„Każdy w Alhenie kocha tworzyć, więc dzięki temu czujemy wolność” – Alhena [WYWIAD]

„Ten utwór nie jest tym, czego się spodziewasz” – tak Alhena opisuje swój nowy, mocny singiel „Martwy punkt”. To ich pierwsza kompozycja w języku polskim, stanowiąca jednocześnie zapowiedź nadchodzącej płyty.

O ich długiej muzycznej drodze, a także nowej muzyce można dowiedzieć się z naszego wywiadu z zespołem.

fot. materiały prasowe

„Martwy punkt” to Wasz pierwszy utwór w języku polskim. Co sprawiło, że właśnie teraz zdecydowaliście się na taki krok i dlaczego akurat ten singiel wymagał polskiego tekstu?

Maciej Tonder: Prawdę powiedziawszy nie było tutaj żadnego większego planu. Potrzebowaliśmy numeru z polskim tekstem na rzecz innego „projektu” że tak to ujmę, a że „Martwy punkt” wyszedł nam tak dobrze, to jak przyszło do wyboru singla, nie zastanawialiśmy się długo.

Dominika Kapuśniak: Potrzebowaliśmy utworu do radia w języku polskim z krótką formą muzyczną. Osobiście bardzo lubię śpiewać po polsku, więc czułam się pewnie, choć towarzyszyła nam ciekawość jaki będzie odbiór. Pierwotnie kompozycja była znacznie dłuższa – Alhena ma naturalną skłonność do rozbudowanych form – jednak na potrzeby radiowe musieliśmy ją skrócić i nadać jej tempa. Tak właśnie narodził się „Martwy punkt”. 

Czy wejście w język polski wymusiło od Was również inne podejście do melodii i budowania emocji?

Piotr Grugel: Od strony muzycznej, nieszczególnie, zwłaszcza że w Alhenie tworzenie nowych utworów rozpoczyna się z reguły od warstwy muzycznej. A czy od strony tekstowej? Tu oddaję głos Dominice. 

Dominika: Tak jak Piotr wspomina, nieszczególnie. Warstwa muzyczna to była podstawa, więc dodanie do utworu tekstu w języku polskim to w moim przypadku było całkiem łatwe, naturalne i zdecydowanie przyjemniej mi tworzyć tekst i linie wokalną do istniejącej już melodii. Język polski pomógł mi w tym, bo tylko w rodzimym języku jestem w stanie oddać wszystko słowami jak czuję naprawdę. W angielskim zawsze mam niedosyt przesłania. 

To dynamiczny utwór, choć jednocześnie wydaje się on odpowiednio kontrolowany i precyzyjnie skonstruowany. Jak wygląda u Was balans między emocjonalnym impulsem a technicznym dopracowaniem kompozycji?

Dominika: Ja działam zazwyczaj etapowo przy tworzeniu utworu. Na samym początku traktuje utwór jak pewnego rodzaju szkielet, podchodząc bez większych uczuć i następnie, w kolejnej fazie, szukam emocji, które mogłabym mu nadać. Gdybym zrobiła to odwrotnie, to nie zbudowałabym w sobie tej pewności do piosenki. Nie może być to jednak kontrolowane i nad wyraz precyzyjne. Musi być tam przestrzeń na naturalną ekspresję melodyczną. 

Piotr:: Akurat ten utwór stanowi ciekawy przykład tego o co pytasz, bowiem w pierwszym szkicu wyglądał on zupełnie inaczej. Inny nastrój, inny klimat, inna rytmika, inne motywy na których był zbudowany, zupełnie inny ładunek emocjonalny – w ogóle był to zupełnie inny utwór. Nie pamiętam już jak to przyszło, że w pewnym momencie po prostu postanowiliśmy pójść w zupełnie innym kierunku niż pierwotnie obraliśmy, ale był to zwrot na tyle gwałtowny, że totalnie przesunął środek ciężkości między nastrojowością a precyzją. Przesunął go do tego stopnia, że pierwotne pomysły wylądowały w przysłowiowej poczekalni, zapewne na potrzeby jakiegoś nowego utworu, który powstanie w przyszłości. 

„Martwy punkt” brzmi jak początek nowego etapu Alheny. Czy nadchodząca płyta będzie rozwinięciem tego, co możemy usłyszeć w tym utworze? 

