“Chciałam ocalić te piosenki od zapomnienia” – Joanna Dark [WYWIAD]

„Osiecka/Przybora – Ale Jazz!” to wybór trzynastu piosenek z tekstami geniuszy słowa – Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory, które po raz pierwszy w tym wyborze zostały zaaranżowane w wersji jazzowej. Premiera płyty Joanny Dark z wyborem utworów tego duetu odbyła się 8 października 2021. Zapraszamy na naszą rozmowę z artystką.

fot. materiały prasowe

Szukając powiązania pomiędzy płytą „Krajewski na dziś” a premierowym albumem „Osiecka/Przybora – Ale Jazz!” okazuje się, że na pierwszej z nich także były teksty Osieckiej. Skąd ta miłość do Agnieszki w Twoim życiu?

Na płycie „Krajewski na dziś” pojawiły się cztery piosenki z tekstami Agnieszki Osieckiej. Tym razem poświęciłam album tekstom pary geniuszy słowa. W latach 60-tych połączyło ich  uczucie.

Chciałam ocalić te piosenki od zapomnienia, przypomnieć je i podkreślić jazzowymi aranżacjami. Kiedy zastanawiałam się jak zaaranżować te utwory, odkryłam  jak bardzo tęsknię za moimi kolegami jazzmanami. A ponieważ najbardziej muzycznie przyjaźnię się z wybitnym kontrabasistą Pawłem Pańtą, z którym nagrywałam wcześniej  także album „Bar nostalgia”, to pomyślałam, że jeśli z nim podejmę tę muzyczną przygodę to musi się udać. Przez wiele miesięcy pracując nad tym albumem żyliśmy radością obcowania z tymi piosenkami i to był naprawdę dobry czas.

Czyli początek tego projektu zaistniał od odświeżenia kontaktów z muzykami jazzowymi?

Najpierw wymyśliłam sobie, że chciałabym przedstawić twórczość duetu z okresu, gdy Osiecka i Przybora byli razem. I chciałam opowiedzieć tekstowo i muzycznie o tym momencie w ich życiu. Potem pojawiła się moja tęsknota do jazzu. Aż w końcu przyszedł czas na poszukiwanie odpowiednich, jazzowo-swingowo-poetyckich aranżacji.

Czy odświeżanie takiej twórczości, która została już zinterpretowana na wiele sposobów stanowi obecnie większe wyzwanie? Nie miałaś obaw dotykając takiego repertuaru?

Oczywiście emocje były, ale chęć zinterpretowania tego na nowo, przypomnienia tych piosenek ponownie, stała się dla mnie ważniejsza. Chciałam postawić własną pieczątkę interpretacyjną na wybranych utworach obojga mistrzów słowa. Potrzeba nagrania ich na nowo była w pewnym momencie silniejsza. Wiedziałam, że muszę to zrobić po swojemu. Chciałam rzucić na te piosenki nowe muzyczne światło. Przy tym nie chcieliśmy nic zepsuć, wręcz przeciwnie  naszym celem było zachowanie ich pierwotnego kolorytu. Zależało mi, żeby niczego nadmiernie nie zmieniać, wydobywając jednocześnie to, co stanowi ich siłę. Dodaliśmy swoją wrażliwość.

W jaki sposób próbowaliście przerabiać te piosenki na swój sposób? Czy to odbywało się metodą prób i błędów – eksperymentowaliście, żeby zobaczyć, co z tego wyjdzie?

To ja wybrałam tytuły tych piosenek. Stworzyłam ich zbiór, zdobyłam nuty, a później wsłuchiwałam się w teksty i melodie, zaczynając wyobrażać sobie, jak ja bym to widziała. Podobnie było z Pawłem Pańtą i pianistą Filipem Wojciechowskim, którzy tworzyli  aranże do naszych interpretacji. Spotykaliśmy się na próbach przekładajac nasze pomysły na aranżacje.  Nagrywaliśmy najpierw na dyktafon nasze pierwsze podejścia do tych piosenek, dzięki czemu rozjaśniła nam się wizja w jakich one będą klimatach. Kiedy stwierdziliśmy, że pomysły nas satysfakcjonują, weszliśmy do studia nagrań żeby je zapisać. Wtedy dołączyli do nas kolejni muzycy, czyli Jerzy Małek (trąbka) oraz Krzysztof Szmańda (instrumenty perkusyjne) . Gdy już nagraliśmy całą muzykę, mogłam zacząć skupiać się na śpiewaniu, które tak naprawdę miałam już wymyślone znacznie wcześniej. Z jednej piosenki nie byłam do końca zadowolona, więc ostatecznie zrezygnowałam z jej nagrywania.

