
fot. Mateusz Orliński

fot. Mateusz Orliński
Pani teksty od lat mają w sobie lekkość, ale pod nią zwykle kryje się bardzo precyzyjna obserwacja życia. Czy w tym utworze ważniejsze było dla Pani nazwanie uczucia, czy raczej uchwycenie jego kolorytu i temperatury?
Nie ma uczuć pozbawionych kolorytu i temperatury, więc trudno jedno od drugiego oddzielić. Życie przynosi nam cały kalejdoskop emocji, barw i ich odcieni… Wszystkie są jednakowo ważne, wszystkie składają się na to, kim jesteśmy.
Czy w ogóle „Życia smak” to dla Pani piosenka jedynie o miłości, o przemijającym czasie, czy może o sztuce przeżywania życia bez złudzeń, ale też bez goryczy?
Życie bez miłości to smutne życie. We dwoje nawet czas łatwiej oswoić. Przemijanie jest procesem nieuchronnym, ale i naturalnym. Z biegiem lat nabieramy do niego dystansu. Łagodniejemy, stajemy się smakoszami życia, ceniącymi każdą jego chwilę. Gorycz – bywa, ale to przecież jeden z jego smaków. Bez niej nie umielibyśmy cieszyć się słodyczą. O tym właśnie mówi refren naszej piosenki. A złudzenia? Ja wciąż je mam i wcale nie chcę tracić.
Napisała Pani wiele tekstów, które żyją w polskiej piosence od dekad, ale „Życia smak” nie brzmi jak rozmowa z przeszłością, tylko jak bardzo spokojne „tu i teraz”. Czy mierzy się Pani czasem z własnym dorobkiem, żeby nie wpaść w pułapkę powielania pewnych myśli i sformułowań?
Obawa przed staniem się epigonem samego siebie towarzyszy chyba każdemu twórcy. Gdy spoglądam wstecz, na swoje piosenkopisarstwo, mam czasem wrażenie, że ja – tamta i ja – dzisiejsza to nie tylko dwie różne osoby, ale także dwa różne pióra. Debiutowałam, pod opiekuńczymi skrzydłami Ryszarda Poznakowskiego. Przez wiele lat byłam autorką lekkich, zabawnych piosenek. Wiele z nich stało się, granymi do dziś przebojami. Później przyszedł etap tekstów trudnych, „drapiących”, takich bardziej moich, z których wiele wciąż leży w mojej szufladzie. Dziś okres egzystencjalnych rozterek jest już poza mną. Smakuję życie i w swoich tekstach potrafię się do niego uśmiechnąć. Przyznaję, że bardzo pomagają mi w tym kompozytorzy, z którymi najczęściej ostatnio pracuję. Zarówno Mikołaj Hertel, jak i Marcin Nierubiec, swoją muzyką odkrywają we mnie tę jaśniejszą stronę, często zaskakującą nawet dla mnie samej.
Andrzej Dąbrowski śpiewa tekst „Życia smak” z ogromnym spokojem, ale też z doświadczeniem, którego nie da się zagrać. Czy pisała Pani ten utwór z myślą o tym, kto będzie go śpiewał, tak by mógł w naturalny sposób stać się częścią jego wrażliwości?
„Życia smak” powstał z myślą właśnie o Andrzeju Dąbrowskim. Oboje z Marcinem chcieliśmy napisać piosenkę, w której Andrzej mógłby odnaleźć swoje własne emocje, żeby mógł w niej artystycznie „zamieszkać”, żeby poczuł, że jest naprawdę jego. Marcin skomponował piękną, kołyszącą bossa novę, do której tekst napisał się właściwie sam. Od początku wiedziałam, że będzie to piosenka nie tylko o dojrzałej, mądrej miłości, ale także o zachwycie życiem, o nieustającym apetycie na każde jutro.
W Pani tekstach często najciekawsze jest to, co dzieje się „pomiędzy” wersami. Czy w tekście do „Życia smak” było dla Pani ważne, żeby opowiedzieć pewną historię, ale nie przekazać wszystkiego wprost, zostawiając słuchaczowi przestrzeń na osobiste przemyślenia?
Każdy rodzaj sztuki (wiersz, obraz, utwór muzyczny czy piosenka) ma tyle znaczeń ilu odbiorców. Dla każdego jest inną opowieścią. Mam nadzieję, że i w naszej piosence kryje się wiele historii, ukrytych „pomiędzy”. A czy jest w niej i moja? Pewnie tak. Zawsze czerpię głównie z własnych przeżyć, przemyśleń i wrażliwości. Życie jest niewyczerpanym źródłem inspiracji.
Za co osobiście ceni Pani Andrzeja Dąbrowskiego jako artystę? I czy potrafiłaby Pani powiedzieć, jakim jest człowiekiem poza sceną?
Za klasę, za głos, którym otulam się, jak ciepłym szalem, za nieprawdopodobną muzykalność (to dzięki niemu zaczęłam słuchać… jazzu). Za jego widzenie świata, dystans do siebie i poczucie humoru. I za te pałeczki perkusisty, którymi dokonuje istnych czarów. Poza wszystkim – Andrzej jest prawdziwy, i na estradzie i poza nią, a bycie sobą wymaga niekiedy sporej odwagi. „Życia smak” to siódmy tekst, jaki dla niego napisałam. Pierwszym był…”Szał by night”, ostatni jest wciąż przed nami.
Andrzej Dąbrowski i „Życia smak”. Klasa, która nie przemija [RECENZJA]





