„Wolność twórcza daje mi wielką siłę” – Karol Ossoliński [WYWIAD]

„Ogień miłości” to kolejny album Karola Ossolińskiego, utrzymany w klimacie emocjonalnego synth-popu inspirowanego estetyką lat 80. Premiera płyty odbyła się pod naszym patronatem medialnym. Poniżej można przeczytać nasz wywiad z artystą, w którym opowiada on o wielu wątkach związanych z nowymi utworami oraz o długiej drodze niezależnego twórcy, prowadzącej go do obecnego miejsca.

fot. Kamila Makarewicz

Jaka była geneza powstania albumu „Ogień miłości”? Na ile większa przystępność tego materiału była świadomą decyzją, a na ile efektem procesu twórczego?

Materiał na album “Ogień miłości” tworzyłem w wieloletnim procesie. Na poziomie literackim i emocjonalnym piosenki powstawały i dojrzewały w atmosferze rozmaitych, osobistych doświadczeń, refleksji, miłosnych uniesień i porażek. Po raz pierwszy odważyłem się tak otwarcie napisać piosenki o miłości i chciałem ubrać je w przebojową, radiową formę. Z jednej strony możemy mówić o kalkulacji, z drugiej – jest to moja niezależna, odważna decyzja o pewnym flircie z konwencją.

Czy ten album można uznać jako świadomy zwrot komunikacyjny w stronę szerszego grona odbiorców?

Marzę o tym, by być artystą popularnym i rozpoznawalnym w polskiej branży muzycznej. Mój nowy album jest takim komunikatem – jestem dla Was i zapraszam!

Czy czujesz, że album „Ogień miłości” jest bardziej przebojowy od Twoich wcześniejszych dokonań? Czy jest to również próba wyjścia ze swoją muzyką do rozgłośni radiowych? Jak w ogóle oceniasz rolę radia w dzisiejszych, internetowych czasach?

Zdecydowanie tak. Na początku pracy nad produkcją, miksem i aranżacją utworów z albumu podjąłem kilka kluczowych decyzji wspólnie z Markiem Dziedzicem, który współprodukował „Ogień miłości” oraz zadbał o jego oryginalny, oldschoolowy charakter brzmienia, przy jednoczesnym zachowaniu nowoczesnej dynamiki i efektownej stylistyki piosenki. Podkłady perkusyjne wyprodukował Piotr Wykurz, nadając moim kompozycjom nowe życie i przebojowy flow, a chórki Martyny Bacik, dodały muzycznego charakteru i piękna.

Ja… odkąd pamiętam marzę o nagraniu takiego jednego, rozpoznawalnego uniwersalnego przeboju. Jeśli na tym albumie jeszcze to się nie wydarzyło, będę próbował dalej.

Rozgłośnie radiowe tylko w kilku przypadkach promowały moje nowe single – byłem grany w Radiu Lublin, we wrocławskim radiu RAM. Niestety moje single nie trafiły na listy przebojów… Mam wrażenie, że rozgłośnie radiowe mają pewne “rezerwacje” dla sprawdzonych wykonawców i labeli. Ale my niezależni twórcy nie możemy poddać się nigdy!

 

„Ogień miłości” brzmi jak metafora bardzo pierwotna, ale Twoje teksty często operują napięciem między bliskością a dystansem – czym dla Ciebie jest ten „ogień” w kontekście współczesnych relacji?

Pisząc teksty, staram się dawać przestrzeń do indywidualnej interpretacji, subiektywnego przeżycia piosenki, niczego nie narzucać odbiorcy. Taka twórczość zawsze była mi bliska i inspirująca. Tytułowy “ogień” dla mnie osobiście jest pewną instynktowną siłą, która pozwala trwać, wzrastać w miłości, pomimo… Zdaję sobie sprawę, że współcześnie naprawianie relacji, praca, trud nie są modne i wygodne.

Czy traktujesz ten album jako spójną narrację o miłości, czy raczej zbiór osobnych stanów emocjonalnych, które dopiero w całości układają się w opowieść?

