
Najnowszy singiel Kasi Kokoryn to utwór od kobiety dla innych kobiet. „Gdy już odrzucisz mnie” to przejmująca kompozycja, która – mimo że opowiada o trudnych doświadczeniach relacyjnych – przepełniona jest nadzieją. Wcześniej artystka zaprezentowała singiel „Czas mi wybaczy”. Z tej okazji zadaliśmy artystce kilka pytań.
fot. materiały prasowe
Twój poprzedni singiel „Czas mi wybaczy” trwa ponad osiem minut, co w dzisiejszych czasach jest dość nietypowe. Także nowy singiel „Gdy już odrzucisz mnie” jest dłuzśzą kompozycją. Jak podchodzisz do takich form i czy czas trwania piosenki był świadomym elementem budowania emocji?
Piosenka jest dla mnie piękną formą sztuki – połączeniem słowa i muzyki. Jest dla czymś więcej niż poezja i czymś więcej niż muzyka instrumentalna, bo w jednej formie może może zamknąć historie pisane słowem i dźwiękami. I tak naprawdę jedyne, co wpływa na czas trwania utworu jest właśnie ta historia, którą ja opowiadam. Jedna będzie wymagać 2 minut, inna 9. Gdy zaczynaliśmy z Harrym prace nad płytą, ja bardzo świadomie odrzuciłam inne ograniczenia. Szczególnie te komercyjne, które powodują, że utwory trwają teraz krócej, niż reklamy. Miałam wybór – iść na kompromis artystyczny by płyta była bardziej dostosowana do obecnych ram i trendów – i w przypadku niepowodzenia rozczarować się podwójnie (i komercyjnie i artystycznie) – czy zapewnić sobie chociaż poczucie, że muzycznie będzie to coś pięknego. Wybrałam to drugie, bo to jest bliższe mojemu sercu, moim wartościom, w tym jestem po prostu sobą.
Twoje nowe propozycje łączą pop z subtelnymi odcieniami innych gatunków. Skąd pomysł na taką stylistyczną mieszankę i jak decydujesz, które elementy wprowadzić? Czy to naturalny proces wynikający ze współpracy z wybitnymi muzykami, którzy pojawiają się w tym utworze?
Wiesz co, to wszystko wynika po prostu z kompozycji jakie napisałam i z tego, co usłyszał i zobaczył we mnie Harry. Ja z początku miałam taką wizję, że moja płyta będzie pewnie bardziej skromna, bardziej akustyczna, natomiast gdy zaczęłam współpracę z Tomkiem, posłuchałam utworów, które mu się ze mną kojarzą, to wiedziałam, że będzie inaczej.
Zakochałam się w bogatym brzmieniu, w tych wszystkich analogowych instrumentach z duszą, niesamowitych mieszankach. A potem do tych pomysłów dołączyli wyjątkowi muzycy – każdy z własną historią i niezwykłym talentem do tworzenia, improwizacji, malowania muzyką. Każdy z tych utworów na płycie rósł z czasem – my nie pracowaliśmy na zasadzie zarysu czy dema, ale eksperymentowaliśmy. Jak podobał nam się kierunek, pojawiały się kolejne pomysły.
Wyobraź sobie prostą rzecz – siedzimy np. nad „Czas mi wybaczy” i Harry mówi: „kurcze, ale ten bridge to marzy mi się taki zupełnie niestandardowy…”. Mówię: „dobra, graj”. Harry gra – zmienia tonacje, bawi się tempem i ogólnie jakby grał inny utwór. Ja słucham z zachwytem i już wiemy, że w to idziemy. Kilka dni później miksujemy, jest godzina 23.00, a ja zaczynam sobie nucić wokalizę. Harry mówi: „czekaj, pamiętaj to, bierz mikrofon, zanuć znowu. Zanuciłam. I tak w bridge znalazła się wokaliza”.
W „Czas mi wybaczy” pojawili się jeszcze Jan Gałach, który zagrał na skrzypcach trochę progresywno rockowe solo i ten kierunek zainspirował nas do dalszych działań. A do tego dołączył się niezwykle grający na pianinie Tomek Świerk – to, co zagrał i czułość z jaką zagrał, otworzyły kolejne drzwi. W tym wszystkim muszę podkreślić jedno – nie znam drugiego takiego muzyka z takim muzycznym mózgiem jak Harry (Tomek Waldowski). Ja jestem zachwycona jego pracą, pomysłami, wiedzą, umiejętnościami oraz sposobem wykonania codziennie. Nauczyłam się przy nim wielu rzeczy i poczułam, że to, co tworzę, jest wartościowe. Choć, gdy pierwszy raz weszłam do jego studia i zobaczyłam złote i platynowe płyty, a potem odkryłam, że jest laureatem Fryderyków, przecierałam oczy, by upewnić się, że to się dzieje.

