Kosmiczna metafora, czyli recenzja płyty “Mysterious Monuments On The Moon” zespołu RGG

Nasz ocena

Formacja RGG obchodzi jubileusz 20-lecia działalności artystycznej, który obchodzi wydaniem nowej płyty. Data oficjalnej premiery albumu “Mysterious Monuments On The Moon” to 24 września. Dziś prezentujemy recenzję tego zaskakującego wydarzenia.

fot. okładka płyty

Recenzja płyty “Mysterious Monuments On The Moon” – RGG (2021)

20-lecie pracy artystycznej, zespół RGG przypieczętował wydaniem nowego, zupełnie nieprzewidywalnego od strony muzycznej albumu “Mysterious Monuments On The Moon”. Ta płyta jest szczególna ze względu na zawartość artystyczną, która jeszcze wyraźniej podkreśla indywidualność każdego z trzech wybitnych muzyków.

Przy jednoczesnym zaznaczeniu własnej charyzmy, udało im się stworzyć coś na kształt kosmicznej metafory muzycznej, porywającej niebanalnymi improwizacjami i odniesieniami jazzowymi, poszerzającymi granice wolności twórczej.

RGG to jedno z największych dobrodziejstw polskiego jazzu, choć czy tylko w takich kategoriach można ich określać, skoro ważnym motorem działania jest pianistyka uciekająca w stronę muzyki współczesnej.

Na przestrzeni lat stworzyli wiele projektów, współpracowali, m.in. z wybitnym Tomaszem Stańko, ale też wielkim Evanem Parkerem. Ich poprzedni krążek „Memento” wydany został w kultowej serii „Polish Jazz”. Właściwie o ich zasługach dla nie tylko polskiej muzyki jazzowej można pisać długo, jednak jakie to ma przełożenie na ich dzisiejsze działania artystyczne?

Jak się okazuje ogromne, bo mając na koncie znaczący dorobek, RGG potrafią znaleźć nową przestrzeń, którą wypełniają na własnych warunkach i w niepowtarzalnym kolorycie brzmieniowym. A to wszystko dzieje się przy niezwykle oszczędnym posługiwaniu się dźwiękiem, jako docelowym środku wyrażania pewnego artyzmu. Trio RGG kreuje własny byt artystyczny. Działają wedle osobistych założeń, tworząc indywidualizm poprzez kreację indywidualnego języka wypowiedzi. Właściwie muzyka na ich nowej płycie zakrzywia pewną przyjętą rzeczywistość muzyczną, dając nam jednocześnie możliwość odnalezienia siebie w tak niebanalnej formule.

Każdy Monument na albumie (a jest ich osiem) staje się filarem opartym na wrażliwości i poszukiwaniach, które nie zostały do końca zakończone na tej płycie. Właściwie należy powiedzieć, że to bardziej otwarcie się na coś nowego, niż wspominanie tego co było. Przy jednoczesnym szacunku do historii kreują nową, dosyć współcześnie brzmiącą, choć wybiegającą w przyszłość (może nawet kosmiczną związaną z odkrywaniem księżyca) płaszczyznę (“Planet LEM”). Bywa kameralnie, ale przy tym niezwykle angażująco, a nawet niekiedy energia staje się podskórnie mocno intensywna (“Moonray”), wręcz porywająca (“Vexations”). Współistnienie poszczególnych instrumentów, zderzenie indywidualizmu artystów, a przy tym ogromna otwartość staje się niekiedy paraliżująca. Wyczekiwane dźwięki pianina w zestawie z “wtrąceniami” kontrabasu wyłuskują ponadprzeciętną harmonię z abstrakcją ukrytą w perkusji.

Nie wszystko na płycie “Mysterious Monuments On The Moon” jest do końca odgadnione. To też przykład tego, że w minimalistycznym kreowaniu kompozycji może kryć się ogromny wyraz artystyczny. Taka wrażliwość i wyobraźnia twórcza uwalnia pokłady melodyki, która tworzy klimat szaleństwa muzycznego, nie wyzwalanego poprzez dosłowne akcentowanie nadmiernej ilości dźwięków, ani też cytowanie tego, co jest nam już znane. To pisanie muzyki poprzez stopniowanie emocji, napięcie ukryte w ciszy, czy też uderzania pojedynczymi, nieco surowymi nutami, uruchamiającymi niezdehumanizowany mechanizm wszystkich kompozycji. Ten album to swoista eskapada w czasie, ale też przestrzeni. Porównania do podróży na księżyc nie są więc wyssane z palca. Nawet jeśli pewne stwierdzenia wydają się zbyt irracjonalne, nie da się ukryć, że w jakiś niezwyczajny sposób określają one wolność twórczą wszystkich muzyków.

Łukasz Dębowski

 

fot. materiały prasowe

Dodaj komentarz