inside her – “it starts with the feet” [RECENZJA]

Nasz ocena

Debiutancka EPka zespołu inside her “it starts with the feet” miała premierę 22 lutego 2021. Cały minialbum naładowany siarczystym brzmieniem electro-rockowym dostępny jest na YouTube. Poznajcie naszą recenzję tego wydarzenia.

Recenzja płyty “it starts with the feet” – inside her (2021)

inside her to mieszanka wybuchowa. Zespół odważnie czerpie z wielu mniej oczywistych gatunków, balansując pomiędzy syntetyzmem niewspółczesnego elektro, rockową wieloznacznością, a nawet punkowym niepokojem czy wręcz metalowym kolorytem. Całość tworzy trudną do jednoznacznego określenia przestrzeń muzyczną, która w pełnej okazałości objawiła się na pierwszym albumie grupy, zatytułowanym „it starts with the feet”.

Panowie traktują swoją muzykę jako eksperyment, jednak jest on na tyle udany, że może śmiało służyć, jako solidny fundament do ich dalszych poczynań. Czerpiąc z wielu pomysłów, udało im się stworzyć spójny w konkretnej idei projekt. Różne części tej artystycznej układanki w pierwszym zetknięciu rażą, jednak po pewnym czasie zaczynają do siebie idealnie pasować.

Świeże siarczyste brzmienie przenika się z elementami klasyki metalowej, ale poprzez łamanie form tworzy coś na kształt zimnego uderzenia electro-rockowego. Przebłyskujący momentami synthwave i futurystyczne zgrywanie kompozycji, rodzi znaczącą oryginalność inside her. Zaskakującym stają się mocno rockowe zagrywki (znalazło się nawet miejsce na imponujące solówki) zagnieżdżające się w syntetycznym, czasem nieco połyskliwie pulsującym klimacie („szaleńcy.przeżyją”).

Każdy utwór posiada silny akcent, który definiuje ich muzykę w dzisiejszej współczesności muzycznej. Szczególnie dzieje się to w momentach, gdy dynamiczne dźwięki uderzają z godną pozazdroszczenia intensywnością („cold.time.zero”). Nie zawsze jednak bywa aż tak ofensywnie, o czym świadczy niezwykle klimatyczny akcent instrumentalny („…”). Znalazło się też miejsce dla większej ilości przestrzeni, gdzie jeszcze czytelniej odzywa się elektronika, sięgająca nawet lat 80. (dark.times”). Więcej klasycznych elementów znajdziemy natomiast w poruszającym kawałku, który zamyka całość („touching.her.skin”).

Ograniczenia związane z tworzeniem nie istnieją, co potwierdza zjawiskowo prezentujący się zespół inside her. To nie jest łatwa płyta, może chwilami zbyt zawoalowana i szorstka. Potrafi jednak intrygować awangardowym zaznaczeniem niełatwego – bo siedzącego głęboko w alternatywie – wątku muzycznego. inside her przełamują gatunkową stagnację kreatywnością i świeżym podejściem do takiego grania. Aż chce się słuchać, choć ich utwory wymagają odpowiedniego momentu, by móc zrozumieć skomplikowaną w pierwszym odbiorze konstrukcję albumu „it starts with the feet”. Aczkolwiek dotarcie do jego sedna, rekompensuje nam trudności związane z zaprzyjaźnieniem się z tym materiałem, a drobne niedoskonałości, które można było zniwelować jeszcze lepszą produkcją, stają się mało istotne.

Łukasz Dębowski

 

fot. materiały prasowe

Dodaj komentarz