fot. Konewka Studio
Praca z żywym instrumentarium nadaje utworowi organiczność. Czy zależy Ci, by muzyka „oddychała”, nawet jeśli oznacza to rezygnację z perfekcyjnej sterylności brzmienia?
Odpowiem tak – dlaczego uważamy, że sterylne brzmienie jest perfekcyjne? Dla mnie właśnie jest dalekie od perfekcji. Muzyka to drgania powietrza. W perfekcyjnie cyfrowym brzmieniu pozbawiamy się co najmniej połowy duszy, którą ta muzyka daje. Myślę, że miłośnicy winyli, starszych płyt CD czy kaset, to rozumieją. Ja wiem, że nasze uszy teraz uczą się czegoś innego, ale nie jest to kierunek, który jest mi bliski. Gdy zaczęliśmy pracę nad tym materiałem, powiedziałam Harryemu, że w studyjnym wokalu brakuje mi tego vide, klimatu, który ma mój wokal podczas koncertu. Teraz mam poczucie, że udało nam się go złapać właśnie dzięki temu, że pracujemy jak najwięcej na sprzętach analogowych – w tym mikrofonie, który ma prawie 100 lat. Jednocześnie takie podejście nie wyklucza nowoczesnego brzmienia, bo muzyka jest plastyczna. Da mnie najważniejsze, że baza do tej plastycznej zabawy jest efektem pracy człowieka. I z ciekawostek powiem Ci, że tak bardzo w to wsiąknęłam, że jakbyś mi teraz dał ten sam utwór zagrany przez dwóch cudownych pianistów, którzy są na tej płycie – Michała Rorata i Tomka Świerka – to nie wiedząc, kto grał, powiem Ci to w kilka minut. Dlaczego? Bo są ludźmi i w grę wkładają swój dotyk, swoją emocję, swoją historię. Każdy z nich ma inną relację z klawiaturą instrumentu i ja to słyszę. Tego nie zastąpi żaden algorytm ani żadne sample. Nie wspominając o brzmieniu instrumentu – pianino do tych utworów nagrywaliśmy na 12 mikrofonów. Jak się wsłuchasz, usłyszysz uderzenia młoteczków, przesunięcia stóp, oddechy. Po prostu emocje. Czyli coś czego na ten moment i zapewne w przyszłości technologia nie jest w stanie nam oddać.
Przy swoich utworach współpracowałaś ze wspomnianym producentem Tomkiem Harrym Waldowskim. Jak wyglądała Wasza współpraca przy „Gdy już odrzucisz mnie” i co najbardziej cenisz w jego podejściu do muzyki?
Powiem tak, Tomek robi fantastyczną lasagne, makaron w sosie kremowym i rewelacyjną herbatę zimową. 🙂
Już dużo o tym powiedziałam, ale prawdę mówiąc o pracy z Tomkiem mogę mówi godzinami. Od czerwca tamtego roku jestem stałym gościem w jego studiu, zaprzyjaźniliśmy się rodzinnie i to pewnie słychać. „Gdy już odrzucisz mnie” to utwór, który robiliśmy całkiem niedawno i byliśmy już „dotarci”. Poznaliśmy się na tyle, że z ogromną swobodą zagrałam i podzieliłam się tą piosenką i od razu pojawiły się pomysły.
Co w Tomku cenię?
O kilku rzeczach już mówiłam – absolutnie niebywała wyobraźnia muzyczna i zamiłowanie do prawdziwego, żywego brzmienia, przy jednoczesnym eksperymentowaniu i szukaniu różnych inspiracji, nowych kierunków. Do tego wszystkiego Tomek jest multiinstrumentalistą i gra prawie na wszystkim. Czy Ty uwierzysz, że on się nauczył ostatnio grać na trąbce? W listopadzie kupił trąbkę, a chwile później zagrał na niej i to w „Gdy już odrzucisz mnie”. To jego pierwszy utwór, gdzie nagrał dętki! Niezwykłe, prawda? Tomek ma ogromną motywację do ciągłego rozwoju, niesamowitą pokorę oraz determinację i mnie to również inspiruje. A przy tym jest tak skromnym i cudownym człowiekiem, że mogę mówić o szczęściu. Tomek pomógł mi muzycznie uwierzyć w siebie, a ja, mimo, że przy nim widzę jak wielu rzeczy ja nie umiem, nie nabyłam ani jednego kompleksu, a jedynie zdrową pewność siebie i wiarę. Życzę tego każdemu wokaliście. Dzięki Tomkowi nie stresuję się na widok studyjnego mikrofonu. 🙂
Czy ten singiel można traktować jako zapowiedź kierunku całego albumu? Jakie wątki lub emocje chcesz eksplorować w kolejnych utworach?
