„Życie przynosi nam cały kalejdoskop emocji, barw i ich odcieni” – Grażyna Orlińska i Marcin Nierubiec [WYWIAD]

Andrzej Dąbrowski zaprezentował nowy singiel „Życia smak” – subtelną opowieść o dojrzałej miłości, osadzoną w eleganckim, pełnym klasy brzmieniu. Muzykę do piosenki skomponował Marcin Nierubiec, a tekst napisała Grażyna Orlińska. To właśnie twórcom tego utworu zadaliśmy kilka pytań dotyczących emocji, inspiracji i kulis jego powstawania.

fot. Mateusz Orliński

„Życia smak” brzmi jak utwór napisany nie tyle dla głosu, co dla konkretnej osobowości. Komponując tę melodię, miałeś od początku w głowie właśnie Andrzeja Dąbrowskiego – jego frazę, oddech, sposób opowiadania, a może coś zupełnie innego?

Piosenka na początku była tylko szkicem, ale jak pojawił sie gotowy aranż i słowa to wiedziałem, że musi to być tylko Andrzej Dąbrowski. Kiedy puściłem mu samą melodię, czyli tzw, demo w aucie kiedy jechaliśmy razem, uśmiechnął się i zaczął pogwizdywać refren. Pomyślałem, że to dobry znak i jak Grażyna Orlińska napisała słowa to od razu wysłałem mu piosenkę i reakcja była bardzo pozytywna. Na szczęście dla nas autorów, bo to zawsze niewiadoma jak artysta zareaguje na piosenkę.

„Życia smak” porusza się w estetyce bossa novy, ale nie brzmi jak stylizacja retro. Jak znaleźć balans między klasą gatunku a tym, żeby utwór nie zamienił się w muzyczny cytat?

To bardzo trudne. Pomógł tutaj tekst Grażyny Orlińskiej – wspaniałej poetki i autorki tekstów, której słowa były mostem między tradycją, a tym co wiecznie żywe i chyba najważniejsze w życiu, czyli potrzebą miłości i szczęścia w każdym wieku. Dlatego doceniajmy „Życia smak” i każdą chwilę, bo każda jest bezcenna i wyjątkowa. Drugiej takiej samej już nie będzie.

Andrzej Dąbrowski ma w sobie naturalny swing i elegancję, których nie da się „doprodukować”. Czy przy tej piosence aranżacja miała prowadzić wokalistę, czy raczej zostawić mu przestrzeń, by mógł poprowadzić ją sam?

Chciałem, żeby aranżacja była tłem. Mamy tu w sumie mały zespół jazzowy: fortepian, bas, perkusję i saksofon. Są też smyczki, ale bardziej kwartet niż orkiestra smyczkowa. Tak jakbyśmy znaleźli się na Kalatówkach, a tam Dąbrowski z kolegami gra i śpiewa na jakimś jam session. A kolegów miał genialnych – Komeda, Urbaniak, czy Karolak. Nie wszyscy wiedzą, że robił im fantastyczne zdjęcia, ale to temat na inną rozmowę.

Za co osobiście cenisz Andrzeja Dąbrowskiego i jego niewątpliwe duży wkład do polskiej piosenki?

Osobiście uwielbiam jego głos. Baryton, który potrafi być liryczny i energiczny. Dla mnie jego piosenka „Przygoda z Marią” z genialnym tekstem Agnieszki Osieckiej i muzyką Jana Ptaszyna Wróblewskiego to utwór, który mógłby być evergreenem światowej muzyki. Tyle w tych kilku minutach jest emocji, treści, melodii i jakiejś nostalgii.

Wszyscy znamy jego przeboje jak „Zielono mi” czy „Do zakochania jeden krok”, ale prawdziwą perełką jest też utwór „Zamień, zamień dziewczyno”. Uwielbiam piosenki Andrzeja Dąbrowskiego – dla mnie jest on klasykiem polskiej muzyki rozrywkowej. Poza wybitnym wokalem ma niesamowity timing – był w końcu perkusistą – nienaganną dykcję i frazowanie.

Czy ta piosenka była dla Ciebie bardziej próbą napisania pięknej melodii, czy próbą uchwycenia pewnej dojrzałości, której we współczesnych piosenkach coraz mniej?

Bardzo mi zależało na tym, żeby piosenka była melodyjna – i żeby choć trochę wzruszała. Żeby słuchacze na chwilę się zatrzymali i może się uśmiechnęli np. na wspomnienie swojej młodości. Kiedy niedawno kupowałem na portalu aukcyjnym stary winyl Andrzeja Dąbrowskiego to Pani, która mi go sprzedawała powiedziała mi przez telefon: „Ja i moje koleżanki się w nim podkochiwałyśmy i w Wodeckim oczywiście. To były najlepsze lata naszego życia, czyli młodość.” A dobre jest to, że coraz więcej seniorów prowadzi bardzo aktywne życie i żyje pełnią życia.

Czy chciałeś potraktować ten utwór jako ukłon w stronę klasycznej polskiej piosenki, czy raczej próbę przypomnienia, że elegancja w muzyce wciąż może brzmieć współcześnie?

Chciałem połączyć tradycję, czyli piękne instrumenty – trąbkę, saksofon, fortepian z rytmem bossanovy i ciepłym głosem Andrzeja Dąbrowskiego, ale na pewno nie chciałem iść w kierunku elektronicznych brzmień ani hop-hopu. Mix i mastering to zasługa Andrzeja Perkmana, świetnego producenta i muzyka. Do tego polecam Państwu teledysk do tego utworu, w którym tańczą bossa novę właśnie tancerze: Monika Kwiatkowska i Tomasz Sadlakowski.