Maciej: Jeszcze kilka lat wstecz zespół borykał się z ciągłymi zmianami personalnymi, co niewątpliwie wprowadzało chaos w proces twórczy. Gdy skład nareszcie się ustabilizował mogliśmy w końcu zacząć działać pełną parą, wtedy między innymi powstał „Martwy punkt”. Ten okres na pewno możemy nazwać nowym etapem w działalności Alheny. A czy nadchodząca płyta będzie rozwinięciem tego co możemy usłyszeć w utworze? Hmm. „Martwy punkt” to numer z mocnym riffem, dobrymi solówkami, a wokal wraz z warstwą muzyczną niosą silny emocjonalny ładunek. Więc mogę z całą pewnością stwierdzić, że cała płyta rozwinie to, co dostaliśmy wraz z tym singlem. Ba! Da nam o wiele więcej!

Dominika: W pierwszym procesie tworzenia płyty nie uczestniczyłam, więc naturalnie nadchodząca płyta będzie dla mnie nowym rozdziałem. Mając na uwadze zmienność w sekcji instrumentalnej i wokalnej utwory brzmieniowo są inne, bo narodziły się w innych głowach. Dzieląc się odczuciem odbiorców, aktualny skład Alheny jest najlepszym połączeniem, więc to nas uświadamia, że idziemy w dobrą stronę i powinniśmy się tego trzymać. 

Piotr: Ta płyta będzie nieco inna niż poprzednia, na pewno bardziej dojrzała i w moim odczuciu, dużo ciekawsza. Zaś “Martwy punkt” jest numerem nieco innym niż reszta materiału. Poczekajcie proszę na całość, a dowiecie się co mam na myśli, bo nadchodzące wydawnictwo to materiał o ligę mocniejszy niż wszystko co wyszło od nas do tej pory, włącznie z “Breaking the Silence… …by Scream”. Ale wracając do Twojego pytania, ja to widzę raczej tak, że to ten utwór rozwija płytę, przekierowując jej nastrój w trochę inną stronę.

„Ten utwór nie jest tym, czego się spodziewasz” – powiedzieliście przy premierze singla. Co według Was może najbardziej zaskoczyć dotychczasowych słuchaczy Alheny?

Piotr: Tym największym elementem zaskoczenia był właśnie język polski. Również z tego powodu, do samego momentu premiery nie ujawniliśmy nawet tytułu utworu. Wiedzieliśmy przy tym, że to w jakiś sposób podzieli odbiorców na tych, których to zachwyci oraz na tych, którzy odniosą się do tematu raczej krytycznie. I tak też się stało. Ale osobiście byłem bardzo ciekaw tego eksperymentu, pamiętam jak ćwierć wieku temu włoska Lacuna Coil na swoim drugim albumie “Unleashed Memories” zamieściła utwór “Senzafine” wykonany w ich ojczystym języku. Utwór ten wyraźnie wyróżnia się na płycie Włochów. 

Dominika: Tak i właśnie o takie wyróżnienie nam chodziło. Podział odbiorców jest tu nieważny, ponieważ on zawsze będzie występować. Liczy się to, że trafiamy do coraz to większej publiki. Cieszę się z tego, że jako wokalistka mogłam zaprezentować się z tej strony. Język polski jest trudny. Poprawna dykcja odgrywa kluczową rolę – plus żywe tempo stanowi wyższą poprzeczkę, a ja wyzwania muzyczne lubię. 

Wasza muzyka zawsze balansowała między art rockiem, prog metalem i symfoniczną estetyką. Czujecie jeszcze potrzebę definiowania się gatunkowo, czy Alhena działa już całkowicie poza takimi kategoriami? I co na dzień dzisiejszy najtrafniej definiuje Waszą muzykę?

