
28 maja ukazał się „Niemy 5.0” – trzeci album Nieme Kino, poznańskiej formacji tworzącej elektroakustyczną melopoezję o stanach wypowiadanych ciszej niż się myśli. Poniżej można znaleźć naszą recenzję tego niezwykle ciekawego wydarzenia.
fot. okładka albumu
Recenzja płyty „Niemy 5.0” – Nieme Kino (2026)
Nieme Kino to zespół, choć tak naprawdę za nowy album w pełni odpowiada jego lider, wokalista, kompozytor i autor tekstów Bartosz „Niemy” Stróżyński, mający bardzo czytelną wizję tego, co chce osiągnąć. Płyta „Niemy 5.0” jest więc najpełniejszym zobrazowaniem jego artystycznej koncepcji, ukrytej w intymnym świecie, gdzie kameralnie ukazane brzmienia i nostalgia układają się w specyficzny obraz całości. Ta muzyka, choć dojrzała i rozwinięta pod względem kompozycyjnym, posiada wiele subtelności tworzących wyjątkowy mikroklimat, w którym trudno nie utonąć.
Przy tym albumie można już z pełnym przekonaniem powiedzieć, że twórca stworzył własny teatr wyobraźni, wymagający skupienia, ale niebędący czymś trudnym w odbiorze. Po prostu trzeba całkowicie zanurzyć się w tej rzeczywistości, by dostrzec wszystkie jej walory, a tych jest naprawdę wiele. Przede wszystkim urzeka swoboda, z jaką muzyka unosi się we swej specyfice i wyjątkowości. Elektroakustyczne dźwięki mieszają się z poetyką słów, które w przestrzennie rozpisanych kompozycjach rzucają właściwe światło na przekazywane treści.
Artysta doskonale wie, jakich środków użyć, by zostać usłyszanym w tej muzycznej płynności, co należy uznać za jeden z istotnych atutów. W jego alternatywnej niepospolitości czujemy puls brzmienia delikatnie okalającego rdzeń tego projektu, bez którego ten nie miałby aż takiej siły oddziaływania. Tym bardziej że stoi za tym charyzmatyczna osobowość, potrafiąca nadać każdej warstwie odpowiednią głębię i znaczenie.
Najlepszym przykładem pozostaje utwór „Historia”, który choć niesie ciężki przekaz, staje się esencją całego wydawnictwa. Przykryte smutkiem, nieco nostalgiczne, a momentami ciut bolesne wersy zamieniają się w nasyconą wspomnieniami fotografię unoszącą się na dźwiękach piosenki autorskiej, mocno zespolonej z wrażliwością Bartosza. Nic nie jest tu jednak do końca oczywiste, dlatego otrzymujemy również inne spojrzenie na muzyczną narrację, gdzie syntezatorowy nerw subtelnie pobudza jazzujące w tle instrumentarium („Much”). Może jedynie czasami pojawia się pewien niedosyt i chęć usłyszenia czegoś mocniej zarysowanego, choć tak naprawdę „Woda” przynosi wyraźną odmianę na tle całości, zamykając album w sposób nadal wysublimowany, ale już znacznie mniej spokojny.
Bardzo cieszy fakt, że Nieme Kino podkreśla własny język artystyczny, nie powielając rozwiązań dominujących w szeroko pojętej muzyce alternatywnej. To duża sztuka istnieć na własnych warunkach, bez oglądania się na trendy, tworząc niestandardową mieszankę brzmień, gdzie najważniejsze pozostają treść i uczucia. Bez nich ten album nie byłby tak dorodny. „Niemy 5.0” to płyta, której warto poświęcić czas, próbując zrozumieć jej zamysł wykreowany przez Bartosza Stróżyńskiego. Pięknie prezentuje się wieczorem – warto sprawdzić.
Łukasz Dębowski
Ciszej niż myśli. Nieme Kino prezentuje album „Niemy 5.0” [PREMIERA]





