,

Innocent Spell – „Conspiracy” [RECENZJA]

Innocent Spell prezentują swój debiutancki album „Conspiracy”, na który składa się dziesięć autorskich kompozycji. Zespół porusza się na styku shoegaze’u, dream popu i alternatywnego rocka, konsekwentnie wykorzystując język angielski jako narzędzie swojej muzycznej ekspresji. Poniżej można znaleźć naszą recenzję tego wydawnictwa.

fot. okładka płyty

Nasza ocena:

Innocent Spell prezentują swój debiutancki album „Conspiracy”, na który składa się dziesięć autorskich kompozycji. Zespół porusza się na styku shoegaze’u, dream popu i alternatywnego rocka, konsekwentnie wykorzystując język angielski jako narzędzie swojej muzycznej ekspresji. Poniżej można znaleźć naszą recenzję tego wydawnictwa.

Recenzja płyty „Conspiracy” – Innocent Spell (2026)

Choć Innocent Spell korzysta z alternatywy, indie rocka, shoegaze’u, ale też popowej melodyki, stara się wyostrzyć własne brzmienie tak, by zbudować rozpoznawalny język. Słuchając ich debiutanckiego albumu „Conspiracy”, trudno nie zauważyć, że zespół nie chodzi na skróty, rozbudowując aranżacje i wplatając w nie całkiem udane instrumentalne motywy, świadczące o świadomości tego, co jest dla nich ważne w muzyce. Może tylko czasem chcą pokazać zbyt wiele jednocześnie, co jednak nie niweluje pozytywnego odbioru związanego z autorskim repertuarem.

Choć pewne inspiracje są namacalne, grupa stara się wprowadzić do swojej twórczości coś, co będzie ją wyróżniać. Jest tu wiele naleciałości związanych z klimatem lat 90., choć jeszcze bardziej klasyczne odniesienia korzystnie wpływają na ostateczny odbiór całości. Pomaga w tym dosyć charakterystyczny, nieco eteryczny głos Kingi Ryglickiej, potrafiącej odnaleźć się w najbardziej zawiłych meandrach kompozycyjnych. To ona często spaja poszczególne utwory, nadając im odpowiedni ton, a przy tym pogłębiając przekaz, który ma dla niej duże znaczenie.

Wracając do samej sonorystyki – ich propozycje rozwijają się na kilku poziomach jednocześnie – gitary budują szerokie tło, syntezatory nadają całości odpowiednią atmosferę, a sekcja rytmiczna pilnuje, by nawet bardziej oniryczne fragmenty nie traciły wewnętrznego pulsu.

Sam zespół bardzo dobrze odnajduje się w przyjętej strategii, nawet jeśli zdarzają się momenty odrobinę przekombinowane, może nawet nieco chaotyczne („Piece of Folly”). Można potraktować je jako shoegaze’owe szaleństwo, element psychodelii wyrywający dokonania zespołu ze schematyzmu piosenkowego. Nie niweluje to jednak wrażenia, że chwilami dzieje się tutaj po prostu zbyt wiele.

Wszystkie teksty są w języku angielskim, co przy pewnym muzycznym zawoalowaniu wymaga pełnego wejścia w ten świat, by zrozumieć zawarte w nich treści. Kiedy jednak spojrzymy na tę twórczość jako całość, łatwiej wyłapać znaczenie poszczególnych słów, układających się w spójne opowieści. Jedną z ciekawszych – także kompozycyjnie – jest „Whispers and Sighs”, przejmująca historia nieobecności, która paradoksalnie pozostaje bardzo wyraźna. Wspomnienia zapisane na fotografiach, szepty i westchnienia z przeszłości stają się tutaj sposobem na oswojenie straty, choć trudno mówić o rzeczywistym pogodzeniu się z odejściem (słowa należą do gitarzysty Rafała Kajaka).

„Conspiracy” pokazuje band, który ma już własny kierunek, choć wciąż poszukuje proporcji pomiędzy rozbudowaną formą a większą dyscypliną. Nie wszystkie pomysły okazują się równie przekonujące, ale właśnie w tej nie do końca wygładzonej materii słychać ambicję, która może zaprocentować przy kolejnych nagraniach. W końcu Innocent Spell nie powiedział tutaj jeszcze ostatniego słowa.

rec. Łukasz Dębowski


  • Leszek Kułakowski – „Poland, My Homeland” [RECENZJA]
  • 30-lecie płyty „Wszystko się może zdarzyć” Anity Lipnickiej