Karol Ossoliński – „Ogień miłości” [RECENZJA]

Nasz ocena

„Ogień miłości” to nowy album Karola Ossolińskiego utrzymany w klimacie emocjonalnego synth-popu. Premiera płyty odbyła się 8 kwietnia pod naszym patronatem medialnym, a poniżej można znaleźć recenzję tego wydarzenia.

fot. okładka albumu

Recenzja płyty „Ogień miłości” – Karol Ossoliński (2026)

Karol Ossoliński to artysta kompletny, mający konkretną wizję tego, co na danym etapie działalności interesuje go w muzyce. Po surowych produkcjach, czasem trudniejszych w odbiorze projektach, powraca z nową energią, prezentując najbardziej przebojowy materiał w swoim dorobku. Album „Ogień miłości” zwraca uwagę świetną realizacją oraz wyraźnie określonym kolorytem muzycznym, opartym nie tylko na syntezatorowych brzmieniach. Ważne miejsce zajmują proste, melodyjne konstrukcje oraz głęboki przekaz ukazany w nietypowej oprawie, przywołującej estetykę lat 80. i 90.

Siłą tej płyty jest luz, pewna łatwość w odnajdywaniu czytelnych środków wyrazu oraz umiejętne budowanie klimatu, który albo zaakceptujemy, albo zupełnie do nas nie trafi. To pokazuje, że każda piosenka jest stylowa i ma wyraźny charakter, nie uciekając przy tym w stronę nadmiernej powagi. Artysta bawi się przyjętą konwencją, a jednocześnie nadaje jej indywidualny rys, balansując na granicy kontrolowanego kiczu i artyzmu. Nigdy jednak nie przekracza granicy dobrego smaku, nie eksponując przesadnie prostych zabiegów budujących piosenkową wymowę całości. Nie ma tu taniego efekciarstwa, które mogłoby pogrążyć całe przedsięwzięcie. Trzeba więc przyznać z pełną odpowiedzialnością – ta strategia działa i to bez usilnego opierania się na sprawdzonych, oklepanych w mainstreamie wzorcach.

W tym przypadku sprawdzają się melodie prowadzone na analogowych brzmieniach syntezatorów, które momentami nadają mocno energetycznego tonu (umiejętnie obudowany „Pulp Fiction”), choć zdarzają się też większe próby rozwinięcia idei stojącej za albumem (bardziej syntetyczne „Blizny”). Dynamiczne akcenty nie przykrywają spokojniejszych, subtelnie poprowadzonych fragmentów (frapujący „Ogień miłości”), a także tych o bardziej radiowym, lecz wciąż nieco awangardowym charakterze i z wokalem bliskim rejestrom Artura Rojka („Nie będę” nagrany z udziałem Martyny Bacik). Pojawia się również coś bardziej nastrojowego, a zarazem dojrzalszego w swojej wymowie (daftpunkowy motyw w „Pluszowym”).

„Módlmy się, aby kochać – i kochaj, i kochaj” – te słowa usłyszymy na samym końcu, domykając zebrane na tej płycie opowieści. Bo trudno mówić o tych kompozycjach bez warstwy tekstowej, krążącej wokół niebanalnie ukazanej miłości. Słucha się tego znakomicie – materiał angażuje uwagę, a jednocześnie nie traci kontroli nad formą. „Ogień miłości” Karola Ossolińskiego to zaledwie kilka piosenek, ale jakże stylowo ukazanych i konsekwentnie poprowadzonych. To synth-pop dla zakochanych – lub tym uczuciem poparzonych.

Łukasz Dębowski

*****

Emocjonalny synth-pop. Karol Ossolinski z albumem „Ogień miłości” [PATRONAT]

Zostaw odpowiedź