„Nie szukamy kompromisów – gramy to, co mamy do powiedzenia” – SUNSMOKE [WYWIAD]

Sunsmoke to zespół, który w singlu „Blindfolded Servants” prezentuje połączenie ciężkich riffów, rapowanych zwrotek i melodyjnych partii wokalnych. Z okazji wydania nowego utworu oraz zbliżającego się 10-lecia grupy mieliśmy okazję zadać im kilka pytań.

fot. materiały prasowe

„Blindfolded Servants” to Wasz najnowszy singiel. Co według Was jest jego największą wartością, zwłaszcza w zestawieniu go z Waszą wcześniejszą twórczością?

@Ceboolion: Ciężko powiedzieć „co jest największą wartością w zestawieniu z wcześniejszą twórczością” i chyba raczej nie starałbym się zestawiać utworów ze sobą, zwłaszcza jeżeli chodzi o ostatni okres życia zespołu. Każdy z nas rozwija się w oparciu o doświadczenia życiowe, które kształtują nas jako ludzi co bezpośrednio wpływa na naszą twórczość.

„Blindfolded Servants” mówi o tym, że mamy dostęp do nieskończonej ilości informacji – więcej niż jakiekolwiek poprzednie pokolenie mogło sobie wyobrazić. A jednak paradoks polega na tym, że ta nadmiarowość często nie prowadzi do większej świadomości, tylko do jej zaniku. Zamiast szukać, scrollujemy. Zamiast analizować, konsumujemy to, co widzimy i gdzieś w tym wszystkim przestajemy zadawać własne pytania.

To nie jest kwestia głupoty czy złej woli – to mechanizm, który działa na każdego z nas. Jesteśmy bombardowani bodźcami, zmęczeni, rozproszeni. I w tym stanie najłatwiej jest po prostu przyjąć gotową narrację – przekonujemy siebie, że to były nasze decyzje. Tym właśnie jest dla nas tytuł „Blindfolded Servants” – nie jesteśmy zniewoleni siłą… sami to robimy, a to najtrudniejsze do zauważenia, bo wymaga przyznania się przed sobą, że błądzimy.

Chcieliśmy tym numerem dać słuchaczowi chwilę oddechu od tego hałasu – przestrzeń, żeby się zatrzymał i spojrzał poza schematy, które na co dzień przyjmuje za pewnik. Nie po to, żeby mu coś narzucić, bo to byłoby dokładnie to, o czym mówimy. Tylko po to, żeby ktoś usiadł, posłuchał i choć przez chwilę zapytał siebie: skąd właściwie mam to przekonanie? Czy to moje, czy ktoś mi je dał? I czy jest po drugiej stronie ktoś, z kim mógłbym się naprawdę porozumieć, gdybym tylko przestał patrzeć na niego przez narzucone schematy?

Według nas to jest największą wartością zawartą w tym singlu.

@Yaro: Myślę, że faktycznie nie trzeba zestawiać utworów ze sobą, ale gdzieś podświadomie próbujesz je porównać, na poziomie muzyki i tekstów. „Blindfolded Servants” dla mnie jest właśnie tym, czym jest SUNSMOKE – numer trzyma i nie odpuszcza do samego końca. W nim jest tyle energii, że nawet trudno zrozumieć skąd ona się bierze. I rzeczywiście tekst oraz przekaz wywodzący się z niego – współczesna rzeczywistość wciąż zaskakuje paradoksami. Mimo naprawdę ogromnych osiągnięć technicznych i społecznych, wolimy jednak wygodną poduszkę i kocyk własnej bańki życiowej. Coś nam umyka sprzed nosa – czy to nie jest ta gorzka prawda, której unikamy?

 

fot. okładka singla

W „Blindfolded Servants” szczególnie słychać dużą kontrolę nad dynamiką – od ciężkich riffów po bardziej melodyjne fragmenty. Jak dziś wygląda Wasz proces budowania napięcia w utworach?

@Ceboolion: Myślę, że lata pracy robią swoje – w pewnym momencie przestajesz zastanawiać się nad tym, jak zbudować napięcie, a zaczynasz to po prostu czuć. Wiemy już dość dobrze, co chcemy osiągnąć zanim zaczniemy nagrywać, i to daje dużą swobodę w podejmowaniu decyzji na bieżąco.
Wychowaliśmy się na muzyce lat 80. i 90. – Pantera, Metallica, Rage Against the Machine, Down, Stuck Mojo, Machine Head, Biohazard etc. – i to jest fundament, z którego cały czas czerpiemy. Ta muzyka miała w sobie coś, czego dziś często brakuje: potrafiła być jednocześnie bezlitośnie ciężka i emocjonalnie precyzyjna. Wiedziała, kiedy dać w „ryj”, a kiedy dać słuchaczowi oddech – i właśnie to napięcie między agresją a melodią zawsze nas fascynowało.

W „Blindfolded Servants” to słychać dość wyraźnie – ciężkie riffy to nie jest tylko mocne kostkowanie dla efektu, a spokojniejsze momenty nie są ckliwym fragmentem. Każda zmiana dynamiki ma swój powód i swoje miejsce w historii, którą opowiada utwór.

@Yaro: Gramy ze sobą już od lat i wiele rzeczy wychodzi naturalnie, jak ta wyżej wspomniana kontrola nad dynamiką. W większości przypadków opracowujemy już prawie gotowe numery, które przynosi nam gitarzysta Artek i czasem po 1-2 przesłuchaniach jest jasne w którym kierunku iść. Tam samo powstaje brzmienie zespołów, które nas inspirują. Słyszysz fragment utworu i już wiesz kto to jest.

„To nie brak dostępu nas ogranicza. To wybór, by nie widzieć” – to bardzo mocne zdanie z opisu singla. Macie poczucie, że dziś ludzie naprawdę wolą wygodne narracje od konfrontowania się z rzeczywistością?

@Ceboolion: Tak i myślę, że to jedno z najbardziej niepokojących zjawisk naszych czasów. Nie chodzi o to, że ktoś nie ma dostępu do informacji – mamy go wszyscy, w kieszeni, przez całą dobę. Chodzi o to, że konfrontacja z rzeczywistością jest po prostu niewygodna, może nazbyt wymagająca od nas wyjścia ze strefy komfortu.

Łatwiej jest zostać w bańce, która potwierdza to, w co już wierzymy. Algorytmy to wiedzą i chętnie nam w tym pomagają – pokazują nam świat, który jest wygodną wersją rzeczywistości, skrojoną dokładnie pod nasze przekonania. I w pewnym momencie przestajemy w ogóle dostrzegać cokolwiek poza „skrojonym na miarę system”.

Nie mówimy tego z wyższością – sami nie jesteśmy odporni na ten mechanizm. Nikt nie jest. Ale właśnie dlatego wydaje nam się ważne, żeby o tym mówić. Muzyka zawsze była dla nas przestrzenią, gdzie można zadawać pytania bez natychmiastowej odpowiedzi. I to zdanie z opisu – „to wybór, by nie widzieć” – nie jest oskarżeniem. To raczej zaproszenie do tego, żeby się zatrzymać i zapytać siebie, czy na pewno to, co widzisz, to rzeczywistość?

@Yaro: Zgadzam się i uważam, że to zjawisko istnieje od zawsze. Gdyby każdy z nas był świadom tego, co się dzieje na świecie, analizował i zadawał sobie odpowiednie pytania, może życie ziemskie byłoby bardziej spokojne i przyjemne. Mamy naprawdę wszystko, tylko trzeba się nauczyć jak z tego normalnie korzystać.

W Waszych utworach pojawiają się wątki społeczne i psychologiczne – w „Blindfolded Servants” mówicie o manipulacji i świadomej ślepocie. Czy czujecie, że coraz mocniej skręcacie w stronę komentowania rzeczywistości?

@Ceboolion: Nie wiem, czy skręcamy, ja pojawiłem się stosunkowo niedawno w zespole i na pewno forma twórczości będzie poddana „tuningowi” za moją sprawą… nie dlatego, że chce coś wymusić, ale to kolejny element układanki zwanej twórczością – a jak wiemy muzyka zawsze jest wypadkową całego składu zespołu. Tak jak już wspomniałem wcześniej rzeczywistość, w której się obecnie znajdujemy jest tak zagmatwana, że nawet osoby, które starają się spojrzeć na nią z dystansu, z innej perspektywy, mają problem z rozszyfrowaniem tego co nas otacza.

Nie wiem, czy to świadomy skręt – raczej naturalna konsekwencja tego, gdzie jesteśmy jako ludzie i co nas otacza. Jeżeli chodzi o mnie, to pojawiłem się w zespole stosunkowo niedawno i na pewno wnoszę do tej układanki coś swojego – nie dlatego, że chcę cokolwiek wymusić, ale muzyka zawsze jest wypadkową całego składu, jego doświadczeń i tego, co każdy z nas ma akurat do powiedzenia.

A rzeczywistość, w której wszyscy się teraz znajdujemy, jest na tyle zagmatwana, że ciężko przejść obok niej obojętnie. I co ciekawe – nawet jeśli starasz się spojrzeć na nią z dystansu, z innej perspektywy, to i tak masz problem z rozszyfrowaniem tego, co cię otacza. Informacje się wykluczają, narracje się nakładają, a zaufanie do czegokolwiek staje się coraz trudniejsze. W takim klimacie trudno pisać o czymkolwiek innym.

