Krzysztof Krawczyk – “Jak minął dzień” (reedycja) [RECENZJA]

Nasz ocena

“Jak minął dzień” to czwarty album studyjny Krzysztofa Krawczyka wydany w 1977 roku. Jakiś czas temu ukazała się reedycja tej płyty, której recenzję można przeczytać na naszym portalu.

Recenzja płyty “Jak minął dzień” – Krzysztof Krawczyk

Po niespodziewanej śmierci Krzysztofa Krawczyka zainteresowanie jego twórczością wyraźnie wzrosło. Obecnie w zestawieniu Olis – 50. najlepiej sprzedających się płyt w Polsce, znajduje się kilka albumów artysty, w tym ostatni – “Horyzont”. Ja jednak od kilku dni zasłuchuję się w piosenkach z krążka “Jak minął dzień”, który przedstawiam w naszym wspomnieniowym cyklu.  

W 1979 r. album był największym bestsellerem w naszym kraju i rozszedł się w nakładzie blisko 96 000 egzemplarzy. Później zyskał miano Złotej Płyty, podobnie jak singiel z dwoma megaprzebojami – “Jak minął dzień”/”Pamiętam ciebie z tamtych lat”. Popularność tych nagrań sprawiła, że w głosowaniu czytelników tygodnika “Panorama” na najpopularniejszego wykonawcę roku 1978, Krzysztof Krawczyk znalazł się na 2. miejscu. Z kolei w kategorii piosenek zwycięstwo odniósł utwór “Jak minął dzień”, który został również okrzyknięty największym hitem dekady lat 70. W comiesięcznych zestawieniach radiowego Studia Gama przebój ten zajmował 1. pozycję przez trzy miesiące w okresie marzec – maj’78. “Pamiętam ciebie z tamtych lat” również trafił na najwyższą lokatę w lutym, a w marcu i kwietniu uplasował się na 2. miejscu. “Pogrążona we śnie, Natalia” przyniosła artyście zwycięstwo w koncercie “Premier” KFPP Opole’78 i w lipcu uplasowała się na 4. pozycji w Studiu Gama. “Na szczęścia łut” oraz “Wątek z filmu „C’est la vie” znalazły się w puli kandydatek aspirujących do radiowego przeboju lata.

Cóż, druga połowa lat 70. to zdecydowanie czas ogromnego powodzenia Krzysztofa Krawczyka, którego zwieńczenie stanowi wspomniana już przeze mnie płyta “Jak minął dzień”.

Otwiera ją liryczny utwór “Gdy gaśnie płomień” z ciekawą harmonią, którą podkreślają tak charakterystyczne dla brzmienia aranżacji lat 70. skrzypce. Piosenka przywołuje swoim klimatem sentymentalny repertuar Ireny Jarockiej, co nie dziwi, ponieważ dla obojga komponował Wojciech Trzciński. Zdecydowanie mniej konwencjonalnie wypada “To stary film sprzed lat”, będący rasowym reggae! Jakby tego było mało, są w nim wokalne popisy Krawczyka w stylu… Louisa Armstronga. Takich ekstrawagancji nie znajdziemy w bardzo nośnej kompozycji Wojciecha Trzcińskiego “Jak minął dzień”. Super przebojowy temat z wyeksponowaną linią melodyczną nawet dzisiaj, po latach, nie trąci myszką.

“Na szczęścia łut” nieco przypomina “Gdy gaśnie płomień”, wyróżnia się jednak partią gitary w stylu a’la country. Sporo liryzmu znajdziemy w “Wątku z filmu „C’est la vie”. Odnoszę wrażenie, że chór towarzyszący wokaliście jest wzorowany na piosenkach Demisa Roussosa. Kolejnym ważnym punktem płyty, po “Jak minął dzień”, jest zaśpiewany z iście presleyowskim zacięciem utwór “Pamiętam ciebie z tamtych lat”. W “Grze w niebo, piekło” Krzysztof Krawczyk stał się “strasznie smutnym diabłem/przez urocze dwa warkocze jasnoblond”. Zdecydowanie bardziej poszczęściło mu się w “Weselnym preludium” – nieco ckliwej opowieści o najpopularniejszym motywie wszech czasów – szczęśliwej miłości. Krążek zamyka “opowiastka” do snu, czyli “Pogrążona we śnie, Natalia”, w której Krawczyk wyeksponował szeroką skalę swojego głosu.

Po przesłuchaniu tych piosenek dochodzę do wniosku, że płyta powinna nosić tytuł “Pamiętam ciebie z tamtych lat”. Byłby on bardziej reprezentatywny dla zawartości krążka. To jednak szczegół. Grunt, że przeboje Krzysztofa Krawczyka przetrwały próbę czasu i pozostaną z nami jeszcze długo. Na szczęście nic nie wskazuje na to, aby miało się to zmienić.

Przemysław Sobolewski

 

Dodaj komentarz