“Mam niekończące się wątpliwości, bo jestem niecierpliwa” – Marie [WYWIAD]

Po dwóch mini albumach i sukcesie singla „Zero Calorie Cookie”, Marie powraca z singlem promującym jej debiutancki album – i to w walecznym stylu. A może tanecznym? „Walc (Amen, Papa)” różni się od utworów z ostatniej EPki. To także zapowiedź całej płyty “Babyhands”, która ukaże się w lutym 2022. Z tej okazji zadaliśmy Marie kilka pytań.

fot. Paweł Miśko

Marie nabiera rozpędu. Marie ma coraz więcej do powiedzenia. Marie tworzy repertuar, który trudno pomylić z twórczością kogoś innego. Zgodzisz się z tymi stwierdzeniami?

Tak!

Jako artysta stworzyłaś także swój własny język wypowiedzi artystycznej, co potwierdziłaś w swoim premierowym utworze “Walc (Amen, Papa)”. Czy wraz z upływem czasu czujesz się coraz lepszą autorką tekstów? I czy zgodzisz się z przekonaniem, że wydają się one coraz mocniej zintegrowane z Marie jako artystką, która ma coś do powiedzenia?

Definitywnie. Teksty są dla mnie wszystkim – od zawsze zabawa słowem była moją najmocniejszą stroną i nadal tak jest. Od jakiegoś czasu obserwuję taką przemianę, która dziwi mnie samą. Ciężko jest wyłapać różnice w stylu w takich krótkich utworach, ale tworząc, czuję, że pewne trybiki w głowie działają trochę inaczej (śmiech). Mam wrażenie, że coraz bardziej Julitka “integruje się” z Marie – jeśli można tak powiedzieć. Marie widziałam przez dłuższy czas jako postać, która miała dużo moich cech, ale wzmocnionych – a teraz, dzięki niej, sama widzę, że mocno się rozwijam.

Często w tekstach traktujesz pewne sytuacje z przymrużeniem oka. Czy to znaczy, że lepiej, albo też łatwiej jest brać świat bez nadęcia, z dystansem podchodząc do tego, co nas spotyka także w relacjach bardziej osobistych?

Oczywiście, co nie znaczy jednak, że sama tak robię na co dzień (śmiech). Zawsze przejmuję się głupotami i dopiero po czasie widzę, że zmarnowałam nerwy zupełnie bez potrzeby. W relacjach osobistych jest jednak trochę ciężej, bo kontakt z drugą osobą to naprawdę niebezpieczna gra.

 

fot. Paweł Miśko

Na ile “Walc (Amen, Papa)” zdradza to, co znajdzie się na Twojej pierwszej pełnoprawnej płycie? Czy Marie zamierza nas dalej zaskakiwać?

      Nieprzerwanie! Album jest spójny treściowo i muzycznie, ale jednocześnie jest przekrojem dosłownie wszystkiego, co lubię w muzyce. Są tam brzmienia mocniejsze, są lżejsze, są słodkie do bólu, ale koniec końców jestem ogromnie zadowolona z całego projektu.

A w jakim stopniu to, co mogliśmy dotychczas poznać, jeśli chodzi o Twoją twórczość będzie przekładało się na to, co pokażesz swoim słuchaczom na całej płycie?

     Ciężko powiedzieć. Moi bliscy, którzy słyszeli album, twierdzą, że to po prostu przedłużenie tego, co już robiłam – mi jednak wydaje się, że jest tam sporo nowych elementów, które mnie mocno stresują.

Skąd wziął się “cukierkowy” styl Marie, który można było zauważyć już przy pierwszych produkcjach, a teraz stał się on jeszcze bardziej wymowny w utworze “Walc (Amen, Papa)”?

       Ludzie mi mówili, że jestem urocza. Chciałam być seksi, nie wychodziło, więc jakoś tak naturalnie stwierdziłam, że skoro jest to taka naturalna cecha, to fajnie będzie nią jakoś zagrać. Zagrałam, no i gram aż do teraz (śmiech). Miłość do słodyczy to też duża część tego wszystkiego. Staram się ograniczać cukier, ale kocham drożdżówki i ciasta i nie ma opcji, że byłabym w stanie bez nich przetrwać. No way!

