Piotr Schmidt – „Komeda’s Song Without Words” [RECENZJA]

Nasz ocena

Album „Piosenki Komedy bez słów” to zbiór jazzowych interpretacji, w których Piotr Schmidt wraz z zespołem mierzy się z ponadczasową twórczością wybitnego artysty.  Poniżej można znaleźć naszą recenzję tego wydarzenia.

Recenzja płyty „Komeda’s Song Without Words” – Piotr Schmidt (SJRecords, 2026)

Można powiedzieć, że wybitny trębacz Piotr Schmidt na dobre związał się z muzyką Krzysztofa Komedy. Album „Komeda’s Song Without Words” to kolejny projekt, w którym artysta w autorski sposób mierzy się z dorobkiem kompozytora kojarzonego przede wszystkim z twórczością filmową. Rezygnacja z piosenkowej formuły wybranych tematów zaowocowała niezwykle interesującą reinterpretacją, pozwalającą spojrzeć na znane motywy z nowej perspektywy. Jazzowa improwizacja lidera wraz zespołem staje się tu punktem wyjścia do współczesnych, odważnych rozwiązań brzmieniowych. Choć płyta obejmuje zaledwie sześć utworów, ich świeże ujęcie sprawia, że całość pulsuje energią, nie tracąc przy tym organicznego i szlachetnego charakteru.

Głębi całemu przedsięwzięciu dodaje fakt, że materiał zarejestrowano na żywo – podczas prapremierowego koncertu na festiwalu Love Polish Jazz w Tomaszowie Mazowieckim. Schmidtowi towarzyszyli znakomici muzycy: Grzech Piotrowski (saksofon), Paweł Tomaszewski (fortepian), Michał Barański (kontrabas), Sebastian Kuchczyński (perkusja) oraz Mino Cinelu (instrumenty perkusyjne). Każdy z nich wnosi wyraźny rys osobowości, co wzmacnia artystyczny ciężar wydarzenia i sprawia, że nagrania wymykają się prostym klasyfikacjom. Komedowskie tematy otwierają przestrzeń dla swobodnej, twórczej ekspansji – zamysłu odważnego, otwartego i żyjącego własnym rytmem także we współczesnych realiach. Potwierdza to choćby niezwykle dynamiczny „One Hundred Years”.

Na albumie znalazły się znane tematy, wśród nich „Ja nie chcę spać” – niegdyś wykonywany przez Kalinę Jędrusik – który zyskał tu zupełnie nową, bogatą fakturę. Wielowątkowy dialog instrumentalny, rozpisany na ponad osiem minut, imponuje interpretacyjną rozpiętością i swobodą narracji.

Podobny proces dokonuje się w „Nim wstanie dzień” Edmunda Fettinga z filmu „Prawo i pięść”, gdzie pierwotny, balladowy charakter ustępuje miejsca stopniowo narastającej dynamice. Motyw trąbki Piotra Schmidta wyraźnie prowadzi melodię, którą pozostali muzycy rozwijają w rozbudowaną, efektowną, momentami wręcz brawurową suitę. Wszystko pozostaje jednak pod pełną kontrolą – nawet gdy ekspresja nadaje utworowi nową warstwę znaczeń, nie przekracza granic dobrego smaku. Warto dodać, że kompozycja przez lata doczekała się wielu odsłon, lecz trudno wskazać równie sugestywną, „bezsłowną” wersję, która byłaby tak porywająca.

„Komeda’s Song Without Words” Piotra Schmidta to album potrzebny, bo pozwala spojrzeć na dorobek Krzysztofa Komedy z innego punktu widzenia i potwierdza siłę jego muzycznej wyobraźni. Dzięki takim zaangażowanym projektom kompozytor wciąż może żyć w naszej świadomości. Jego muzyka na to zasługuje – pokazuje bowiem, że melodia i piosenkowy format nie muszą stanowić ostatecznej odsłony znanych pierwowzorów, jeśli kryje się w nich ponadczasowa wartość. Najważniejsze jednak, że w tej współczesnej interpretacji chce się tego po prostu słuchać. I to z zapartym tchem.

Łukasz Dębowski

*****

Piotr Schmidt z albumem „Piosenki Komedy bez słów” [PREMIERA]

Zostaw odpowiedź