Marek Napiórkowski – “Hipokamp” [RECENZJA]

Nasz ocena

„Hipokamp” Marka Napiórkowskiego to album łączący wyrafinowane improwizacje jazzowe ze światem elektronicznych struktur dźwiękowych i frapujących dialogów instrumentów perkusyjnych. Poznajcie naszą recenzję tej płyty.

Marek Napiórkowski jest czołowym polskim gitarzystą i kompozytorem. Od początku swojej kariery pojawia się na szczytach polskich rankingów. Doceniany przez branżę i krytykę – jedenastokrotnie nominowany, a w 2019 wyróżniony statuetką Nagrody Muzycznej Fryderyk.

Recenzja płyty “Hipokamp” – Marek Napiórkowski (Wydawnictwo Agora, 2019)

„Hipokamp” to nowa płyta Marka Napiórkowskiego wydana na 30-lecie działalności artystycznej. W żaden sposób nie należy jednak tego albumu traktować jako podsumowanie, bo muzyk nie stoi w miejscu, tworzy nowe rzeczy i co najważniejsze wciąż zaskakuje.

Nawiązania do niezbadanego obszaru jakim jest ludzki mózg (tak można wyczytać w opisie do płyty), brzmi trochę na wyrost, ale treściwie nawiązuje do muzyki, którą artysta tworzy od lat pod własnym nazwiskiem. Jeżeli coś wyzwala w nas emocje, prowokuje do myślenia i tworzy ciekawą sztukę, której nie można łatwo sprecyzować, to już mamy do czynienia z sytuacją, która otwiera nasz umysł na nowe wrażenia.

Tak też jest z płytą „Hipokamp”. Nie należy tego albumu traktować jako podsumowanie, bo pojawia się na niej kilka nowych pomysłów, a także jeszcze zręczniejsze łączenie jazzowej gitary z pojawiającymi się niespodziewanie analogowymi syntezatorami i perkusyjną rytmiką. Przy tym gitara Marka nie staje się tylko jednym z instrumentów, ale często przejmuje dowodzenie, zawsze jednak tworząc symbiozę z innymi muzykami. To nie jest aż tak bardzo oczywiste, szczególnie w muzyce jazzowej i w przypadku, gdy wprowadza się syntezatory w żywe, tak przestrzenne brzmienie.

A mówiąc o analogowych syntezatorach, trzeba wspomnieć o Janie Smoczyńskim, który był za nie odpowiedzialny. Duża kreatywność tego muzyka zaskakuje chociażby w jednym z lepszych momentów na tej płycie tj. „Niepokoju”. Na albumie zagrali także doskonali: Paweł Dobrowolski na perkusji, Luis Ribeiro na instrumentach perkusyjnych i Adam Pierończyk na saksofonie. Nadmierna ilość gości okazała się zbyteczna, tym bardziej, że charakter całości jest raczej powściągliwy.

Zaskakuje na pozór spokojna interpretacja „Space Oddity” z repertuaru Davida Bowiego, przełamana mocnymi wejściami perkusji w refrenach. Bardzo ciekawy i dosyć nieszablonowy zabieg. Znowu „Quadrato Magic” wydaje się bardziej klasycznym odniesieniem do gitarowej muzyki jazzowej.

Ten album to bardzo nieszablonowy zestaw piosenek. Nagrany z lekkim dystansem, ale co najważniejsze, powstały bez żadnego nadęcia na coś wielkiego. Dzięki temu powstała ważna płyta nie tylko w dorobku Napiórkowskiego, ale w ogóle w muzyce jazzowej tego roku.

Łukasz Dębowski

 

Dodaj komentarz