W pewnym sensie jest to album konceptualny, przedstawia różne oblicza miłości, jak i przeszkody stojące na drodze do tego przeżycia. Dla mnie jednak “Ogień miłości” jest przede wszystkim zamknięciem bardzo konkretnego, długoletniego etapu w życiu.

Na ile estetyka lat 80. i 90. jest dla Ciebie językiem, a na ile filtrem, przez który reinterpretujesz współczesne brzmienie?

Estetyka lat 80. i 90. jest mi naturalnie bliska, wychowałem się na brzmieniach z tamtych lat. W swoim muzycznym studio posiadam oryginalny syntezator z lat 80. oraz modele odzwierciedlające i imitujące muzyczny charakter i vibe tamtych czasów.

 

fot. okładka płyty


Jak według Ciebie zmieniło się Twoje pisanie tekstów na przestrzeni lat? Co dla Ciebie jest teraz najważniejsze w wyrażaniu się poprzez słowo?

Najważniejsza jest i zawsze będzie dla mnie szczerość wyrazu. Pisanie tekstów traktowałem często terapeutycznie i oczyszczająco, zwłaszcza po dramatycznych przeżyciach. Twórczość jest wówczas oazą wolności. Miewam doświadczenia, gdy w codziennych czynnościach zatrzymuje mnie jakiś wers, który posiada melodię – nucę w kółko i zapisuję, po czasie oceniam jego wartość.

Aktualnie pochylam się nad większą świadomością, jak ważnym i odpowiedzialnym zadaniem jest napisanie dobrego literacko tekstu – analizuję, podziwiam wybitne szlagworty i dążę do kreowania własnych, równie wartościowych.

Od lat funkcjonujesz jako artysta niezależny. Jak dziś definiujesz swoją niezależność – bardziej jako wolność twórczą czy konieczność organizacyjną?

Wolność twórcza daje mi wielką siłę, uwielbiam planować kolejne muzyczne wizje i działania. Niezależność ma również swoją cenę. Zdajemy sobie sprawę, jak wielu artystów – pukających od lat do bram mainstreamu – poddaje się i rezygnuje z pasji. Ja mam taką pewną wadę – nie umiem się poddawać.

Czy czujesz, że znalazłeś już swój idiom, czy „Ogień miłości” to etap przejściowy, bo być może w planach masz już zupełnie inny projekt muzyczny?

“Ogień miłości” będzie miał swoją kontynuację. O szczegółach nie mogę jeszcze szerzej opowiadać, ale… w planie jest album, który ma już swój tytuł – będzie poruszał tematykę miłosną w obliczu współczesnych wyzwań i młodzieńczych wizji, wspomnień, rodem z lat 90. Muzycznie podobnie, choć planuję rozbudować piosenkową formułę znaną z tegorocznej płyty.

Jak wyobrażasz sobie koncertową wersję tego albumu – bliżej jej do intymnego setu, czy jednak pełnoprawnego, tanecznego live actu? I czy w ogóle byłbyś zainteresowany prezentowaniem nowego albumu podczas koncertów?

Mam wizję powrotu na scenę. Z dzisiejszej perspektywy najbardziej realną formą mojego występu live będzie solo act – z dużą ilością rekwizytów, emocji i niespodzianek.

Jak dziś czujesz się jako artysta tworzący muzykę? Czujesz się w jakimś stopniu spełniony artystycznie?

Trudno mi mówić o spełnieniu. Zawsze stawiam sobie wysoko poprzeczkę, a później mierzę się z trudem i pewnego rodzaju rozczarowaniem. Myślę, że to cena drogi rozwoju. Ten album pokazał mi, jak dużo mam w sobie wytrwałości, odwagi i był naprawdę ważnym krokiem. Dzięki tej pracy, uporządkowałem wiele aspektów muzycznej działalności w obliczu kolejnych wyzwań – nadchodzących niespodzianek i koncertów.

 

Karol Ossoliński – „Ogień miłości” [RECENZJA]

Zostaw odpowiedź