„Music Of My Heart” Mateusza Trandy to intymne impresje na gitarę akustyczną, stworzone dla wrażliwych słuchaczy szukających w muzyce prawdy i przestrzeni na oddech. Album ukazał się 10 lipca. Poniżej można znaleźć naszą recenzję tego wydarzenia.
Recenzja płyty „Music Of My Heart” – Mateusz Tranda (2023 / 2026)
Mateusz Tranda od lat buduje swój intymny świat artystyczny, gdzie z dala od szumu medialnego prezentuje muzykę daleką od banału i konfekcyjnej sztuczności. Bez komercyjnych uwikłań stara się przekazywać w utworach czystą prawdę, opartą na zawodowstwie i nieprzeciętnych umiejętnościach. Można to w pełnej krasie dostrzec na jego nowym albumie „Music Of My Heart”, na który złożyły się krótkie, nastrojowe kompozycje, oparte bardziej na emocjach, obrazach i ulotnych chwilach niż na rozbudowanej konstrukcji formalnej, choć nie zabrakło też miejsca dla improwizowanych motywów zamykających całość.
Pierwszy kontakt z tym materiałem może wydawać się mało spektakularny, bo wszystkie aranżacje są dosyć oszczędne. To spotkanie face to face z autorem muzyki, której siła tkwi w bezpośrednim ukazywaniu emocji, bez krygowania się, ale też bez zbędnych popisów mających cokolwiek udowadniać. Liczy się tutaj chwila, ulotność dźwięku przynoszącego moment oddechu, choć nie brakuje również mocniej zaakcentowanych fragmentów („Boundlessness”). Do tego odrobina podanej z wyczuciem wirtuozerii podkreśla styl całego przedsięwzięcia („Waiting On The Sun”).
Największą wartością tego materiału pozostaje brak nachalności, ale także szczerość prezentowanych muzycznych impresji, wnoszących do naszego świata autentyczną ulgę, a zarazem potrafiących poruszać swoją naturalnością (niezwykle przyjemnie płynące „Soothing Lullaby”). Artysta oddał nam kameralne miniatury, w których najważniejsze stają się barwa instrumentu, subtelność wykonania i swoboda interpretacji. Pomaga w tym zarejestrowanie materiału na vintage’owej gitarze Yamaha z lat 70., nastrojonej do częstotliwości 432 Hz. Dzięki temu muzyka zyskuje cieplejszy, bardziej organiczny charakter, który trudno odbierać inaczej niż jako wyjątkowo kojący i bezpretensjonalny. Nieprzypadkowo taki strój bywa wykorzystywany w medytacji, terapii dźwiękiem oraz praktykach relaksacyjnych.
I właśnie tutaj ujawnia się duża świadomość twórcy, jego profesjonalne podejście do muzyki oraz dostrzegalny warsztat, dalece przekraczający granice zwykłego rzemiosła. Ktoś może uznać takie spostrzeżenie za banał, ale w przypadku prostoty przekazu opartej na nieszablonowo ukazanych detalach ma ono pełne uzasadnienie, co potwierdzają także znakomite improwizacje, ze szczególnym uwzględnieniem ponad siedmiominutowej „Improvisation No. 2 Through The Ages”.
Album „Music Of My Heart” to rzeczywiście muzyka płynąca prosto z serca, ale oparta na kunszcie, który w czytelny sposób ukazuje bogactwo i jakość takiej twórczości. Totalna wolność, szerokie horyzonty i trafność doboru poszczególnych fraz tworzą unikatowy obraz tego wydawnictwa. To wciąż projekt bardzo niszowy, ale zachwycający niepospolitą zdolnością wyłapywania rzeczy pozornie nieuchwytnych. Warto dać się zaprosić do tego świata, bo coraz mniej jest idei, które z taką konsekwencją stawiają na autentyczność zamiast efektowności.
rec. Łukasz Dębowski

![Lunatic Soul – „Transition II” [RECENZJA]](https://polskaplyta-polskamuzyka.pl/wp-content/uploads/2026/07/Lunatic-Soul-Transition-II-2026.jpg)





Dodaj komentarz