 

fot. Mateusz Orliński

 

Pani teksty od lat mają w sobie lekkość, ale pod nią zwykle kryje się bardzo precyzyjna obserwacja życia. Czy w tym utworze ważniejsze było dla Pani nazwanie uczucia, czy raczej uchwycenie jego kolorytu i temperatury?

Nie ma uczuć pozbawionych kolorytu i temperatury, więc trudno jedno od drugiego oddzielić. Życie przynosi nam cały kalejdoskop emocji, barw i ich odcieni… Wszystkie są jednakowo ważne, wszystkie składają się na to, kim jesteśmy.

Czy w ogóle „Życia smak” to dla Pani piosenka jedynie o miłości, o przemijającym czasie, czy może o sztuce przeżywania życia bez złudzeń, ale też bez goryczy?

Życie bez miłości to smutne życie. We dwoje nawet czas łatwiej oswoić. Przemijanie jest procesem nieuchronnym, ale i naturalnym. Z biegiem lat nabieramy do niego dystansu. Łagodniejemy, stajemy się smakoszami życia, ceniącymi każdą jego chwilę. Gorycz – bywa, ale to przecież jeden z jego smaków. Bez niej nie umielibyśmy cieszyć się słodyczą. O tym właśnie mówi refren naszej piosenki. A złudzenia? Ja wciąż je mam i wcale nie chcę tracić.

Napisała Pani wiele tekstów, które żyją w polskiej piosence od dekad, ale „Życia smak” nie brzmi jak rozmowa z przeszłością, tylko jak bardzo spokojne „tu i teraz”. Czy mierzy się Pani czasem z własnym dorobkiem, żeby nie wpaść w pułapkę powielania pewnych myśli i sformułowań?

Obawa przed staniem się epigonem samego siebie towarzyszy chyba każdemu twórcy. Gdy spoglądam wstecz, na swoje piosenkopisarstwo, mam czasem wrażenie, że ja – tamta i ja – dzisiejsza to nie tylko dwie różne osoby, ale także dwa różne pióra. Debiutowałam, pod opiekuńczymi skrzydłami Ryszarda Poznakowskiego. Przez wiele lat byłam autorką lekkich, zabawnych piosenek. Wiele z nich stało się, granymi do dziś przebojami. Później przyszedł etap tekstów trudnych, „drapiących”, takich bardziej moich, z których wiele wciąż leży w mojej szufladzie. Dziś okres egzystencjalnych rozterek jest już poza mną. Smakuję życie i w swoich tekstach potrafię się do niego uśmiechnąć. Przyznaję, że bardzo pomagają mi w tym kompozytorzy, z którymi najczęściej ostatnio pracuję. Zarówno Mikołaj Hertel, jak i Marcin Nierubiec, swoją muzyką odkrywają we mnie tę jaśniejszą stronę, często zaskakującą nawet dla mnie samej.

Andrzej Dąbrowski śpiewa tekst „Życia smak” z ogromnym spokojem, ale też z doświadczeniem, którego nie da się zagrać. Czy pisała Pani ten utwór z myślą o tym, kto będzie go śpiewał, tak by mógł w naturalny sposób stać się częścią jego wrażliwości?

„Życia smak” powstał z myślą właśnie o Andrzeju Dąbrowskim. Oboje z Marcinem chcieliśmy napisać piosenkę, w której Andrzej mógłby odnaleźć swoje własne emocje, żeby mógł w niej artystycznie „zamieszkać”, żeby poczuł, że jest naprawdę jego. Marcin skomponował piękną, kołyszącą bossa novę, do której tekst napisał się właściwie sam. Od początku wiedziałam, że będzie to piosenka nie tylko o dojrzałej, mądrej miłości, ale także o zachwycie życiem, o nieustającym apetycie na każde jutro.

W Pani tekstach często najciekawsze jest to, co dzieje się „pomiędzy” wersami. Czy w tekście do „Życia smak” było dla Pani ważne, żeby opowiedzieć pewną historię, ale nie przekazać wszystkiego wprost, zostawiając słuchaczowi przestrzeń na osobiste przemyślenia?

Każdy rodzaj sztuki (wiersz, obraz, utwór muzyczny czy piosenka) ma tyle znaczeń ilu odbiorców. Dla każdego jest inną opowieścią. Mam nadzieję, że i w naszej piosence kryje się wiele historii, ukrytych „pomiędzy”. A czy jest w niej i moja? Pewnie tak. Zawsze czerpię głównie z własnych przeżyć, przemyśleń i wrażliwości. Życie jest niewyczerpanym źródłem inspiracji.

Za co osobiście ceni Pani Andrzeja Dąbrowskiego jako artystę? I czy potrafiłaby Pani powiedzieć, jakim jest człowiekiem poza sceną?

Za klasę, za głos, którym otulam się, jak ciepłym szalem, za nieprawdopodobną muzykalność (to dzięki niemu zaczęłam słuchać… jazzu). Za jego widzenie świata, dystans do siebie i poczucie humoru. I za te pałeczki perkusisty, którymi dokonuje istnych czarów. Poza wszystkim – Andrzej jest prawdziwy, i na estradzie i poza nią, a bycie sobą wymaga niekiedy sporej odwagi. „Życia smak” to siódmy tekst, jaki dla niego napisałam. Pierwszym był…”Szał by night”, ostatni jest wciąż przed nami.

 

Andrzej Dąbrowski i „Życia smak”. Klasa, która nie przemija [RECENZJA]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *