Dżaman – “Live at Bazylika – Dżaman spotyka orkiestrę” [RECENZJA]

Nasz ocena

“Dżaman spotyka orkiestrę” to premierowy mini album Dżamana. Artysta stworzył projekt, w którym połączył live-looping z instrumentarium orkiestry kameralnej. Poznajcie naszą recenzję tego wydarzenia.

Recenzja płyty “Live at Bazylika – Dżaman spotyka orkiestrę” – Dżaman (2021)

Dżaman podjął się, wydawać by się mogło, zadania karkołomnego. Udało mu się stworzyć projekt, który na polskim rynku muzycznym jest niepopularny, żeby nie powiedzieć – bezprecedensowy. Połączył brzmienie swojej gitary akustycznej, z subtelną elektroniką oraz orkiestrą kameralną. Żeby nie było łatwo, całość zarejestrował w wersji “live” i wydał jako album “Dżaman spotyka orkiestrę”.

Nie bez znaczenia jest także miejsce, w którym odbył się koncert, a mianowicie w kościele, stąd podtytuł “Live at Bazylika”. Zapewne pomogło to w nadaniu przestrzeni całej muzyce, bo trzeba przyznać, że pomimo zderzenia różnych światów muzycznych, każda kompozycja swobodnie oddycha. Nie czuć też dysonansu pomiędzy poszczególnymi warstwami muzycznymi, wręcz powstała spójna forma, oparta na pięknych harmoniach.

Udało się zachować proporcje w przekazie uwolnionym na tle doskonale zaaranżowanych instrumentów i wplecionych loopach. Elektronika nie odgrywa tu wiodącej roli, staje się tłem, a raczej powierzchnią do ukazania intensywnego kolorytu tego wydarzenia. Na tle kompozycji wyróżniają się też swego rodzaju “folkowe” zaśpiewy Dżamana, które z gitarą akustyczną stanowią podstawę do rozbudowywania całości. Instrumenty smyczkowe dodają dramaturgii, albo podkreślają melodykę utworów, rozciągając je poza piosenkową konstrukcję (“Another Time“). Istotne jest także to, że wspomniany dramatyzm nie przeradza się w patos – raczej ucieka on w stronę nastrojowości, będącego siłą tego projektu.

Choć początek minialbumu prezentuje się odważniej, bardziej energetycznie, to rozwija się on w zupełnie nieoczekiwanym, naszpikowanym pomysłami kierunku (“Mefa“). Liryczne momenty nigdy nie stają się jednostajną opowieścią, gdyż muzycznie cały czas pulsuje w nich jakiś nerw, pobudzający witalność tych utworów – delikatnie tętniąca rytmika, nieoczekiwane zmiany dynamiki, przenikające się pejzaże muzyczne (“Hermetyczni“). Dopełnieniem całości jest jednak końcowa część, w której pewne wcześniejsze pomysły krzyżują się ze sobą, przez co w żadnym momencie nie wiemy, co nas za chwilę czeka (“Tharmi“).

Właściwie koncepcja tych utworów wydaje się zamknięta, a przez to doskonała, bo nieprzeciążona nadmiernością elementów, mogących wprowadzać chaos. Najważniejsze jest jednak to, że projekt “Dżaman spotyka orkiestrę” zawiera się w niezwykle oryginalnej, przemyślanej i dopracowanej idei, która porusza też naturalnością i swego rodzaju wyrafinowaniem.

Odrzucając jednak te wszystkie próby rozkładania albumu na czynniki pierwsze, mamy do czynienia z czymś osobliwym i pełnym w takim wymiarze artystycznym. A wykonanie “live” podkreśla tylko autentyzm, stając się czytelnym zobrazowaniem niełatwego do przeniesienia na scenę dialogu wielu struktur muzycznych, które wcale nie musiały się na siebie dobrze nakładać, tworząc jednolitą całość. Brawo za odwagę i próbę realizacji tak oryginalnego przedsięwzięcia.

Łukasz Dębowski

 

fot. materiały prasowe

Leave a Reply