Zarówno „Czas mi wybaczy”, jak i „Gdy już odrzucisz mnie” są zapowiedzią albumu, który właściwie jest już skończony. Teraz zostaje miks i master ostatnich utworów, finalizacja okładki i te najtrudniejsze działania – promocyjne. Coś, co sprawiałoby mi więcej radości, gdyby nie inne zobowiązania zawodowe i mała ilość czasu. Ale z pokorą przyjmuję dobre rzeczy, które się dzieją i staram się ze spokojem podchodzić do porażek. A było ich wiele i będzie jeszcze więcej. Jakie emocji i wątki będą na albumie? „Sygnał wysłany do Księżyca” to jego tytuł i ostatnio dziennikarz Paweł Błędowski spytał mnie: „Czy ta płyta to sygnały jakie wysyłasz do siebie z przeszłości?”
I odpowiem, że trochę tak. Ta płyta jest o różnych historiach, które w życiu się trafiają i różnych emocjach – jednak wszystkie utwory łączy z pewnością jedno ciepło, spokój, nadzieja. Nie ma tam dramatów nawet, jeśli utwór jest o bardzo trudnym doświadczeniu, a taki jest „NIKT”. Jest tam wiele pięknej tęsknoty i radości. To na pewno jest album dla tych kochających muzykę, która trochę zabierze ich w taki baśniowy świat.
Za co Ty osobiście cenisz utwór „Gdy już odrzucisz mnie”?
Za intymność, spokój, głębię brzmienia, rozbrajające pianino, melodię i fenomenalny ładunek emocjonalny, który wybrzmiał też dzięki bębnom. Miała to być spokojna ballada, a potem napisałam do Tomka któregoś wieczoru: „Tomek, wiesz co, tam jednak muszą być bębny, ale wiesz jakie? Takie… po prostu zagraj tam na tych bębnach… mocno, wal w te perkusje…”. My bardzo pilnowaliśmy, żeby wokal w tym utworze był bliski, prawdziwy, naturalny, taki jaki jest, gdy śpiewam na żywo, dlatego też zostawiliśmy na przykład moment, gdzie załamał mi się głos. Mogłam to ponownie zaśpiewać, ale emocje były takie, że decyzja podjęła się sama. To jest zresztą też ogromna zaleta Harry’ego – on szuka w muzyce prawdy.
Czy ta piosenka jest bardziej rozmową z kimś, czy z samą sobą? Czy ta piosenka pozwoliła Ci – jeśli chodzi o przekaz – z czymś się zmierzyć w swoim życiu?
Jest rozmową i z kimś… i ze mną. Historia jest moja i pisałam ją na bazie własnych doświadczeń. Przed oczyma miałam ostatnią sytuację, kiedy czułam to, o czym śpiewam i wyobrażałam sobie – a gdybyś teraz stanęła obok, ale z wiedzą i doświadczeniem, które masz dzisiaj, co byś tej Kasi powiedziała? Właśnie to – wyjdę z ciszy, śmiech zapali lampkę w moim pokoju.
W tak trudnych emocjach, o jakich śpiewam, trudno jest uwierzyć, że może być jeszcze inaczej, dobrze, a nawet pięknie. Ba! Nawet jak już się tak stanie, czasem są wątpliwości. To jest więc dialog. Trochę jakby zwrotki śpiewała Kasia w 2026, a refren „Czy to możliwe jest, że początek szczęścia kluje mnie?”, Kasia w roku 2016.
Jest też rozmową z kimś, ponieważ tę historię przeżywają też inne kobiety. Stąd też obecność cudownej aktorki Grety Burzyńskiej w klipie – ja nie jestem w tym sama, inna kobieta też nie. Uczucie odrzucenia dotyka wiele z nas i ten utwór to jest taka kartka z nadzieją. Czy ten utwór pozwolił zmierzyć się z czymś w moim życiu? Muzyka mi na to pozwala, nie tylko ten utwór. Ten utwór uświadomił mi tylko, że zaczęłam wierzyć w to, że jestem wartościową kobietą i sama siebie lubię.
Jeśli „Gdy już odrzucisz mnie” jest etapem, to czego dziś najbardziej szukasz w muzyce – ukojenia, prawdy, a może konfrontacji?
Myślę, że ukojenia i prawdy. To jest to, czego ja szukam i chciałabym, aby w mojej muzyce znajdowali to inni. I po tym, co słyszę na koncertach, chyba mi to zaczyna wychodzić. Wciąż buduję swoją publikę, ogromnie cieszę się z każdego maila, komentarza i każdego słowa „Dziękuję”. Dla mnie muzyka ma niezwykłą siłę opowiadania pięknym subtelnym językiem i z tego właśnie korzystam i uczę się dalej, jak jeszcze inaczej mogę to robić.
