„Raczej nie patrzę na świat przez różowe okulary” – Maciej Ozi Ozdoba [WYWIAD]

Maciej Ozdoba, występujący pod pseudonimem Ozi Ozdoba, konsekwentnie rozwija swój autorski projekt. Artysta, który na co dzień mieszka i pracuje w Szkocji, regularnie prezentuje kolejne odsłony swojej twórczości. Przy okazji premiery jego nowej muzyki opowiedział nam nie tylko o swojej działalności artystycznej, ale również o inspiracjach, procesie tworzenia oraz życiu poza granicami Polski.

fot. materiały prasowe

Przez wiele lat funkcjonowałeś jako DJ, dziś tworzysz autorskie piosenki. Co było momentem, w którym poczułeś, że samo granie muzyki innych przestaje Ci wystarczać? Skąd wzięła się Twoja potrzeba śpiewania?

Przez wiele lat jako DJ grałem muzykę innych ludzi i przekazywałem ich emocje. W pewnym momencie poczułem jednak, że sam też mam coś do powiedzenia. Chciałem wyrazić własny charakter, uczucia i wszystko to, co przez lata zbierało się we mnie.

Człowiek jest zajęty pracą, obowiązkami i codziennym życiem, a swoje pasje ciągle odkłada na później. Ja też tak robiłem. W końcu doszedłem do wniosku, że nie mogę całe życie czekać na lepszy moment. Po prostu trzeba zacząć robić to, co naprawdę siedzi w człowieku.

Czy doświadczenie zdobyte za konsolą DJ-ską pomaga Ci dziś podczas komponowania własnych utworów?

Bardzo pomaga. Przez lata poznałem ogromny repertuar polskich i światowych utworów, z różnych czasów i gatunków. Dzięki temu mam szerokie spojrzenie na muzykę i wiem, jak różnie można zbudować piosenkę.

Pomaga mi też znajomość tempa, rytmu, przejść i mechanizmu miksowania. Jako DJ trzeba było wyczuć energię ludzi — wiedzieć, kiedy utwór powinien narastać, kiedy ma wejść mocniej, a kiedy trzeba zostawić trochę oddechu. Teraz wykorzystuję to przy własnej muzyce.

W Twojej twórczości pojawiają się romantyczne utwory, ale też mroczniejsze kompozycje. Który kierunek jest Ci obecnie bliższy?

„Zimny ogień” jest dla mnie pewnego rodzaju kompromisem. To utwór bardziej współczesny i przystępny, ale jednocześnie ma już trochę mojego ciężaru i emocji. Tak naprawdę najbliższy jest mi kierunek, który wiele lat temu obrał Stan Borys — mocny głos, duża interpretacja, napięcie i śpiew, w którym naprawdę coś się dzieje. Chciałbym połączyć taką energię ze współczesnymi syntezatorami i elementami rocka.

Jestem ciekawy, jak polski rynek to odbierze, bo dziś niewiele osób idzie w takim kierunku. Ale czuję, że właśnie to jest najbardziej moje.

Co jest dla Ciebie ważniejsze podczas tworzenia – chwytliwa melodia czy historia i emocje?

Najpierw zawsze skupiam się na melodii i aranżacji. Chcę, żeby utwór miał własny charakter i nie brzmiał jak coś, co już było sto razy. Każda piosenka powinna mieć swój klimat i coś, po czym można ją rozpoznać. Dopiero później powstaje tekst. Musi pasować do mojego ciężkiego głosu, do melodii i do emocji zawartych w muzyce. Dla mnie wszystko musi tworzyć jedną całość.

Jak dużo w Twoich piosenkach jest osobistych doświadczeń, a jak dużo artystycznej kreacji?

Wszystkie moje utwory wyrastają z moich przeżyć i emocji. Nie zawsze opisuję jedną sytuację dokładnie tak, jak wydarzyła się w życiu, ale to, co czuję w tych piosenkach, jest prawdziwe.

Przeżyłem sporo gorzkich chwil, podobnie jak wielu ludzi. To bardzo pomaga mi w tworzeniu i interpretacji. Raczej nie patrzę na świat przez różowe okulary. Widzę go trochę jak filmowy dramat — są upadki, walka, napięcie, ale też momenty, kiedy człowiek próbuje wstać i zacząć od nowa.

„Meteor” wykorzystuje mocny obraz. Czy lubisz budować utwory wokół symboli?

Dla mnie „Meteor” nie jest tylko symbolem. To bardziej obraz naszej codzienności. Każdego dnia zmagamy się z trudnymi sytuacjami i czasami coś nagle pojawia się w naszym życiu, wywracając wszystko do góry nogami.
Na co dzień jesteśmy zajęci pracą, obowiązkami i ciągłym biegiem. Czasami trzeba się zatrzymać, rozejrzeć dookoła i spojrzeć na własne życie trochę z boku, jak obserwator. „Meteor” jest właśnie takim momentem zatrzymania.

 

Od lat mieszkasz w Szkocji. Jak życie poza Polską wpłynęło na Twoją wrażliwość i sposób tworzenia muzyki?

W Szkocji mieszka bardzo dużo Polaków, więc nie czuję się tutaj całkowicie odłączony od Polski. Mam kontakt z językiem, kulturą i polskimi ludźmi. Myślę jednak, że polską duszę ma się w sobie na zawsze, niezależnie od tego, gdzie człowiek mieszka. Zostaje w nas romantyzm, melancholia, emocjonalność i ten nasz charakterystyczny sposób patrzenia na świat. Tego nie da się po prostu wyłączyć. I na pewno słychać to także w mojej muzyce.

Jakiej muzyki obecnie słuchasz? Co jest dla Ciebie inspiracją w muzyce innych artystów?

Słucham bardzo różnej muzyki. Przez lata grania jako DJ poznałem szeroki repertuar i chyba nie potrafiłbym zamknąć się w jednym gatunku. Najbardziej interesują mnie artyści, którzy mają własny styl i których można rozpoznać po kilku sekundach. Bardzo cenię Stana Borysa za interpretację i za to, jak używał głosu do opowiadania historii. Lubię też Nicka Cave’a za mrok, surowość i ponadczasowość. Inspiruje mnie klimat Depeche Mode oraz filmowe, nowoczesne produkcje The Weeknd. Nie chodzi mi o kopiowanie tych artystów. Bardziej o ich odwagę i o to, że każdy stworzył swój własny świat.

Na co dzień pracujesz jako inżynier elektryczno-mechaniczny. Jak godzisz tak wymagającą pracę z muzyką?

Nie jest łatwo. Praca inżyniera wymaga dużej koncentracji, odpowiedzialności i często sporo energii. Po całym dniu pracy człowiek nie zawsze ma jeszcze siłę na nagrywanie, tworzenie muzyki czy miks.

Najczęściej pracuję nad utworami po pracy albo w dni wolne. Czasami jeden utwór zabiera mi cały dzień, a czasami kilka dni, bo trzeba coś nagrać ponownie, poprawić aranżację albo przebudować miks.

Z drugiej strony praca techniczna nauczyła mnie cierpliwości i rozwiązywania problemów. W muzyce mam podobne podejście. Kiedy coś nie działa, sprawdzam, gdzie jest problem, poprawiam i próbuję jeszcze raz. Nie czekam tylko na natchnienie.

Co było największym wyzwaniem w pracy nad głosem i jak rozpoczęła się współpraca z Mateuszem Psonakiem?

Największym wyzwaniem było okiełznanie mojego głosu. Jest niski, ciężki i bardzo mocny, więc nie zawsze łatwo dopasować go do współczesnego sposobu śpiewania. Do tego emocje, które mam w sobie, czasami po prostu krzyczą w moim głosie.

Musiałem nauczyć się, że siła nie zawsze oznacza głośność. Czasami spokojniej zaśpiewana fraza może powiedzieć więcej niż mocne wejście.
Mateusza Psonaka poznałem, kiedy szukałem profesjonalnej pomocy wokalnej. Jego występ w „The Voice of Poland” zrobił na mnie ogromne wrażenie, a później przekonałem się, że jest nie tylko świetnym wokalistą, ale też bardzo dobrym nauczycielem i po prostu fajnym człowiekiem. Praca z nim dała mi ogromny przeskok jakościowy. Dużo lepiej rozumiem dziś swój głos i potrafię świadomiej korzystać z jego mocy. Sporo mnie nauczył i naprawdę dużo mu zawdzięczam.

Czy jest jakiś utwór z Twojego repertuaru, który był dla Ciebie przełomowy?

Takim utworem jest obecnie „Jastrząb”. Jest bardzo emocjonalny i wymaga ode mnie dużo więcej niż tylko poprawnego zaśpiewania melodii. Muszę w nim kontrolować napięcie, stopniowo budować energię i nie pokazywać całej siły od pierwszej sekundy. Czuję, że w tym utworze mój głos, charakter i emocje zaczynają naprawdę działać razem.

„Jastrząb” pokazuje też kierunek, w którym chcę dalej iść — mocny, surowy, dramatyczny, ale jednocześnie bardziej świadomy i kontrolowany.

 

Gdybyś miał wskazać jeden cel, który najbardziej chciałbyś osiągnąć jako artysta w najbliższych latach, co by to było?

Oczywiście chcę stworzyć własny styl i dojść do momentu, w którym po kilku sekundach ludzie będą wiedzieli, że to jest Ozi Ozdoba. Ale od kilku miesięcy chodzi mi po głowie też większy pomysł. Chciałbym stworzyć pewnego rodzaju muzyczny klub internetowy działający na żywo na TikToku i YouTube. Zapraszałbym tam artystów i ciekawych gości. Mogliby pokazywać, jak tworzą muzykę, jak ćwiczą, jak pracują nad swoim głosem i jak brzmią bez całej studyjnej obróbki. Mogliby śpiewać a cappella, prezentować nowe utwory albo po prostu opowiadać o swojej drodze.

Interesuje mnie nie tylko gotowa piosenka, ale też to, co dzieje się wcześniej — próby, błędy, rozwój i prawdziwa praca artysty. Chciałbym stworzyć miejsce, w którym muzycy mogą się pokazać, a ludzie zobaczą muzykę od środka.

 

Surowość zamiast kompromisów. Ozi Ozdoba i jego „Zimny ogień” [RECENZJA]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *