,

NANGA – „Duchy” [RECENZJA]

NANGA wraca z zaświatów z albumem „Duchy”, zanurzonym w nostalgii za latami 90. i początkiem XXI wieku. Popkulturowe tropy, upiorne syntezatory, pulsujący groove i charakterystyczny wokal Magdy Dubrowskiej tworzą tło dla jej tekstów, w których sentyment spotyka się z autorefleksją. Poniżej można znaleźć naszą recenzję teo wydawnictwa.

fot. okładka płyty

Nasza ocena:

NANGA wraca z zaświatów z albumem „Duchy”, zanurzonym w nostalgii za latami 90. i początkiem XXI wieku. Popkulturowe tropy, upiorne syntezatory, pulsujący groove i charakterystyczny wokal Magdy Dubrowskiej tworzą tło dla jej tekstów, w których sentyment spotyka się z autorefleksją. Poniżej można znaleźć naszą recenzję teo wydawnictwa.

Recenzja płyty „Duchy” – NANGA (Mystic Production, 2026)

NANGA to bez wątpienia zespół, który trudno pomylić z jakimkolwiek innym. I to nie tylko ze względu na styl muzyczny, ale też charakterystyczny, lekko chropowaty głos Magdy Dubrowskiej i jej przykuwające uwagę, literackie teksty. Te ostatnie stały się wręcz znakiem rozpoznawczym formacji, która właśnie zaprezentowała swój trzeci album „Duchy”, ugruntowujący jej pozycję i potwierdzający wypracowany styl. Obrazowe opowieści idą tu w parze z surowymi bitami, oszczędnie serwowanym riffem i jazzującymi szarpnięciami. Całość osadzona jest w konceptualnym zamyśle, co sugeruje już sam tytuł płyty. Mocno wyczuwalny jest też ukłon w stronę lat 90., co akurat nie jest nowością.

Niby posługują się prostymi środkami muzycznymi, a jednak wszystko u nich jest trochę dziwne, zupełnie poza stereotypowym odgrzewaniem znanych schematów. Ta dziwność wciąż się rozwija i tworzy koloryt nowego albumu, który choć nie wykracza poza rozpoznawalne projekcje artystyczne z poprzednich płyt, to jednak ma w sobie tę świeżość, która nie zapycha naszej uwagi odtwórstwem. Grupa balansuje na granicy rocka alternatywnego, elektroniki, jazzu i niezmiennie – hip-hopu, a to za sprawą melodeklamowanych tekstów, ścierających się z ciekawie uchwyconą rytmiką, idącą w stronę ciepłych, choć niekiedy również upiornych brzmień.

Zespół nie boi się zbliżeń w stronę kiczu, ale nigdy nie czerpie z niego w bezpośredni sposób. To raczej inspiracja wzbogacona głębszą ideą niż celowe upraszczanie kawałków, o czym świadczą dancingowe nuty podbite knajpianymi dźwiękami saksofonu w „Deathstyle Magazine”. Ta syntezatorowa tkanka faktycznie czasem staje się łatką kompozycji, jak w „Ghosting” z udziałem DJ-ki Praktycznej Pani (archaiczne skrecze) i nie każdemu musi się to podobać.

Tytuł „Duchy” może sugerować, że dostajemy piosenki podszyte sentymentem za minionymi czasami. To jednak byłoby zbyt oczywiste w przypadku Magdy, która nigdy nie stawia na proste, czytaj: banalne rozwiązania. Owszem, teksty trafią raczej do dojrzalszego słuchacza, bo ich kontekst bywa mrugnięciem okiem do minionych czasów („Rocky”, „Soprano”, „Sok z żuka”), ale jednocześnie kryje się w nich odniesienie do dzisiejszych realiów – inteligentne, błyskotliwe, a przy tym czytelne. We wspomnianym utworze „Ghosting” słyszymy przecież słowa: „Dziś mnie ghostujesz, jestem Ci obca, nic nie lajkujesz, nie oznaczasz w postach”.

NANGA po raz kolejny udowadnia, że o wszystkim można opowiadać bez zadęcia, za to z wyobraźnią, przekorą i sporą dawką przewrotnego humoru. „Duchy” nie są wyłącznie nostalgiczną podróżą w przeszłość, bo pod warstwą popkulturowych skojarzeń kryje się całkiem trzeźwe spojrzenie na teraźniejszość. I choć czasem można odnieść wrażenie, że zespół celowo skręca w rejony, w których zdrowy rozsądek bierze wolne, trudno odmówić mu konsekwencji. W końcu nie każdy potrafi oswoić duchy przeszłości, jednocześnie tak celnie punktując absurdy dnia dzisiejszego.

rec. Łukasz Dębowski


  • Aleksander Dębicz – „12 Dreams for Piano” [RECENZJA]
  • 30-lecie płyty „Wszystko się może zdarzyć” Anity Lipnickiej