 

Ja w ogóle wybiera się repertuar na taką płytę? W jaki sposób selekcjonuje się twórczość Osieckiej i Przybory, żeby dokonać ostatecznego wyboru?

Zaczęłam przeglądać na nowo twórczość Osieckiej, docierając do starych zeszytów z nutami. Przejrzałam ich setki, wybierając te, które będą mi z jakiegoś powodu odpowiadały, ale będą też tworzyć koncepcję albumu „Osiecka/Przybora – Ale Jazz!”. Dzięki temu dotarłam do perełki, która otwiera płytę, a mianowicie do piosenki „Parę pytań”. To utwór z muzyką Jana Ptaszyna Wróblewskiego, który przed laty zaśpiewał znakomicie Andrzej Dąbrowski. Bardzo spodobał mi się tekst otwierający piosenkę, a mianowicie – „Halo. Dzień dobry, to ja. Co zrobimy z tak pięknie rozpoczętą miłością?”. To otworzyło mi pomysł na rozpoczęcie tej płyty, nie mogłam z tego nie skorzystać. Tym bardziej, że przy okazji jest to piękny utwór.

Warto powiedzieć o tym, że obok znanych wszystkim piosenek, znalazły się też takie, które są mniej oczywiste, jak chociażby wspomniany utwór „Parę pytań” oraz „Nie mów nic”.

To właśnie wiąże się z moim przesłaniem – ocalić od zapomnienia. Dla mnie to było bardzo ważne. W czasie pandemii oglądałam zremasterowane filmy Romana Polańskiego. Ponownie zachwyciłam się filmem „Nóż w wodzie”, gdzie można usłyszeć wykonanie a capella piosenki „Nie mów nic”. Bardzo mi się to spodobało i pomyślałam, że to będzie cudowna klamra zamykająca ten album. Wtedy zadzwoniłam do dziennikarki Marii Szabłowskiej z pytaniem, czy może jakoś zdobyć to oryginalne nagranie. Zależało mi na tym ogromnie. Jak się okazało to była pierwsza piosenka do filmu, do której słowa napisała Agnieszka Osiecka. Do tego ta cudowna muzyka Krzysztofa Komedy… Udało się dotrzeć do szczątkowych nut tego utworu, a to dzięki Fundacji Okularnicy, prowadzonej przez córkę Agnieszki – Agatę Passent. Potrzebowałam tylko pierwszego wykonania. I to udało się, dzięki współpracy z Agatą i Marią.

Jednym z ciekawszych momentów na płycie jest też „To będzie miłość nieduża”.

Z tym utworem też wiąże się pewna historia. Będąc już na samym końcu nagrywania wokali na ten album, oglądałam serial „Osiecka”. Szczególną uwagę zwróciłam na odcinek siódmy, gdzie Osiecka i Przybora pojawiają się jako para. A Jeremiego Przyborę grał, zresztą bardzo dobrze, Grzegorz Małecki. Zachwycił mnie jego głęboki głos. Ucieszyłam się, że jesteśmy żoliborskimi sąsiadami, zaprosiłam Grzegorza  do nagrania tego utworu, a on  od razu się zgodził. W oryginale tę piosenkę śpiewali Jeremi Przybora i Kalina Jędrusik.

Wspomnieliśmy o kompozycji Jana Ptaszyna Wróblewskiego, ale na płycie jest jeszcze jeden, niezwykle popularny utwór – „Zielono mi”. W jaki sposób szukałaś pomysłu na jego interpretację?

Zawsze chciałam zaśpiewać ten utwór. Myślę, że w interpretacji tej piosenki bardzo pomogła mi aranżacja którą stworzyli muzycy. Oni tak to wspaniale, świeżo zagrali, że właściwie samo się śpiewa.

Ile rozmów musiałaś przeprowadzić z Agatą Passent, żeby przekonać ją do swoich pomysłów na ten album?

Przyjaźnię się z Agatą od bardzo dawna i myślę, że ona ma do mnie zaufanie. Bardzo podobała jej się moja płyta „Krajewski na dziś” i kiedy zadzwoniłam do niej z pomysłem na ten projekt, to od razu usłyszałam „wow, świetnie”. Ona wie, że mnie ciągnie do jazzu oraz to, że współpracuję z doskonałymi muzykami, więc o nic się nie martwiła. Nie musiałam  jej długo przekonywać. Jako pierwsza usłyszała album przed ostatecznym zgraniem i masteringiem. Wtedy już powiedziała, że bardzo podobają jej się moje wersje. Później pojawiły się kolejne recenzje i jest mi bardzo miło, że ten album spotkał się z tak dobrym przyjęciem.

A jeśli chodzi o teksty Jeremiego Przybory, to także z kimś konsultowałaś, to co chcesz zrobić z tymi piosenkami?

Odezwałam się do Fundacji Wasowskich. Państwo Wasowscy obok Fundacji Okularnicy zechcieli objąć patronatem honorowym ten album, co było dla mnie ogromnie miłe. Wysłałam ten materiał także do Pana Konstantego Przybory, syna Jeremiego. Uznałam to za właściwe, chociażby przez szacunek do tej twórczości.

 

fot. okładka płyty

Czy znałaś osobiście Agnieszkę Osiecką i jaki ona ma związek z recitalem songów Brechta, gdzie występowałaś?

Ten recital został zarejestrowany w Toruniu. A potem zostałam zaproszona na Festiwal Fama w 1989 roku i tam dostałam nagrodę za „intrygującą osobowość artystyczną”. Pamiętam, że ze względu na duże zainteresowanie, trzy razy śpiewałam piosenki Brechta. Grałam to w warszawskich Hybrydach, gdzie zaprosiłam Agnieszkę i ku mojemu zaskoczeniu ona przyszła na ten koncert. Ja byłam wtedy prawie nieznana, a ona była niezwykle ciekawa świata, więc zapewne dlatego przyjęła zaproszenie. To było w 1990 roku. Poznałam ją jednak z dwa lata wcześniej, gdy nagrywałam w studio radiowym na ul. Malczewskiego z Henrykiem Alberem. Nawet dostałam jedną piosenkę z szuflady od Agnieszki. Później nasze drogi już się nie spotkały, bo ja byłam pochłonięta pracą w Metrze i pojawiły się też inne projekty. Agnieszka zaczęła chorować i nasze plany na kolejną współpracę zupełnie się oddaliły. Cieszę się, że w ogóle udało mi się ją poznać, choć oczywiście żałuję, że nie zdążyłyśmy zrobić czegoś wspólnie.

Żyjemy w czasach, kiedy niemal każdy artysta chce wszystko robić samemu, przez co rezygnuje się z korzystania z dorobku tekściarzy i poetów. Dlaczego tak się dzieje?

Jak mawiał mistrz Wojciech Młynarski: „ pisanie dla kogoś jest jak krawiectwo miarowe. Ma dobrze leżeć i nie pić pod pachami”. Wytrawni autorzy potrafią napisać coś dla innych artystów tak, jakby to były ich słowa. Nie czuje się wtedy, żeby ktoś był w tym niewiarygodny. A teraz jest tak, że tworzenie wszystkiego przez artystę jest lepiej odbierane, nawet jeśli jakościowo to nie jest najlepsze. Zdarzają się więc przypadki, że dostajemy piosenki, których wręcz nie da się słuchać. Przekonanie, że artysta powinien być samowystarczalny jest błędne. Nie zawsze jest tak, że wszystko należy robić samemu. Żyjemy w czasach, w których zostały zaniżone standardy i gusta. A to nie rozwija emocjonalności ludzi i zamiłowania do jakości.

A czy czujesz, że masz w dzisiejszych czasach trudniej, jeśli chodzi o dotarcie do słuchacza?

Wydaje mi się, że nie. Słuchaczy, którzy cenią sobie jakość jest jeszcze wielu i oni czekają na wartościowe propozycje, pełne dobrego słowa oraz należytej interpretacji. Wierzę, że znajdzie się publiczność, która czeka na takie projekty jak „Osiecka/Przybora – Ale Jazz!”. Świadczą o tym też moje wyprzedane koncerty. Zapraszam wszystkich do mojego świata. Tym bardziej, że przygotowuję rozszerzoną, bardziej teatralną odsłonę tego projektu.

Czy znałaś inne płyty, które powstały na przestrzeni lat z piosenkami Osieckiej, jak np. Nosowskiej, Soyki, Marcina Januszkiewicza, Katarzyny Żak, Mai Kleszcz, Lesławskiego & Lubrano, Katarzyny Groniec?

Znam pojedyncze piosenki w różnych wykonaniach. Za to wszystko należy pogratulować Agacie Passent i Fundacji Okularnicy, że niosą twórczość Agnieszki Osieckiej i proponują ją ciekawym artystom. Tym bardziej, że u każdego ta Osiecka jest inna. I chwała im za to. Każdy z nas szuka własnej drogi do interpretacji tej twórczości. Wartością jest to, że jej teksty są ciągle żywe, bez względu na to, jakie środki wyrazu znajdą artyści, by nieść jej poezję w świat. Pod warunkiem, że będzie to jakościowe dobre, bo tylko na taką odsłonę twórczości zasługuje Agnieszka. Ona składała słowa w sposób wyjątkowy, co sprawiało, że lekko śpiewa się wszystko, to co napisała. To był unikalny talent, który kto wie czy jeszcze się  powtórzy.

Rozmawiał: Łukasz Dębowski

 

 

Dodaj komentarz