Więc może nie tyle skręcamy w stronę komentowania rzeczywistości – co rzeczywistość sama w sobie stała się na tyle głośna, że nie da się jej nie usłyszeć.

@Yaro: Człowiek jest rzeczywistością sam w sobie, jej odbiciem i kształtem. Mamy utwory o lękach i strachach, o wewnętrznych walkach i śmierci, o nadchodzącej metaforycznej powodzi i przemocy wobec kobiet – więc „Blindfolded Servants” obnaża kolejną warstwę, czyli wspomnianą manipulację. Wszystko to jest wokół nas i nie da się przed tym uciec, a piosenkami próbujemy przekazać swoje myśli i refleksje.

Na ile singiel „Blindfolded Servants” oddaje, to co będzie można usłyszeć na Waszej nowej płycie? Czego będzie można spodziewać się po nowym albumie?

@Ceboolion: Aktualnie pracujemy nad nowym materiałem i myślę, że „Blindfolded Servants” daje dobre wyobrażenie o kierunku, w którym zmierzamy. Nie szukamy kompromisów – gramy to, co mamy do powiedzenia. – ten kurs nam odpowiada i czujemy, że jest jeszcze dużo do napisania w tej formie ekspresji. Więcej szczegółów na razie zostawiamy dla siebie, ale myślę, że osoby, które czują ten singiel, nie będą rozczarowane.

Wasza muzyka bardzo naturalnie łączy groove metal, rapcore i melodyjne wokale. Czuliście kiedyś presję, żeby mocniej określić się gatunkowo, czy właśnie ta niejednoznaczność jest siłą SUNSMOKE?

@Ceboolion: Szczerze? Nigdy nie czuliśmy takiej presji. Nie dlatego, że byliśmy na nią odporni – po prostu nigdy nie było miejsca na takie rozważania, bo zawsze robiliśmy to, co kochamy i co wychodzi nam naturalnie. Gatunkowe szufladki to problem dziennikarzy i algorytmów, nie nasz.

Ta niejednoznaczność, o której mówisz, nigdy nie była świadomą strategią – ona po prostu jest wynikiem tego, czym każdy z nas się żywi muzycznie. Kiedy w jednej sali spotykają się ludzie, którzy wychowali się na Panterze, Rage Against the Machine i Metallice, ale każdy z nich ma jeszcze dziesiątki innych wpływów – to efekt końcowy nie może być jednowymiarowy. I dobrze. Wolimy być trudni do zaszufladkowania niż łatwi do zapomnienia.

@Yaro: Nie tworzymy piosenek na zasadzie „tu trzeba zaśpiewać, a tu za rapować, a tu jeszcze coś” – komponujemy te elementy podświadomie i to nie jest kwestia gatunku. Na naszym poprzednim singlu „Light People” cała pierwsza zwrotka jest śpiewana, natomiast rap pojawił się dopiero na drugiej zwrotce, wszystko to przyszło naturalnie, żeby też każdy miał swój moment w utworze. Pamiętam, że niejeden raz nas porównywano z Limp Bizkit, choć gramy zupełnie inaczej. Niestety, szufladkowanie było, jest i będzie, bo tak jest szybciej i wygodniej, gdy mówimy o artystach.

 

W Waszej muzyce czuć dużą dyscyplinę rytmiczną i wykonawczą, ale jednocześnie sporo surowości. Jak znaleźć balans między techniczną precyzją a zachowaniem naturalnej energii?

@Ceboolion: To jest chyba jedno z najtrudniejszych napięć w muzyce tego typu i myślę, że nigdy nie ma na to jednej odpowiedzi. Techniczna precyzja jest dla nas bardzo ważna – służy ona przekazaniu energii, która jest zawarta w naszej twórczości. Z drugiej strony nie zależy nam, aby utwory były szczytem wirtuozyjnej perfekcji, bo to może sprawić, że utwory zaczynają brzmieć sterylnie – dla nas najważniejszy jest „groove” – to aby wszystkie serca i ciała słuchaczy były ruszane jedną siłą.

Dla nas balans polega na tym, że precyzja jest fundamentem, ale nigdy celem samym w sobie. Wiemy, co gramy i dlaczego – i właśnie to poczucie pewności daje przestrzeń na to, żeby w odpowiednim momencie puścić kontrolę i po prostu zagrać. Ta surowość, o której mówisz, nie jest błędem ani brakiem dopracowania – ona jest świadoma. To energia, która musi gdzieś wychodzić, i wolimy, żeby wychodziła na zewnątrz niż żeby była zamknięta w klatce technicznej poprawności.

Lata grania uczą też tego, żeby ufać sobie nawzajem na scenie i w studiu. Kiedy wszyscy czują utwór tak samo, precyzja i energia przestają ze sobą walczyć – zaczynają działać razem.

SUNSMOKE działa już niemal 10 lat i konsekwentnie rozwija swoje brzmienie. Czujecie, że jesteście dziś w ciekawszym, może bardziej świadomym momencie swojej działalności? I jak patrzycie na to, co już za Wami?

@Ceboolion: Zdecydowanie czujemy, że jesteśmy w odpowiednim miejscu. To brzmienie, które słyszysz dziś, nie wzięło się znikąd – było budowane przez lata, przez dziesiątki koncertów, sesji, prób i decyzji, które w tamtym momencie nie zawsze były oczywiste. Ale właśnie dlatego dziś wiemy, co mamy i jak z tym pracować.

Patrząc wstecz – nie ma sensu oceniać tego, co było, przez pryzmat tego, co wiemy teraz. Każdy etap był potrzebny i każdy zostawił coś, z czego korzystamy do dziś. Ale jeśli miałbym wskazać różnicę między tym, gdzie byliśmy a gdzie jesteśmy – to właśnie ta świadomość. Wiemy, czego chcemy, wiemy, czego nie chcemy i nie musimy już tego nikomu udowadniać. To daje spokój, który słychać w muzyce.

@Yaro: Teraz jesteśmy jeszcze silniejsi i jeszcze głodniejsi. Zdobywaliśmy i traciliśmy, ale najważniejsze jest to, że wciąż nadajemy na tych samych falach jak wcześniej i wiemy jak ze sobą być. To jest ta świadomość, którą trzeba umieć wyrobić, to jest chyba najważniejsza lekcja.

W jednym z wywiadów mówiliście o „przemycaniu różnych smaczków” do Waszej muzyki. Co dziś najbardziej inspiruje Was muzycznie poza samym metalem?

@Ceboolion: Moje zainteresowania muzyczne są naprawdę rozległe i myślę, że właśnie to przekłada się na te „smaczki”, o których mówimy. Z jednej strony ciągnie mnie w stronę naprawdę ciężkich rzeczy – Pantera, Decapitated, Vader, Job For A Cowboy, Necrophagist etc. – tej bezpośredniej, fizycznej agresji, która działa na poziomie niemal instynktownym. Z drugiej strony fascynuje mnie progresywna złożoność – takie zespoły jak Textures, Letters From The Colony etc. potrafią zbudować napięcie i nastrój w sposób, który jest zupełnie inny, ale równie mocny.

A poza metalem – jazz. To może brzmieć zaskakująco, ale jazz ma w sobie coś, czego szukam też w cięższej muzyce: improwizację, przestrzeń, dialog między muzykami. To inne światy, ale uczą tego samego – słuchania i reagowania na to, co dzieje się obok ciebie.

No i klasyka gatunku, która nigdy nie traci aktualności – Faith No More, Alice In Chains, Tool. To zespoły, które udowodniły, że ciężka muzyka może być jednocześnie melodyjnie precyzyjna i emocjonalnie głęboka. Oczywiście to jedynie wycinek zainteresowań muzycznych, o których mógłbym mówić bez końca, ale dla mnie to zawsze punkt odniesienia, kiedy zastanawiam się, czy utwór ma w sobie to coś.

@Yaro: Jesteśmy zlepkami wszystkiego. Sam dorastałem w kółko, słuchając Abby i Scootera oraz zespołu Kino, a rap mnie prawie nie interesował, co ciekawe. Choć muzyka rockowa zawsze była obecna, to metal odkrywałem stopniowo i ostrożnie. Gdybyśmy sprawdzili playlistę każdego z nas, to na pewno niektóre pozycje mogą zaskoczyć. A propos smaczków, to w naszym zespole jest tylko jeden gitarzysta, który gra jak dwóch – samo granie jest na tyle charakterystyczne, że są riffy i solo jakby jednocześnie.

Jak na dzień dzisiejszy wyglądają Wasze koncerty? Czy wraz z upływem czasu zmieniło się w jakimś sensie podejście do samego grania na żywo?

@Ceboolion: Mieliśmy sporą przerwę od grania na żywo i szczerze – czuć to, kiedy wracasz na scenę. Jest coś w tym pierwszym powrocie, jakiś głód, który tylko potęguje to, co zawsze było dla nas oczywiste – że na scenę wychodzi się po to, żeby dać z siebie wszystko. To u nas nigdy się nie zmieniało i nie zmieni. Niezależnie od okoliczności, od wielkości miejsca czy liczby ludzi na sali – nasi słuchacze zawsze mogą liczyć na to, że dostają od nas maksimum. Inaczej nie umiemy. Cieszę się, że wracamy.

@Yaro: Uważam, że trzeba grać tak, żeby po każdym koncercie można było sobie powiedzieć: „Ciało boli, gardło zdarte – wszystko tego było warte” .

 

Świadomość, precyzja i ciężar przekazu. SUNSMOKE z singlem „Blindfolded Servants” [RECENZJA]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *