Be Vis – “To, co za mną chodzi” [RECENZJA]

Nasz ocena

“To, co za mną chodzi” jakby śledziło mnie krok za krokiem i scalało w pliki muzyczne wszystkie odczucia towarzyszące w okresie powstawania tego albumu. Tak o nowej płycie “To, co za mną chodzi” mówił Be Vis. A jakie jest nasze zdanie na temat tego krążka? Odpowiedź znajdziecie w poniższej recenzji albumu. 

fot. okładka płyty

Recenzja płyty “To, co za mną chodzi” – be vis (2021)

Be Vis to chłopak, którego jeszcze rok temu sklasyfikować można byłoby do grona artystów, którzy odnajdują się jedynie w klubowych brzmieniach. Zaczęło się od „Surfera” i przeszło przez takie klubowe utwory jak „Będę”, „Bankroll”, YSL” czy „Lustro”. Wszystko wskazywało na to, że nic bardziej ambitnego już raczej nie dostaniemy.

A szkoda, bo charakterystyczne dla rapera flow zdecydowanie przyzwalało na eksperymenty związane nie tylko z samą formą, ale też z bardziej wymagającymi instrumentalami.

Nieco ponad rok od wydania debiutanckiego krążka „Duch czasu” artysta wypuścił na świat drugi album długogrający o tytule „To, co za mną chodzi”. Można powiedzieć, że w końcu dostaliśmy pełny obraz osoby młodego rapera pochodzącego z Ostródy. Poprzednio miałem wrażenie, że płyta była wydawana w pośpiechu, a dobra jej połowa w ogóle nie powinna ujrzeć światła dziennego. Jeśli jednak chodzi o nowe wydawnictwo, to miłym doświadczeniem było usłyszeć pierwszy singiel „Byłem” i stwierdzić, że to kompletnie nowy rozdział w karierze muzyka.

„To, co za mną chodzi” to płyta nader przemyślana, posiadająca ambitne teksty, ciekawe nawiązania, a także przepełniona jest instrumentalami inspirowanymi dźwiękami największych klasyków lat 80. i 90. Swój duży atut artysta przekuł w prawdziwy diament. Mowa oczywiście o barwie głosu i flow, którymi żongluje w każdym to nowym numerze. Co ważne płyta jest zróżnicowana, a kolejno wychodzące single poprawnie zarysowały nam obraz całości.

Na „Byłem” artysta rozliczył się z demonami przeszłości i wyjaśnił wiele niedopowiedzianych spraw, co ubrał w mocno podziemny styl. Utwór „W takiej chwili, gdy jest dobrze” czerpie ogromny potencjał z melodii opartej na saksofonie, grze słownej oraz stylistycznym nawiązaniu do #hot16challenge Kubana. Następnie dostaliśmy gitarowe, nawet lekko rockowe „Jutro i tak przyjdzie nowy dzień” oraz nostalgiczne, melancholijne „V l o n e” mówiące o poczuciu samotności i chęci poznania siebie. Singlowo dostaliśmy także jedną z lepszych piosenek na tej płycie, czyli „Znaki zapytania”, gdzie artysta sam pokazuje, że doszedł do miejsca, w którym w sposób bardziej ambitny podchodzi do pisania tekstów – wspomina o braku podzielnej uwagi czy, że: „To coś więcej niż tylko słowa. Czasem lepiej jest zacząć od nowa.” Prawdziwy kunszt pisarski raper pokazał natomiast w „Ciszy”, gdzie nawiązał do „Lalki” Bolesława Prusa, serii filmów o Jamesie Bondzie, filmu „Co gryzie Gilberta Grape’a”, gry Cyberpunk2077 czy zespołu AC/DC. Niedaleko premiery płyty pojawił się nijaki utwór z Zeamsonem „Droga” oraz mocno trapowe, pewne „Nie mam 9 żyć” ft. Floral Bugs, w którym artysta wspomina o szanowaniu czasu, podejmowaniu ryzyka czy poszukiwania swojego miejsca na ziemi.

Niesinglowe kompozycje nieco tracą przy odbiorze całości, lecz na te całe 5 utworów, które nam pozostały najciekawiej prezentuje się „Kiedyś o tym nie myślałem”, gdzie wyłapiemy nawiązania do „Domu z papieru”, „Rodziny Soprano” czy  „BoJacka Horsemana”. Na wyróżnienie zasługuje też tytułowy numer „To, co za mną chodzi”, którą swoją formą chwyci za serce nie jednego słuchacza.

Ten album to nie album rapera, a świadomego artysty odnajdującego się w pisaniu ambitnych tekstów i  mającego pomysł na siebie. Cieszy otwartość na pełnię świata muzycznego oraz brak ograniczenia jeśli chodzi o własny styl. To w jakim miejscu jest teraz Be Vis po wydaniu tej płyty, stawia przed nim zapewne kolejne „znaki zapytania”. Teraz jednak pora na chociażby chwilę zasłużonego odpoczynku, a następnie tworzenie nowego materiału. Czekam na kolejne rzeczy, gdyż koło Sobela to jeden z nielicznych młodych wykonawców, którzy wnoszą powiew świeżości na polską rap scenę.

Mateusz Kiejnig

 

Dodaj komentarz