Piotr: W zasadzie, to jest dokładnie odwrotnie – staramy się uciekać od wszelkich szufladek. Szufladki działają często na niekorzyść, bo w sposób niezamierzony zawężają grono nowych odbiorców, którzy poszukują świeżych pozycji często według ciasno zdefiniowanych kategorii. Alhena obraca się niewątpliwie w okolicach muzyki rockowej i metalowej. A że są to pojęcia niezwykle szerokie, to słuchacze szybko nas “zapuszkowali” w nieco ciaśniejszych pojęciach, jak progrock, artrock, progmetal, metal symfoniczny, gdzieś w recenzjach padały też określenia “klimatyczny”, “atmosferyczny”, a nawet “gotycki”, czy modne ostatnio “female fronted”. Ponadto, odkąd Dominika wprowadziła do zespołu nowy instrument w postaci skrzypiec, obiło mi się też o uszy nowe dla mnie określenie, “violin metal”. Więc jak widzisz, ile opinii, tyle szufladek. Jednak my nie staramy się dopasować do żadnych odgórnych granic gatunkowych, jesteśmy szczerzy ze sobą i tworzymy to, co akurat gra nam w serduchach. A to, że jedni nas wpakują do takiej szufladki, drudzy do innej, jest już raczej kwestią informacji zwrotnych płynących ze świata i chyba nie ma sposobu żeby tego uniknąć.   

Maciej: Osobiście kompletnie nie czuje potrzeby, aby wrzucać muzykę Alheny do jakiejkolwiek szuflady. Każdy z nas czerpie inspiracje z innej muzyki, a powstające kompozycje są wypadkową tego wszystkiego. Przez to jakieś konkretne określenie gatunku jest po prostu bardzo trudne. A przepis na muzykę Alheny to dość rozbudowane formy z metalowym pazurem, mnogość partii solowych i instrumentalnych, a wszystko to uzupełnione warstwą liryczna w postaci klawiszy, skrzypiec i głosu Dominiki! O!

Dominika: Każdy w Alhenie kocha tworzyć, więc dzięki temu czujemy wolność i brak artystycznych ograniczeń. Ja bardzo lubię wykraczać poza schematy i uciekać od norm. Inspirując się tak szerokim wachlarzem muzycznym nie byłabym w stanie powiedzieć jaki mnie gatunek określa, ponieważ w wielu utworach dostrzegam piękno. Czuję, że myśląc i działając w ten sposób ukazujemy unikatowość i niezależność artystyczną zespołu. 

 

fot. materiały promocyjne

Alhena funkcjonuje już od 2010 roku, ale mam wrażenie, że dziś brzmicie bardziej świadomie niż kiedykolwiek wcześniej. Czujecie, że dopiero teraz w pełni odnaleźliście własny język artystyczny?

Piotr: Tu chyba każdy powinien się wypowiedzieć za siebie. Ale faktem jest, że od 2010 minął szmat czasu, a my wciąż działamy, rozwijamy się, uczymy, eksperymentujemy, dużo od siebie wymagamy… Nabywanie doświadczenia, pewnej dojrzałości artystycznej i jak to celnie ująłeś – świadomości – jest naturalną konsekwencją powyższego. I bardzo mi miło, że to zauważasz, bo większość ludzi widzi tylko efekt, a nie wyboistą drogę. Poza tym zespół przetrwał kilka potężnych roszad osobowych i staraliśmy się o to, że skoro już następuje taka zmiana, to żeby to była zmiana na lepsze, zmiana która popchnie zespół w przód i pociągnie w górę. A z perspektywy czasu muszę trochę nieskromnie przyznać, że wszyscy członkowie Alheny to naprawdę sprawni i świadomi muzycy. 

Maciej: Gramy w obecnym składzie bodajże 4 lata. Ten czas pozwolił nam poznać się nawzajem na tyle, że już znamy swoje słabe i mocne strony, zarówno jako jednostki, jak i grupa. Dzięki temu potrafimy z tworzonych numerów wycisnąć o wiele więcej. To dotarcie się pozwoliło nam obrać konkretny kierunek, w którym chcemy iść i z którym wszyscy na tę chwilę czujemy się komfortowo. Oczywistym jest, że tworzona muzyka będzie cały czas ewoluowała. Więc czy w pełni odnaleźliśmy swój język artystyczny? To raczej pokaże czas.

Dominika: Wydaje mi się, że jeśli ktoś kocha muzykę, ciągle poszukuję więcej, wciąż dąży do samodoskonalenia i staje się w konsekwencji bardziej świadomą artystycznie osobą to nigdy nie powie, że odnalazł już swój język artystyczny. Alhena czuję, że aktualnie ta droga jest właściwa, ten stan nas cieszy i chcemy w nim trwać. Jaka Alhena będzie za rok, dwa, to ukaże czas. Ciągle nam mało i tak powinno być. 

