,

„Radość z grania jest esencją, która nas napędza” -Insekt [WYWIAD]

INSEKT w singlu „Czarny Pudel” przygląda się stresowi, przebodźcowaniu i obojętności, które coraz mocniej wpisują się w codzienne relacje. Z zespołem rozmawiamy o nowej płycie, koncertowej energii, muzycznych inspiracjach i działaniu na własnych zasadach.

fot. materiały prasowe

INSEKT w singlu „Czarny Pudel” przygląda się stresowi, przebodźcowaniu i obojętności, które coraz mocniej wpisują się w codzienne relacje. Z zespołem rozmawiamy o nowej płycie, koncertowej energii, muzycznych inspiracjach i działaniu na własnych zasadach.

Jaka była geneza powstania nowego singla „Czarny Pudel”? Co było punktem wyjścia do tego utworu? Czy do tworzenia kompozycji zawsze podchodzicie tak samo?

    Do komponowania podchodzimy bardzo oldschoolowo: przynosimy pomysły do sali prób i wspólnie sprawdzamy, czy „działają” i czy sprawiają nam frajdę. Piosenki powstają czasem miesiącami, bo lubimy się nimi bawić i często wywracamy pierwotny koncept do góry nogami. Tak było również w przypadku „Czarnego Pudla”. Zaczęło się od riffu i pomysłu, które później wspólnie przefiltrowaliśmy jako zespół, aż powstała ostateczna wersja utworu.

    Tytuł „Czarny Pudel” jest dość przewrotny i obrazowy. Czarny SUV, czarny pudel, czarne myśli — czy ten zestaw symboli miał od początku tworzyć jedną historię, czy znaczenie utworu wyłoniło się dopiero podczas pisania tekstu? Jak podchodzisz do pisania tekstów, żeby dobrze współgrały z muzyką?

      Przede wszystkim zawsze zaczynamy od muzyki. To ona buduje klimat i emocje utworu, a one wpływają później na melodię i tekst. Początkowe słowa miały od razu stworzyć wyraźny dysonans między pozornym szczęściem a tęsknotą za bliskością i brakiem obojętności. Chcieliśmy jednak opowiedzieć o tym w sposób lekko przerysowany — po „insektowemu”.

      W „Czarnym Pudlu” interesujący jest motyw braku, którego nie potrafimy nazwać. Czy według was współczesnemu człowiekowi coraz trudniej rozpoznać własne potrzeby, bo nieustannie bombardują go cudze oczekiwania i kolejne rzeczy, które rzekomo powinien mieć?

        Żyjemy w czasach, w których bodźce bombardują nas z każdej strony. Ekrany podpowiadają nam, co myśleć, jak postępować, jak wyglądać i co robić. W tym natłoku łatwo zgubić własne, autentyczne potrzeby — te, które wynikają z naszego charakteru i doświadczeń. Stajemy się produktem oczekiwań oraz trendów kreowanych przez twórców internetowych, często w celach komercyjnych. A przecież chodzi o to, żeby być sobą, znaleźć przestrzeń na refleksję i uważniej przyglądać się światu oraz ludziom wokół. Bo obojętność zabija.

        fot. materiały prasowe

        Utwór „Nikt tego nie puści w twoim radio” już samym tytułem stawia pytanie o miejsce zespołu w muzycznym obiegu. „Czarny Pudel” kieruje uwagę bardziej w stronę codziennych relacji i kondycji człowieka. Czy te single łączy wspólny sposób patrzenia na rzeczywistość, czy każdy otwiera zupełnie inny rozdział nadchodzącej płyty?

          To bardzo różne piosenki — zarówno muzycznie, jak i tekstowo. Inna była też geneza ich powstania. „Nikt tego nie puści w twoim radio” zrodził się z potrzeby, żeby dać upust emocjom i wykrzyczeć absurd. Jest w nim też sporo autoironii: angażujemy się w tworzenie muzyki, nagrywamy ją z dbałością o produkcję, gramy dziesiątki koncertów rocznie i podejmujemy ambitne wyzwania — jak występ na Pol’and’Rock Festival z kwartetem smyczkowym i sekcją dętą — a mimo to nie mamy gwarancji przełomu. Jesteśmy tego świadomi i pogodziliśmy się z tym, że komercyjny sukces może nie nadejść. Nic nam się nie należy. Najważniejsze, że gramy szczerze, bez kalkulowania i podporządkowywania muzyki wynikom. Po prostu gramy tak, jak czujemy. Zabawne, że utwór mimo wszystko pojawiał się w ogólnopolskich rozgłośniach radiowych.

          Piosenki na albumie będą eklektyczne. To nie będzie koncept album podporządkowany jednemu brzmieniu czy kierunkowi. Chcemy, żeby słuchacz nie miał poczucia monotonii ani jednowymiarowości.

          INSEKT porusza się na styku alternatywnego rocka, grunge’u i punkowej surowości, ale nie zamyka się w jednym schemacie. Czy macie już jasno określone wyobrażenie o brzmieniu zespołu, czy nadal bardziej interesuje was sprawdzanie, dokąd można przesunąć jego granice? Czego szukacie dziś w muzyce?

            Nie kalkulujemy i nie zakładamy z góry, w jakim kierunku muzycznym mamy pójść. Jeśli będziemy chcieli skomponować balladę o miłości — zrobimy to. Jeśli najdzie nas ochota na metalowy kawałek i darcie mordy przez cztery minuty — też nikt nas nie powstrzyma. Cieszymy się twórczą wolnością i brakiem ograniczeń. Sami ich sobie nie narzucamy. A ostatecznie i tak zabrzmimy jak… INSEKT.

            Kiedy pracujecie nad nowym utworem, co jest dla was najważniejszym sprawdzianem: odpowiednia energia czy to, czy dobrze działa jako piosenka?

              Najważniejsze, żeby sam pomysł nas cieszył. Jeśli czujemy radość i dobrze się przy nim bawimy, to znak, że idziemy w dobrą stronę.

              fot. materiały prasowe

              Czy nowy materiał powstawał z myślą o tym, jak zabrzmi na koncertach, czy dopiero po nagraniu zaczęliście odkrywać jego potencjał sceniczny? Jakie znaczenie ma dla was to, że piosenki mogą nabrać innego wymiaru w bezpośrednim kontakcie z publicznością?

                Potencjału scenicznego nie da się przewidzieć. Czasem utwory, które w naszej ocenie świetnie sprawdzą się na koncertach, nie trafiają do publiczności. Zdarza się też odwrotnie: piosenka, która nie wydawała nam się szczególnie obiecująca, ma chwytliwą frazę albo tekst, który ludzie zapamiętują — i to właśnie niesie ją dalej.

                Macie już na koncie dwa albumy, a między „Mendą 2.0″ a „Różowym albumem” minęło kilka lat. Jak, z waszej perspektywy, zmienił się INSEKT w tym czasie? Jak patrzycie dziś na swoją twórczość?

                  Z perspektywy czasu wiemy, że nie warto poddawać się presji — ani własnych oczekiwań, ani terminów — jeśli działa to na naszą niekorzyść. Na obecnym etapie najważniejsze jest dla nas tworzenie rzeczy, które cieszą nas i są jakościowe. Radość z grania jest esencją, która nas napędza, i jedną z największych wartości w zespole.

                  Obecnie jesteście w trasie koncertowej. Czego słuchacze mogą się spodziewać? Jak wygląda koncertowe oblicze INSEKTU?

                    Trzystu procent energii od pierwszych dźwięków! Będzie co pośpiewać i do czego potańczyć. Na żywo staramy się maksymalnie angażować słuchaczy.

                    Czy przy pracy nad nową płytą postawiliście sobie konkretny cel, którego wcześniej nie udało się wam zrealizować? Może chodzi o brzmienie, sposób komponowania, teksty albo o to, jak chcecie funkcjonować jako zespół?

                      Chyba nie. Mamy do siebie duże zaufanie muzyczne i dajemy sobie nawzajem sporo wolności. Przy komponowaniu i szukaniu brzmienia nie trzymamy się sztywnych ram. Jeśli mamy ochotę coś zrobić, po prostu to robimy — czy chodzi o zaproszenie kwartetu smyczkowego, czy o współpracę z producentem, który wzbogaci utwory na przykład o sample. Nie mamy konkretnych założeń, ale nie stawiamy sobie też granic.

                      Jakie znaczenie ma dla was sukces związany z nową muzyką? Mierzycie go przede wszystkim reakcją publiczności i frekwencją na koncertach, czy ważniejsze jest poczucie, że udało wam się nagrać materiał zgodny z własnymi założeniami?

                        Najbardziej cieszy nas pozytywny odbiór nowych utworów na koncertach — to właśnie tam możemy skonfrontować je z publicznością. To, co dzieje się w sieci, jest ważne, ale w świecie algorytmów i mediów społecznościowych, które coraz mniej sprzyjają prawdziwym relacjom ze słuchaczami, ma dla nas znaczenie drugorzędne.

                        Czy polska scena rockowa daje dziś wystarczająco dużo przestrzeni zespołom, które nie wpisują się w radiowy mainstream? Co jest największą barierą dla niezależnych grup: dotarcie do słuchaczy, dostęp do koncertów czy przebicie się przez nadmiar nowych premier?

                          Rynek jest zalany świetną muzyką, więc trudno się przez nią przebić. Najłatwiej byłoby kogoś obrazić, pokazać tyłek albo zrobić z siebie klauna w mediach społecznościowych. My wybieramy tę trudniejszą drogę: konsekwencję i cierpliwość. Nie jest to droga na skróty, ale przynajmniej nie udajemy kogoś, kim nie jesteśmy, dla poklasku. Barier jest oczywiście więcej, ale staramy się je pokonywać wytrwałością i konsekwencją.


                          • Aleksander Dębicz – „12 Dreams for Piano” [RECENZJA]
                          • 30-lecie płyty „Wszystko się może zdarzyć” Anity Lipnickiej