Żabson – “Ziomalski Mixtape” [RECENZJA]

Nasz ocena

Żabson, a właściwie Mateusz Zawistowski jest jedną z bardziej charakterystycznych postaci w polskim rapie. W lutym 2021 ukazał się jego nowy album “Ziomalski Mixtape”, którego recenzję znajdziecie poniżej.

Recenzja płyty “Ziomalski Mixtape” – Żabson (2021)

Barwna postać Żabsona została szerzej zauważona około 2014 roku. „P0K0RA” wydana na jesień wspomnianego roku przyczyniła się do zwiększenia rozpoznawalności młodego rapera pochodzącego z Opoczna. Ciekawy instrumental, świeże flow i dobrze napisany, mający dużo gier słownych tekst. Padł też tam wers “(…) Chcą pobić mnie, będą bić pokłony.”

Choć single, które do tej pory wydają są często oryginalne, niekonwencjonalne i pokazują otwartość Żabsona na różne konwencje, tak albumy nigdy jakoś nie były jego mocną stroną. Były sztucznie przeciągane, zdarzały się duże wtopy, a poza singlami i pojedynczymi utworami naprawdę nie było na czym zawiesić ucha. Czy po przesłuchaniu „Ziomalskiego Mixtapu” będziemy bić pokłony przed Mateuszem, a album bije na głowę poprzednie wydawnictwo? Czy Żaba wali głową w mur na tej płycie, próbując bezskutecznie zrobić z niej dobry materiał lub bije pianę singlami, a całość krążka nic nie wnosi? Żarty żartami, ale jak wiemy – gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta… dobra. Koniec zabawy słowem i związkami frazeologicznymi. Przejdźmy do konkretów.

„Ziomalski Mixtape” to zbiór 19 utworów, w których udzielili się polscy jak i zagraniczni goście. To taki album, w którego jak się nie wczujesz, to nie zrozumiesz luźnej koncepcji, a większość jego zalet Ci najpewniej umknie. Jasne, nie jest on dla każdego. Po pierwszym przesłuchaniu myślałem, że już nigdy do niego nie wrócę. Wydawał się być kolejnym wydawnictwem Żabsona wypełnionym utworami bez pomysłu. Zrobiłem jednak drugie i trzecie podejście i okazało się, że jest na tym krążku ukryty potencjał. Są też oczywiście po prostu złe utwory, często zdobywające większe zasięgi tylko dzięki popularnym gościom na featuringu („New Year Freestyle” feat. Kizo, Chris Abolade, „Palo Santo” feat. Young Leosia, Janusz Walczuk, Beteo). Może artysta nie poczynił znacznego progresu, lecz na pewno lepiej zrozumiał i wykorzystał swoje największe atuty.

Jak już wcześniej wspominałem, Żabson potrafi celować w single. Może i pierwszy się nie udał („New Year Freestyle”), tak do następnych ciężko byłoby się przyczepić. W Walentynki 2020 roku pojawił się „Sexoholik”, który swoją formą, pomysłem i wykonaniem mógł trafić do znacznej części publiczności (tematyką raczej już nie). Był też „Młody Boss”, gdzie Mateusz wyraził swój sprzeciw i niezadowolenie z obecnych władz, czy jeden z najlepszych polskich rapowych utworów 2020 roku, czyli „Hood Angel” feat. Beteo, Benito Tuzza. Ten ostatni najwięcej zyskuje dzięki świetnemu refrenowi posiadającemu tzw. „repeat value”, chwytliwej, subtelnej melodii oraz ciekawie ułożonej, trapowej 808. Nie można też nic ujmować zwrotkom – Beteo i Tuzza zrobili kawał dobrej roboty.

Pod koniec lata Żabson udostępnił na swoim kanale klimatyczne, wbrew tytułowi emocjonalne „Bez emocji”, a jesienią dostaliśmy bujające, jeszcze lekko wakacyjne „Ulala” feat. Young Leosia, Beteo, Borucci. Kończący przedpremierową promocję mixtapu, Żabson wypuścił jeden z bardziej nietrafionych kawałków, czyli „Aromatyczne Przyprawy” feat. Mata, a zakończył przyjemnym, lekkim singlem „Obok” feat. Vladimir Cauchemar.

Na albumie nie brakuje drillu często przesiąkniętego zapachem marihuany, a wszechobecna bragga towarzysząca Mateuszowi od początku kariery daje się we znaki aż nadto. Płytę z 19 utworami dopełniają niesinglowe kompozycje, które w dużym stopniu trzymają poziom już wydanych utworów. Na szczególne wyróżnienie zasługuje „Candy Sour” ft. ADM, Janusz Walczuk, „Joker” feat. Sobel oraz „Trzygłowy Joint na B24” ft. Beteo, Janusz Walczuk. Za duży dystans trzeba pochwalić też specyficzny, charyzmatyczny „Dziadyga Freestyle SKIT” feat. Mata, który stworzony pod wpływem trawki (przynajmniej tak wnioskuje po głosie i śmiechu) idealnie pokazuje luźne założenia albumowe.

„Ziomalski Mixtape” to wydawnictwo na miarę 2021 roku. Wpuszcza trochę świeżego powiewu i pokazuje, aby nie zawsze brać życie na poważnie. Znajdą się tu jednak i utwory, w których Żabson ukazuje swoje przeżycia z tej gorszej strony, gdzie doskwiera mu samotność i przykre wspomnienia. Artysta bawi się formą i słowem, a dzięki wielobarwnym bitom wciąż trzyma się w czołówce polskiej rapgry. Czy w niej pozostanie to już zgoła inne pytanie. Na razie ma się dobrze i raczej nigdzie nie zamierza się wybierać.

Mateusz Kiejnig

 

Dodaj komentarz