty „POMIĘDZY” – Krzysztof Sołtysiński (2026)
Krzysztof Sołtysiński niezmiennie podąża własną drogą artystyczną, tworząc piosenki, które niosą ze sobą treść. Ta pozostaje sensem jego dokonań, choć wszystko rozgrywa się w nieco niemodnej przestrzeni muzycznej, dalekiej od mainstreamowego blasku. Być może właśnie dzięki temu czujemy głęboki sens jego twórczości, niosącej coś więcej niż rozrywkowy koloryt istniejący tylko tu i teraz. W efekcie otrzymaliśmy ponadczasowy, refleksyjny, a przy tym pozbawiony przesadnej maniery i patosu album „POMIĘDZY”.
Jeżeli ktoś zna wcześniejsze projekty artysty, nie będzie zaskoczony muzyczną wymową jego utworów, mieszczących się w finezyjnej swobodzie, otulonej światłem piosenki poetyckiej, jazzu i czystej melodii, zapadającej w pamięć. Tym razem jest bardziej minimalistycznie, a może raczej kameralnie, gdzie ważny staje się każdy akcent, dźwięk, niuans słowa i wokalne doprecyzowanie. Dojrzałość tych propozycji polega nie tylko na znakomitym połączenia brzmienia z nienachalnym, choć wyraźnie ukształtowanym przekazem, ale też na umiejętności precyzyjnego formułowania własnych myśli. I nawet jeśli kryją się one za metaforami, nie tworzą zawiłości utrudniających odbiór. Od początku do końca wiemy, o czym twórca śpiewa, kształtując swój wyraz artystyczny w sposób świadomy i angażujący.
Przy tych piosenkach czas płynie wolniej. Z każdym kolejnym utworem wchodzimy głębiej w świat Sołtysińskiego, który potrafi przyciągać słuchacza własną interpretacją, nawet gdy robi to w duecie (zwiewny charakter „Tańca o poranku”, wykonanego wspólnie z Ewą Zgodą). Czarowny nastrój wybranych kompozycji nie odbiera im znaczenia, bo ostatecznie liczy się właśnie ich zawartość. Jedynie momentami, w nieco zbyt błogim nastroju, coś może umknąć („Błękitnienie”), co jednak nie podważa wartości całego projektu, broniącego się niemal w każdym aspekcie. Przyjemnie robi się, gdy twórca skręca w stronę bossa novy i subtelnej elegancji, czegoś bardziej zwiewnego, a wciąż przykuwającego naszą uwagę (piękny utwór „Amendolea” z udziałem brazylijskiego wokalisty Gustavo Coutinho Fernandesa). Jeszcze ciekawiej robi się, gdy mocniej uzewnętrznia swoją charyzmę („Blues-o-cień” z ekspresyjnymi wstawkami saksofonu Sławka Pezdy).
„POMIĘDZY” to ujmująca podróż, podczas której zaglądamy w miejsca coraz rzadziej przez nas odwiedzane – gdzie liczy się czysta emocja, spokojniejsze odbieranie świata i dzielenie się słowem, które coś znaczy. W tym wszystkim Krzysztof Sołtysiński odnajduje się bardzo dobrze, tworząc muzykę, której siła nie tkwi w aranżacyjnej przesadzie czy podkoloryzowaniu rzeczywistości, lecz w jej prostym, szczerym ukazywaniu. Czy to wystarczy, by dotrzeć do szerokiego grona odbiorców? Pewnie nie, ale ci, którzy odnajdą w tej muzyce jej światło, nie będą zawiedzeni.
Łukasz Dębowski
*****