Piotr: Wtrącę jeszcze słówko w związku z celną wypowiedzią Dominiki. W poszukiwaniu drogi muzycznej chodzi o ciągłe poszukiwanie nowych ścieżek, a nie o sztywne znalezienie, rozgoszczenie się i stwierdzenie “o, znalazłem, nie muszę już niczego poszukiwać”. To prowadzi do stagnacji, a stagnacja to powolna śmierć. 

W „Martwym punkcie” ciężar emocjonalny jest bardzo wyraźny, ale unikacie dosłowności. Jak ważne jest dla Was pozostawianie słuchaczowi przestrzeni do własnej interpretacji?

Dominika: Lubię pisać niedosłownie i zostawiać tajemnicę. Emocje są dla mnie bardzo ważne nawet jeśli nie mówię o nich wprost! Tak już mam. Każdy interpretuje na swój sposób. Mogę powiedzieć o czym jest ten utwór, ale czy każdy poczuje to tak samo. Niekoniecznie. Ten sam tekst może mieć odczucie obojętności jak i głębokiej, bliskiej dla słuchacza wizji, ale nadal odbieramy to zupełnie inaczej i to jest okej. Nie chcę nic narzucać i dostosowywać się do danych trendów. Tekst ma wyrażać autentyczne emocje, nie każdy musi je rozumieć i się z nimi zgadzać. A muzycznie wciąż tak samo. Wyrażamy się muzycznie tak jak czujemy. 

Teledysk również wydaje się bardzo istotnym elementem całej koncepcji. Na ile obraz miał dopełniać emocjonalny ciężar utworu, a na ile rozszerzać jego interpretację?

Dominika: Wizja teledysku to dla nas istotny punkt i została ona spełniona znakomicie. Nie jest to teledysk zrealizowany krok po kroku idący z tekstem, tylko taki, który ma charakter symboliczny, obrazujący to, co najważniejsze dla nas, czyli chaos i ucieczka. Z tego względu nie da się tych stanów oddać w oczywistych kadrach. 

Piotr: Staramy się przy tym, żeby nasze teledyski były rozpoznawalne i zapamiętywane. Chłopaki z ekipy 1025.rocks dobrze rozumieją naszą wizję i dają też sporo od siebie. Powstaje wówczas całość, która jest czymś znacznie głębszym niż sumą części składowych. Tę synergię pomędzy Alheną a 1025 czuć przy każdym zrealizowanym teledysku, a trochę ich już razem zrealizowaliśmy.

Jak dziś wyglądają koncerty Alheny? Czy wraz z nowym materiałem zmieniło się także Wasze podejście do budowania koncertowej atmosfery i kontaktu z publicznością?

Dominika: Pewnie, że tak. Przede wszystkim doświadczenie sceniczne robi swoje. Grając więcej koncertów obywamy się z publicznością, czujemy się pewniej w tworzeniu własnej wizji atmosfery na scenie, no i zwyczajnie budujemy autentyczność zespołu. Poznajemy ludzi, zostajemy zauważeni w nowych miejscach, w nowym gronie odbiorców i z tego trzeba się cieszyć, i działać dalej. Nowy materiał na koncertach daje nam świeżość i adrenalinę. Chcemy pokazać co nowego się narodziło i wszystkich nas to kręci. 

Piotr: A ja nie wiązałbym wprost nowego materiału z podejściem do koncertów. Jak mówiłem wcześniej, cały czas się uczymy, rozwijamy, rozwój przejawia się zmianami. I dotyczy to nie tylko tworzenia muzyki, ale też podejścia do koncertów, zarówno od strony artystycznej, jak i techczniczej. Na początku naszej muzycznej drogi, jeszcze w czasach daleko przedalhenowych, nikt nie rozpatrywał koncertu jako pewnego rodzaju spektaklu o budowanym nastroju i pewnej dramaturgii. Pewnego obycia nabiera się wraz z doswiadczeniem i często okazuje się, że pewne kwestie wyglądają zupełnie inaczej niż podpowiadały to wcześniejsze wyobrażenia. 

 

Art rock z charakterem. Alhena prezentuje nowy singiel „Martwy punkt” [RECENZJA]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *