„Tym razem muzyka naturalnie staje się bardziej osobista” – Moonrise [WYWIAD]

„No Rewind” to nowy album studyjny projektu Moonrise Kamila Konieczniaka, któremu z tej okazji zadaliśmy kilka pytań. Płyta ukazała się 14 kwietnia 2026 roku nakładem Island Music Studio.

fot. Foto Jester

Moonrise to wciąż w dużej mierze Twój autorski projekt – gdzie w Twoim przypadku kończy się solowa wizja, a zaczyna realna współpraca z innymi muzykami?

Moonrise zaczyna się od mojej wizji, komponowania muzyki i tworzenia aranżacji, ale nie chciałbym powiedzieć, że na tym się kończy. Anna Batko oraz Marcin Staszek, którzy zaśpiewali na „No Rewind”, świetnie oddali swoje emocje i wrażliwość. Podobnie było w przypadku Marcina Kruczka, który zagrał solo gitarowe w „Friends of Blood”. Na uwagę również zasługuje Łukasz Gałęziowski – autor tekstów, który wyśmienicie uzewnętrznił to, co jest w muzyce. Powiedziałbym więc, że Moonrise zaczyna się od mojej samotnej pracy nad muzyką, ale nie kończy się na niej, ważna jest też współpraca z zaproszonymi muzykami.

„No Rewind” sugeruje brak możliwości powrotu – czym dla Ciebie osobiście jest muzyka na nowej płycie i co według Ciebie sugeruje sam tytuł tego projektu?

„No Rewind” to przede wszystkim płyta o czasie. O tym, że pewnych rzeczy nie da się cofnąć, poprawić ani przeżyć drugi raz. Muzyka jest zapisem emocji, które zostają po różnych doświadczeniach. Są tam wspomnienia, trochę nostalgii, trochę niepokoju, ale też świadomość, że trzeba iść dalej. Nie odbieram tego tytułu wyłącznie pesymistycznie. Bardziej jako pogodzenie się.

Teksty dotykają współczesnego lęku, manipulacji i rozmycia granicy między prawdą a fikcją – czy to bardziej diagnoza rzeczywistości, czy osobista refleksja?

To połączenie obu rzeczy. Z jednej strony to obserwacja współczesnego świata, pełnego chaosu informacyjnego, manipulacji, półprawd i kłamstw. Z drugiej strony to bardzo osobista refleksja nad tym, jak człowiek próbuje się w tym wszystkim odnaleźć i zachować spokój. Sam też się z tym mierzę, z ciągłym napięciem i poczuciem, że próbuje nam się narzucić zbyt wiele. Dlatego bardzo doceniam momenty ciszy, kontakt z naturą i czas spędzony z najbliższymi. W takich okolicznościach najłatwiej mi odnaleźć spokój i dystans do tego, co dzieje się wokół.

Jak wyglądała Twoja współpraca z Łukaszem Gałęziowskim? Czy teksty powstawały równolegle z muzyką, czy raczej uzupełniały gotowe kompozycje?

Od początku współpracy (to jest od końcówki 2007 roku) teksty za każdym razem powstawały po kompozycjach. Łukasz Gałęziowski zapoznając się z muzyką bardzo trafnie wyczuwa klimat i charakter tych utworów. Tak było i tym razem przy „No Rewind”. Zawsze wysyłam Łukaszowi aranż z linią melodyczną, po czym otrzymuję od niego tekst. Nadmienię, że Łukasz równie świetnie zaprezentował się jako wokalista na pierwszych dwóch płytach Moonrise. W 2008 i 2009 roku zaśpiewał na „The Lights of a distant bay” oraz „Soul’s inner pendulum” i gościnnie w utworze „Callin Your Number” na albumie „Travel Within” w 2019 roku.

 

fot. okładka płyty (Eryk Konieczniak)

Album rozwija Wasz charakterystyczny, melodyjny neo-prog, ale jednocześnie wprowadza bardziej mroczny, tajemniczy ton – co było impulsem do tego przesunięcia, albo raczej rozwoju estetycznego?

Każdy album Moonrise jest dla mnie pewnym etapem życia, dlatego naturalnie odzwierciedla to, co dzieje się wokół mnie i we mnie. Bardziej mroczny, tajemniczy ton nowych utworów nie był zaplanowaną zmianą stylu. Przyszedł z własnych doświadczeń, obserwacji rzeczywistości i napięcia, które dziś również wielu ludzi nosi w sobie. Żyjemy w świecie karmionym strachem, pośpiechem, sensacją, kliknięciami i chwilową uwagą. Nawet kiedy zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy wciągani w pewien mechanizm, często klikamy dalej. Ta obserwacja ludzi i świata tworzy niepokój, który w naturalny sposób przedostał się do muzyki. Myślę, że odpowiedzią może być dystans, ostrożność i czasem zwykła pauza, a wnioski nasuną się same.

Skąd decyzja, żeby współpracować z różnymi wokalistami (m.in. Marcin Staszek i Anna Batko)? I jak na siebie trafiliście?

Od jakiegoś czasu podczas komponowania niektórych utworów nachodziła mnie myśl, że bardzo dobrze sprawdziłby się również głos kobiecy. Uważam, że emocjonujący sposób śpiewania Ani Batko i jej wrażliwość mogą idealnie pasować do klimatu tej muzyki. Dlatego od pewnego czasu myślałem o tym, żeby zaproponować jej współpracę.

A kiedy poznałem…? Głos Ani usłyszałem jakieś 30 lat temu w radiu podczas prezentacji pierwszej płyty Albion. A osobiście miałem przyjemność poznać ją oraz dwóch członków tego zespołu podczas pracy nad miksem i masterem albumu Albion „You’ll Be Mine” z 2018 roku.

Marcina Staszka poznałem w 2018 roku, przez naszego wspólnego znajomego. Wtedy usłyszałem jak śpiewa. Telewizji nie oglądam już ponad 15 lat, ale z internetu dowiedziałem się, że również występował w programach „The Voice Of Poland” i „Szansa Na Sukces”. Jego głos oraz duża skala zrobiły na mnie wrażenie.

Twoje utwory rozwijają się w szerokich, „filmowych” przestrzeniach – czy to znaczy, że myślisz o muzyce Moonrise bardziej w kategoriach narracji niż krótkiej formy, jaką jest piosenka?

W Moonrise kompozycja jest dla mnie czymś w rodzaju podróży. Czasem krótszej a czasem dłuższej. Nie zawsze chodzi o opowiedzenie konkretnej historii słowami, ale o zbudowanie emocjonalnego, muzycznego krajobrazu. Od zawsze lubię w muzyce dużo przestrzeni, kiedy jest oddech, a temat może powoli dojrzewa i nie musi od razu zmierzać do refrenu. Tło, melodia, wokal i emocjonalna komunikatywność nadal są dla mnie kluczowe, ale staram się łączyć piosenkowość z bardziej progresywnym, obrazowym budowaniem utworu.

Co Twoim zdaniem odróżnia ten materiał od poprzednich płyt najbardziej, ale od strony emocjonalnej, nie tylko brzmieniowej?

Emocjonalnie „No Rewind” jest bardziej osobisty, bardziej refleksyjny i miejscami bardziej bezpośredni. Na wcześniejszych płytach Moonrise też było dużo melancholii i przestrzeni, ale tutaj czuję większą świadomość czasu i przemijania. Pewne doświadczenia z ostatnich lat w dużym stopniu mnie zmieniły, co w efekcie wpływa na emocje, sposób komponowania, barwę melancholii, która pojawia się w muzyce.

Czy któryś z utworów był dla Ciebie szczególnie przełomowy lub ważny w trakcie pracy nad albumem „No Rewind”?

Myślę, że każda nowopowstała kompozycja definiowała kierunek całej płyty. Zwrócę tutaj uwagę na pewien punkt albumu, czyli utwór „Silent Rooms”. Kojarzy mi się bardzo mocno z przemijaniem, nostalgią i ciszą po czymś, co kiedyś było pełne życia. Uświadomiłem sobie, że tym razem muzyka naturalnie staje się bardziej osobista. „Silent Rooms” niesie właśnie taki obraz.

Czy według Ciebie neo-prog w 2026 roku to jeszcze rozwój, czy już bardziej świadome trwanie w estetyce?

Jeśli chodzi o neo-prog, trudno już mówić o rewolucji, bo ten gatunek ma swoją historię, ale to nie znaczy, że stoi w miejscu. Dla mnie rozwój nie musi oznaczać całkowitego zrywania z korzeniami. Istotne jest to, żeby w ramach tego nurtu mówić własnym głosem i wnosić do niego własne doświadczenia i emocje. Neo-prog zawsze był gatunkiem opartym bardziej na klimacie niż na technicznym popisie i myślę, że właśnie tutaj nadal jest przestrzeń do rozwoju. „No Rewind” też powstawało właśnie z takim podejściem bez próby udowadniania czegokolwiek na siłę, ale z potrzebą stworzenia muzyki szczerej, przestrzennej i emocjonalnej.

Jak wyobrażasz sobie wykonanie tak wielowarstwowych kompozycji na żywo – i jak dziś wyglądają koncerty Moonrise?

Koncert Moonrise to dla mnie pewien stres. Przeniesienie tylu warstw aranżacyjnych na scenę zawsze jest dużym wyzwaniem. W studiu mam pełną kontrolę nad każdym detalem, a na żywo dużo zależy od warunków sali, sprzętu i realizatorów. Jest to praca zespołowa – nie tylko muzyków, ale też ludzi odpowiedzialnych za brzmienie i światło. Oczywiście przy takiej muzyce trzeba znaleźć kompromis między tym, co powstało w studiu, a tym, co realnie można osiągnąć na scenie. Ale właśnie koncerty często nadają tym utworom nową energię, a kontakt z ludźmi i niepowtarzalność chwili są odpowiedzią na pytanie, dlaczego warto grać koncerty.

 

Moonrise – „No Rewind” [RECENZJA]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *