,

Męskie Granie 2026 w Krakowie: Rap, rock i wielki hołd dla klasyków [RELACJA]

Krakowski przystanek trasy Męskie Granie 2026 w Muzeum Lotnictwa Polskiego po raz kolejny dowiódł, że projekt ten dawno wykroczył poza ramy klasycznego festiwalu. To wielowymiarowe widowisko kulturowe i swoiste święto polskiej sceny muzycznej, które z godną podziwu precyzją łączy szacunek dla tradycji z pulsem nowoczesności.

fot. Hubert Rydz

Krakowski przystanek trasy Męskie Granie 2026 w Muzeum Lotnictwa Polskiego po raz kolejny dowiódł, że projekt ten dawno wykroczył poza ramy klasycznego festiwalu. To wielowymiarowe widowisko kulturowe i swoiste święto polskiej sceny muzycznej, które z godną podziwu precyzją łączy szacunek dla tradycji z pulsem nowoczesności.

Sceniczna przestrzeń i płynność festiwalowego rytmu

Sercem wydarzenia był przemyślany układ przestrzenny. Cztery odrębne strefy koncertowe, dwie główne sceny muzyczne oraz dwie poboczne (Scena Radia 357 oraz Scena Młodych) stworzyły zrównoważony ekosystem. Nagłośnienie zostało rozplanowane w sposób wykluczający wzajemne zagłuszanie się występów, co przy tak zagęszczonym harmonogramie zasługuje na najwyższe uznanie. Choć koncerty odbywały się płynnie i często na zakładkę, ekipy techniczne niezwykle skrupulatnie pilnowały ram czasowych.

Równie istotna okazała się otoczka pozamuzyczna. Partner strategiczny, marka Żywiec, zaaranżował dopracowane strefy relaksu, stanowiące naturalną przeciwwagę dla koncertowego zgiełku. Przestrzeń festiwalowa żyła własnym życiem także dzięki strefie silent disco, wywiadom na żywo, w tym m.in. z dynamiczną Mery Spolsky na Scenie Radia 357, czy dyskusjom o literaturze w ramach bloku „Dobre Strony”.

Pierwszy dzień: Od współczesnego rapu po niezłomny rock

Piątkowy program dostarczył artystycznych kontrastów już od samych godzin popołudniowych. Energię na otwarcie festiwalowego maratonu zbudowali Wiktor Dyduła oraz zespół Myslovitz, przypominający swoje największe hymny w znakomitej, koncertowej formie. Szczególny aplauz wywołał także wielobarwny, scenicznie dopracowany występ Ralpha Kamińskiego, który rozruszał publikę utworem „Kosmiczne energie”.

Na Scenie Głównej nie zabrakło również powrotów dobrze znanych z poprzednich edycji – bracia Kacperczyk po raz kolejny potwierdzili swój festiwalowy status, serwując chwytliwe „Mam Talent” czy hymn trasy z 2024 roku. W późniejszych godzinach na Scenie Ż zaprezentował się kwartet Kosmonauci, proponując świeżą, instrumentalną fuzję jazzu i muzyki klasycznej, z kolei Scena Radia 357 wybrzmiała surową, bezkompromisową energią za sprawą formacji Pure Bedlam.

Największe emocje wzbudził jednak wieczorny dwugłos w ramach projektu Męskie Granie Przestawia. Pierwsi na scenę wkroczyli Oskar i Steez z PRO8L3M-u. Warszawski duet zaprezentował nie tylko własne utwory, z pulsującym „Przebojem nocy” na czele, ale przede wszystkim unikalne reinterpretacje twórczości Kazika Staszewskiego.

Chwilę później mikrofon przejęła legenda polskiego rocka – grupa KULT. Kazik Staszewski, powitany przez tłum fanów w charakterystycznych koszulkach zespołu, zagrał porywający przekrój swoich największych przebojów z uwielbianym „Gdy nie ma dzieci” na czele.

Drugi dzień: Hymny pokoleniowe, nostalgiczne powroty i finałowa orkiestra

Sobota przyniosła wyjątkowe, historyczne akcenty, z pierwszym w historii trasy projektem łączącym Męskie Granie z dziedzictwem festiwalu w Jarocinie pod hasłem „Moja Krew, Twoja Krew” na Scenie Ż.

Serca publiczności podbił również koncepcyjny projekt „Byłeś serca biciem” – poruszający tribute dla Andrzeja Zauchy z udziałem m.in. Ewy Bem, Igora Herbuta, Wiktora Waligóry, Kasi Lins oraz Piotra Zioły.

Niezwykle dojrzały, nostalgiczny i pełen emocjonalnej głębi zestaw utworów zaprezentowała Daria ze Śląska, z kolei Anna Maria Jopek zachwyciła publiczność wyrafinowanym warsztatem wokalnym i unikalnym klimatem na styku jazzu oraz folkloru. Świetną formę zaprezentowała także Nosowska, przeplatająca materiał z najnowszej płyty solowej klasycznymi akcentami ze swojego dorobku.

Na Scenie Ż intymny, wręcz hipnotyzujący występ dała Edyta Bartosiewicz – wystarczyła jej jedynie gitara i mikrofon, by przyciągnąć pod mniejszą scenę prawdziwe tłumy słuchaczy.

Kulminacją całego festiwalu był oczekiwany występ Męskie Granie Orkiestry 2026 w składzie: Igor Herbut, Zalia oraz Vito Bambino. Trio zaoferowało przemyślany set oparty na znanych klasykach polskiej muzyki rozrywkowej i rockowej. Wśród aranżacji wyróżniły się energetyczne wykonania „Słodkiego, miłego życia” Kombi, „Mona Lisa” z repertuaru Stachursky’ego czy pulsujące „Podaruj mi trochę słońca” w solowej interpretacji Zalii. Poruszającym momentem był też utwór „Jak malowany ptak” zespołu Dżem w wykonaniu Herbuta, a także oryginalne interpretacje dzieł Republiki czy Lady Pank.

Siedemnaście lat tradycji i wielki finał w Warszawie

Krakowska edycja Męskiego Grania 2026 udowodniła, że umiejętne łączenie pokoleń, gatunków oraz form wyrazu pozostaje największą siłą cyklu, który nieprzerwanie od 17 lat kształtuje krajobraz polskiej sceny muzycznej. Przed nami już tylko zwieńczenie tegorocznej trasy – siódmy, ostatni przystanek odbędzie się w Warszawie, gdzie nastąpi oficjalne, huczne zamknięcie tej edycji.

Hubert Rydz


  • Lunatic Soul – „Transition II” [RECENZJA]
  • 30-lecie płyty „Wszystko się może zdarzyć” Anity Lipnickiej