Squid – “Youth” [RECENZJA]

Nasz ocena

“Youth” to najnowszy minialbum zespołu Squid, który ukazał się 8 maja 2020. To zupełnie nowy, zaskakujący kierunek duetu. Poznajcie naszą recenzję tego wydarzenia.

Squid to alternatywny duet z Wrocławia, który tworzą Kuba Łakomy i Tomasz Grządkowski. Ich muzyka to hipnotyzujące brzmienie ambientu oraz shoegazu wypełnione brudnymi, niebezpiecznymi dźwiękami i elektroniką.

Recenzja płyty “Youth” – Squid (2020)

Na albumie „Youth” zespół Squid wycofał gitary do roli klimatycznego tła. Premierowe utwory to zupełnie nowy, zaskakujący kierunek duetu, który tym razem postawił na muzykę pełną ciekawych odniesień do synthpopowej alternatywy.

 

Tych pięć kompozycji pełnych jest mroku i głębokich emocji wydobytych z czeluści elektroniki, skłaniającej się w stronę bardziej wyrafinowanego ambientu. Operując barwą dźwięku zespół nie zapomniał o rytmice, która pokazuje, że mamy jednak do czynienia z zamkniętą formą utworu muzycznego.

Squid nie kryje fascynacji filmem. Przecież w 2015 roku debiutowali EP „The Lovers”, inspirowaną obrazem „Only Lovers Left Alive” w reżyserii Jima Jarmusha. Tym razem odpływając w innym, bardziej synoptycznym kierunku, pokazali odmienne źródło artystycznego dopingu, które wyraźnie tkwi w latach 80. Chociaż te kompozycje pasowałyby też do kultowego swego czasu filmu „Drive” z Ryanem Goslingiem.

Czasem muzyka rozmywa się i stanowi rolę hipnotycznej scenerii („Prelude”). Częściej jednak pulsuje energią syntetycznych uniesień, ale też żywych emocji („Alaska”). Podobnie dzieje się, gdy odzywa się wokal Debbiah („Youth”). Motyw i linia melodyczna tego utworu przywodzi gdzieś w podtekście norweski Royksopp.

Jak na pięć kompozycji, dzieje się tu całkiem dużo. Mamy jeszcze jednego gościa. Motorboats naznaczył utwór „Those Times” własną wokalną charakterystyką, chociaż od strony instrumentalnej też jest intrygująco. Więcej w tym numerze impulsywnego zgrywania dźwięków. Podskórna nerwowość nie wytrąca go jednak poza ramy całego projektu. Tym bardziej, że staje się on jakimś preludium do kolejnego, tym razem znów instrumentalnego utworu – „Solaris”.

Znamy taką muzykę z wielu zachodnich projektów muzycznych, niemniej Squid w ogóle od nich nie odstaje. Każdy fragment tego albumu jest na wysokim poziomie, prezentując się świeżo, stylowo i klimatycznie.

Łukasz Dębowski

 

fot. materiały prasowe

Dodaj komentarz