„Nieba krzyk i król Wiatr” to najnowszy album projektu Pol Wanda, za którym stoi Michał Krysztofiak, współzałożyciel, gitarzysta i wokalista zespołu Oranżada. Wydawnictwo zawiera dziesięć piosenek balansujących między alternatywnym folkiem, poetyckim songwritingiem i psychodelią. Z okazji wydania tej płyty zadaliśmy artyście kilka pytań.
Zacznijmy od samego początku. Skąd właściwie wzięła się potrzeba powołania do życia Pol Wandy? Czy był to impuls, który pojawił się nagle, czy raczej stopniowo narastająca potrzeba osobnej, bardziej osobistej wypowiedzi?
To jest oczywiście taka układanka wielu elementów. Pomysł pojawił się wiele lat temu, w 2012 roku. Z jednej strony była to oczywiście jakaś potrzeba wyrażenia samego siebie i zrobienia czegoś po pierwsze samemu, po drugie zupełnie inaczej, bez konieczności dyskutowania pewnych rzeczy z kolegami, ale też wzięcia tej całej odpowiedzialności na siebie. Pojawiło się to naturalnie. Co ciekawe wcześniej nie grałem na gitarze akustycznej ani klasycznej w ogóle. Nie potrafiłem zagrać i zaśpiewać jednej piosenki sam, z gitarą akustyczną. Pomyślałem, że to dziwne. 😊
Jak moja córka była mała to zwykle ja ją kąpałem. Ona bawiła się w wannie, a ja brałem tę gitarę i coś tam plumkałem. Podczas tego grania pojawiały mi się takie bardzo różne, fajne riffy i patenty – zawsze tworzę muzykę od riffów, od muzyki zaczynam – i to mi się strasznie podobało. Na tyle, że postanowiłem to wykorzystać.
Do tego doszły też elementy jakiegoś ego, udowadniania czegoś samemu sobie i to się po prostu nałożyło. Tak to powstawało – pierwsza płyta powstawała w 2012 roku, potem odłożyłem ją na półkę, ale cały czas to we mnie żyło i chciałem to pociągnąć. No i teraz się wydarzyło to, co się wydarzyło, czyli kolejna płyta.
Czy Pol Wanda od początku miał być projektem solowym, czy jego kształt wyłonił się dopiero w trakcie pracy nad pierwszymi piosenkami? Innymi słowy: najpierw pojawiła się potrzeba, żeby coś powiedzieć, czy pomysł na to, jak i pod jakim szyldem to zrobić?
Tak. Od początku miał to być projekt solowy. To trochę się wiąże z tym co mówiłem wcześniej. Najpierw właściwie pojawiła się potrzeba, żeby to zrobić. Ona też pojawiła się jednocześnie z tym, jak to będzie wyglądało – czyli że będzie ta gitara (wtedy jeszcze klasyczna, akustyczna przyszła później) i będzie to głos. Oczywiście miałem pewne wyobrażenia. Wiedziałem na pewno, że to nie będzie facet z gitarą i ogniskowe piosenki, bo to nie do końca jest mój styl. Generalnie zależało mi na bardziej alternatywnej formie, stąd te różne, chociażby kierunkowe zabiegi, efekty. I też to pewnie słychać, że to nie jest takie delikatne, tylko bardziej mocne granie na gitarze akustycznej.
Jako współzałożyciel, gitarzysta i wokalista Oranżady funkcjonowałeś od lat w określonej formule zespołowej. Czy stworzenie Pol Wandy było próbą powiedzenia czegoś, czego nie dałoby się powiedzieć językiem Oranżady?
Tak, to znowu trochę nawiązuje do poprzednich pytań. Na pewno jest to zupełnie inna forma wyrazu. Pewnie dałoby się to powiedzieć też w Oranżadzie, ale ogólnie samo instrumentarium jest specyficzne, inne. Język przekazu staje się całkowicie inny, forma jest inna i de facto mówisz i grasz w trochę inny sposób.

fot. okładka płyty
Na tej płycie bardzo mocno obecna jest natura: Wisła, wiatr, żurawie, droga, krajobraz. Czy przyroda jest dla Ciebie przede wszystkim źródłem inspiracji, czy raczej językiem, za pomocą którego można opowiedzieć o człowieku?
To jest ciekawe pytanie, bo z jednej strony jest źródłem inspiracji, ale rzeczywiście jest tak, że większy ciężar przesunąłbym na tę stronę, że jest to język wyrazu. Lubię jak są trochę poetyckie, ale też niebanalne. I faktycznie natura pozwala mi wyrazić się w taki sposób – mam nadzieję, niebanalny. Głosy, które do mnie dochodzą, świadczą o tym, że to się udało. Też opracowałem sobie taką technikę, że często wyobrażam sobie pewne rzeczy: zamykam oczy, widzę obrazy i tam często pojawia się przyroda. Próbuję to w jakiś sposób opisać, łącząc to oczywiście z jakimś przekazem, który mam w głowie, i z główną myślą dla danej piosenki.
Czy płyta „Nieba krzyk i król Wiatr” powstawała bardziej z potrzeby artystycznej, czy również z potrzeby życiowej? Mam na myśli moment, w którym człowiek zaczyna przyglądać się sobie, swoim wyborom i temu, dokąd właściwie zmierza.
Głównie chyba z potrzeby artystycznej. Moment, w którym zacząłem się sobie przyglądać, mam dawno za sobą, a zresztą zawsze sobie jakoś mocno się przyglądałem i zadawałem za dużo pytań, więc to było we mnie od zawsze. Więc to jest głównie potrzeba artystyczna. Życiowa jakaś tam pewnie też, a to się bardziej wiąże z tym, że chciałoby się coś po sobie zostawić i ma się takie parcie na to, żeby tworzyć.
Pytanie 6: Kiedy spojrzysz dziś na gotowy album, widzisz w nim bardziej portret siebie z konkretnego momentu czy początek nowego rozdziału artystycznego, który chciałbyś dalej rozwijać?
Zdecydowanie bardziej widzę początek rozdziału artystycznego, który chciałbym dalej rozwijać. Oczywiście w tej płycie widzę siebie, no bo dużo mnie tam jest. Ale to też nie jest tylko jeden moment, bo ta płyta dojrzewała we mnie bardzo długo i te rzeczy, o których pisałem. Więc jest to obraz mnie, ale generalnie chciałbym, żeby to był jakiś początek.
Co było dla Ciebie najtrudniejsze w pracy nad tym albumem: napisanie odpowiednich słów, znalezienie właściwego języka muzycznego czy może zmierzenie się z własną bezpośredniością?
Najtrudniejsze chyba było napisanie słów. Ja w ogóle mam tak jako kompozytor piosenek, że wychodzę od muzyki. Najpierw tworzę riff, który mi się bardzo podoba, potem na nim buduję i z reguły kończy się to tak, że mam warstwę muzyczną i śpiewam sobie jakieś wymyślone słowa. A potem najtrudniejsze jest to, żeby te słowa przestały być wymyślone, a stały się prawdziwymi słowami. Z tym się często boksuję, do czego się przyznaję, ale pewnie nie ja jeden.
Na albumie obok dziewięciu autorskich utworów znalazło się „Nim wstanie dzień” Komedy i Osieckiej. Co sprawiło, że właśnie ta piosenka musiała znaleźć się na Twojej płycie?
Po prostu ta piosenka bardzo, bardzo mi się podoba, tak jak wielu osobom. Wiele osób też się z nią mierzyło. Pewnie na palcach jednej ręki dałoby się policzyć wykonania, które by mi się podobały, po prostu dlatego, że ta piosenka jest tak doskonale napisana i zaśpiewana/wykonana, że ciężko jest zrobić to lepiej. Ale wydaje mi się, że mam takie warunki głosowe, które mogą mi na to pozwolić i dobrze się czuję ją śpiewając. Piosenka ma też fajny odbiór.
Czy są na tej płycie piosenki, których znaczenie zmieniło się dla Ciebie od momentu ich napisania? Zdarza Ci się po czasie słuchać własnego tekstu i odkrywać w nim coś, czego wcześniej nie zauważałeś? I jak w ogóle czujesz się jako autor dosyć poetyckich tekstów?
Na razie nie odkryłem w tych tekstach nic więcej niż to, co w nich widziałem, ale to chyba też nie moja rola. To po stronie odbiorców pojawiają się inne interpretacje i to na nie czekam. Już pierwsze znaleziska do mnie dolatują i to jest super! Zdarzało mi się już przy płycie Oranżady, że ktoś mówił mi, że piosenka, którą napisałem, jest o czymś tam i ta opinia była totalnie inna niż to, co miałem w głowie.
A jak się czuję jako autor poetyckich tekstów? Chyba dobrze. Jestem zadowolony z tego, co napisałem. Jak wspominałem, wydaje mi się to niebanalne, jest to poetyckie, ale nieprzegadane. Przyznaję, że pomagają mi też w tym się utwierdzić opnie zwrotne, które dostaję od ludzi. One są naprawdę bardzo bardzo budujące! Nawet się tego nie spodziewałem. Poza tym Ty sam mówisz, że to jest poetyckie, co odbieram jako komplement. Tak, jestem zadowolony z tego, co się wydarzyło.
Gdybyś miał wskazać jedną rzecz, którą chciałbyś, żeby słuchacz zabrał ze sobą po wysłuchaniu „Nieba krzyk i król Wiatr”, byłaby to myśl, uczucie czy może konkretna potrzeba – zatrzymania się, odejścia, powrotu albo rozpoczęcia czegoś od nowa?
Paradoksalnie chciałbym, żeby pojawił się u człowieka na końcu optymizm – żeby się trochę wzruszył, ale żeby też pojawił się optymizm. Bo taki jest cel tych piosenek. Chodzi o to, żeby znaleźć pewne rozwiązania sytuacji i pomyśleć, że będzie dobrze, a teraz zadbać o siebie. I faktycznie chodzi też o tę chwilę refleksji, zastanowienia się, zatrzymania. Tak, chyba takie rzeczy. To byłoby dobre.
„Nieba krzyk i król Wiatr” jest bardzo osobistą i kameralną opowieścią. Jak wyobrażasz sobie jej spotkanie z publicznością na żywo? Czy Pol Wanda ma już swoją koncertową formę?
Wydaje mi się, że mam swoją koncertową formę. Gram już od ładnych kilku miesięcy, długo przed wydaniem płyty: w klubie Re w Krakowie, na festiwalu w Nowicy, na festiwalu Świdermajer w Otwocku, ostatnio w PracoVni. Jestem gotowy na te koncerty i zapraszam wszystkich, myślę, że będziecie zadowoleni. Dodam, że gram w dwóch set-upach. Najczęściej sam, ale mam też opcję bardziej rozbudowaną, gdzie wspiera mnie Maciej Łabudzki (Żywiołak, Oranżada, Tekla Goldman), z którym grałem w Oranżadzie, a teraz też mamy wspólny elektryczny projekt. Maciej gra w Pol Wandzie na perkusji i wszelkich przeszkadzajkach.

![Iza Kowalewska – „Zapalenie uczuć” [RECENZJA]](https://polskaplyta-polskamuzyka.pl/wp-content/uploads/2026/09/Iza-Kowalewska1.jpg)





Dodaj komentarz