 

O utworze “Walc (Amen, Papa)” napisałaś, że masz słabość do takich eleganckich brzmień, jakim jest walc. Skąd wziął się pomysł na nagranie kompozycji w takim stylu? Czy tworzenie tego utworu było formą eksperymentu, czy pewnych założeń?

      Chciałam trochę oderwać się od tego, co muzycznie zadziało się w “Zero Calorie Cookie”. Najgorzej jest, kiedy przylgnie do artysty taka łatka jednego brzmienia – stwierdziłam, że muszę pokazać słuchaczom jak najszybciej coś innego,

Utwór “Walc (Amen, Papa)” powstał przy Twojej kolejnej współpracy z Producentem Adamem. W jaki sposób szukałaś kogoś, kto będzie w stanie zobrazować Twoje pomysły? Czy współpraca z tajemniczym Adamem bywa czasem trudna?

       Tajemniczy Adam jest wspaniałym producentem, świetnym przyjacielem i bardzo pracowitym człowiekiem. Do współpracy doszło naturalnie – szukałam kogoś, kto byłby w stanie moje kompozycje wrzucić w program i ten szkic dopracować. Adasia znałam po prostu jako osobę, u której nagrywałam rzeczy – aż w końcu przyszłam do niego zrobić numer od zera, i tak się zaczęło. Czy jest trudno? Nie. Zasypuję Adasia piosenkami, teledyskami, dźwiękami i demówkami, a on i jego doświadczenie świetnie przekuwają to w nasze utwory.

Teledyski często są bardzo spójne z Tobą. Jaki jest Twój wpływ na to, co możemy zobaczyć w klipie do nowego utworu? Czy zdarza Ci się, że podsuwasz własne pomysły realizatorom? Czy raczej uważasz, że do tej części tworzenia nie należy się mieszać, zostawiając ją profesjonalistom?

      Scenarzystką moich teledysków jestem ja. Tak było w przypadku “Zero Calorie Cookie”, jak i “Haribo”. Uwielbiam tę wizualną część pracy, choć często jest ona męcząca pod względem dopięcia wszystkiego i dopilnowania pewnych rzeczy. Profesjonalistom zostawiam to, w czym są profesjonalistami – kadry, cięcia, montaż. Kiedy mam jasną wizję – proponuję, ale jeśli coś nie działa, to razem szukamy rozwiązania.

Twoja muzyka znajduje coraz szerszy odbiór, czego potwierdzeniem jest chociażby złota płyta za singiel “Zero Calorie Cookie”. Jak podchodzisz do tych sukcesów? Czy one dają Ci przekonanie, że idziesz w dobrym kierunku?

      Mam niekończące się wątpliwości, bo jestem niecierpliwa. Chciałabym wszystko, od razu, najwięcej jak się da. Przez to trochę nie doceniam tych sukcesów, które mam na koncie – szczególnie, że traktuję to, co dotychczas zrobiłam, jak trailer. Taki cytat z Quebonafide, ale fakt – stosuję metodę małych kroczków i tuptam sobie. Mam nadzieję, że jak najwyżej.

Niedawno zamieszkałaś w Warszawie. Jak się odnajdujesz w tym mieście? I dlaczego zdecydowałaś się przeprowadzić do stolicy?

Świetnie! Od dawna marzyłam o przeprowadzce do Warszawy. Póki co mnie nie zawiodła! Stąd o wiele łatwiej jest mi ogarniać pewne rzeczy, spinać terminy i spotykać się z ludźmi – nie mówiąc już o pracy przy teledyskach czy wywiadach. Poza tym jest tu gigantyczna scena cukierniczo-kulinarna, której jeszcze nie odkryłam. Wszystko przede mną (śmiech).

 

Zatańcz “Walca (Amen, Papa)” z Marie! [RECENZJA]

Dodaj komentarz