Każdy utwór jest etapem. Z każdym utworem uczę się czego nowego, edukuję się muzycznie, poznaję ludzi, nową muzykę – za rok będę mieć już inne pomysły i inne emocje. Powiem więcej – ja już mam folder pełen nowych kompozycji. 🙂
Twoja poprzednia kompozycja „Czas mi wybaczy” wybrzmi również w musicalu „Dopamina”, którego jesteś autorką. Czy możesz coś więcej powiedzieć o tym przedsięwzięciu?
DOPAMINA to takie drugie oczko w głowiem, zaraz po albumie. Koncept szalony, a jednak nagrodzony owacjami na stojąco! Jako dziecko wychowałam się w fotelu widza teatrów muzycznych. Już jako 13 latka jeździłam w trasę z musicalem mojego taty i Kasi Gaertner – POMSTA i sprzedawałam wtedy widzom płyty i kasety. To były piękne czasy! Poznałam kulisy, wielu aktorów… Równolegle działałam aktywnie w kółku teatralnym w liceum i wchłonęłam się w ten świat. Byłam stałą bywalczynią Teatru Rozrywki, a potem sama zaczęłam grać na scenie. Łączenie muzyki z obrazem było dla mnie naturalne i pisząc, komponując, zawsze widzę obrazy. Kiedy byliśmy w połowie pracy nad płytą, usłyszałam od innych, że te piosenki są takie disneyowskie, czuć trochę musicalu i wtedy zrodził się w głowie pomysł DOPAMINY. Razem z Basią Derlak napisałyśmy scenariusz, razem z Tomkiem muzykę. Z ramienia Teatru Górnośląskiego, który założył mój tata, wystąpiłam o grant i… dostaliśmy go. W szalonym tempie szukałam realizatorów, robiliśmy castingi i próby. Premiera za nami, kolejne spektakle przed nami. A o czym jest DOPAMINA? O relacjach i odnajdywaniu się w świecie licznych bodźców. To piękny spektakl dla każdego.
Co w ostatnim czasie najmocniej wpłynęło na Twoje myślenie o muzyce – konkretny artysta, wydarzenie, a może osobiste doświadczenia?
To zależy, czy mówimy o muzyce, jako sztuce, czy muzyce jako rynku muzycznym. Skupię się na muzyce. Bezapelacyjnie ludzie, z którymi współpracuję, zaczynając oczywiście od Harry’ego. Nasza współpraca jest bardzo organiczna i ludzka – razem eksperymentujemy, rozmawiamy, szukamy rozwiązań, inspirujemy się. Harry regularnie dzieli się ze mną ciekawymi i pięknymi utworami, wykonawcami, o których czasami pierwszy raz słyszę. Pokazuje mi instrumenty, które są rzadkie, jak np. medal steel i ja to chłonę. Chłonę i zaczynam wypływać na nieznane mi szlaki, robić muzycznie rzeczy, o które siebie nie podejrzewałam, więcej się tą muzyką bawić. Poza Tomkiem to dwaj muzycy. Z artystów, którzy ostatnio mają na mnie wpływ, też za zasługą Tomka są Nina Persson i Radiohead. A poza wpływami innych to Frances – brytyjska kompozytorka i wokalistka, która kilka lat temu nagrała wspaniały album z rozbudowanymi harmoniami głosowymi i do dzisiaj do niej wracam. A skoro ludzie to oczywiście i doświadczenia, ale nie było jednego konkretnego, chodzi o całokształt tego, co działo się przez ostatni rok, jak dzięki tym ludziom, ja budowałam takie zdrowe poczucie wartości muzycznej.
Wyobraź sobie, mając naprawdę niewielki dorobek i doświadczenie w koncertach ze swoim repertuarem, akustycznych, 19 lutego stanęłam na scenie z całym 10-osobowym zespołem wybitnych muzyków jako frontmenka.
Gdybyś rok temu spytał mnie o to, czy to możliwe, wahałabym się. I kiedy sobie to uświadomiłam i powiedziałam Tomkowi, że to było szaleństwo, on odpowiedział: „Gdybym nie wiedział, że Ty to zrobisz, to byśmy tej płyty razem nie tworzyli”. Słów wsparcia od muzyków, z którymi gram, słyszę bardzo dużo i to powoduje, że jestem coraz bardziej odważna muzycznie.
Jak widzisz własne utwory na żywo?
Ze swoim repertuarem autorskim koncertuję od grudnia 2024, a to już ponad rok. Głównie były to koncerty akustyczne (gitara + pianino) lub duet z Michałem Roratem. We wrześniu ubiegłego roku zagraliśmy cały koncert w Studiu Polskiego Radia Rzeszów, zakończony owacjami na stojąco. W lutym zagraliśmy w legendarnym Klubie Pod Jaszczurami w Krakowie, potem w klimatycznym Prześwicie w Warszawie. W międzyczasie kilka innych, mniejszych. Także to się cały czas dzieje!





