
„Hiperfiksacja” to tytuł czwartego albumu Leny Romul. Brzmieniowo utwory zanurzone są w szeroko rozumianym rocku — od alt-rocka i grunge’u po elementy orkiestracji i rapu. Zapraszamy do zapoznania się z naszą recenzją tego wydarzenia.
fot. okładka albumu
Recenzja płyty „Hiperfiksacja” – Lena Romul (2026)
Zainteresowania muzyczne Leny Romul pozostają rozległe, co potwierdzają zarówno jej liczne współprace, jak i wcześniejsze albumy. Na tym tle czwarta płyta zatytułowana „Hiperfiksacja”, jawi się jako projekt najbardziej rockowy, a przy tym zwarty – pełnokrwisty w warstwie emocjonalnej i brzmieniowej. I choć artystka nie zapomina o piosenkowej, nieco nadmiernie formalnej odsłonie własnych pomysłów, to wydają się one bezkompromisowo zobrazowane w niekoniecznie łatwo przyswajalnej formule. To materiał wymagający uważności, ale dzięki temu zachowujący własny ciężar gatunkowy.
Twórczyni nigdy nie podążała za trendami, co potwierdza również ten album. Gdy obecnie wielu wykonawców skłania się ku kameralnemu songwritingowi lub lekkiej popowej estetyce, Lena stawia na mocne projekcje muzyczne, w których rockowy sznyt splata się z pełnią jej możliwości wokalnych.
Stąd obok zdecydowanych, precyzyjnie wyśpiewanych fraz pojawiają się też akcenty rapowane, będące świadectwem odwagi i wyobraźni wykonawczej. Czemu tego nie wykorzystać przy takiej skali głosu i charyzmie? Wokalistka daje o sobie znać w tych utworach w pełnej krasie, udowadniając, że w takim formacie artystycznym można w pełni wyostrzyć indywidualną osobowość – i w tym przypadku naprawdę się to udało. Recytowanie rozwiniętego tekstu z podkładem muzycznym najlepiej wypada w energetycznym kawałku „Lubię latać”.
Ta żywiołowość daje o sobie znać w wielu momentach, co nie oznacza, że wokalistka zrezygnowała ze spokojniejszych, bardziej wyważonych, a przy tym uczuciowych piosenek. Zwraca uwagę melodyjny charakter „Może to dziwne”, choć wyświechtane refreny nie dla każdego mogą okazać się satysfakcjonujące. Jednocześnie wiele w tym naturalności, szczerze wyzwolonych dźwięków, które zgrabnie układają się w przyjemny w odbiorze motyw. Punktem kulminacyjnym wydaje się jednak dorodny, całkowicie pochłaniający uwagę numer „Zawróć”.
Dla tych, którzy szukają mniej oczywistych rozwiązań, ciekawym doświadczeniem będzie singiel „Ej Ty”, w którym pojawiają się subtelne smaczki soulowe, otulające pop-rockową kompozycję i dodające jej lekkości, a jednocześnie skutecznie chronią przed banałem i przewidywalnością. Całość zamyka balladowy „Ptak”, którego starannie przemyślana orkiestracja nadaje całości szlachetnego wymiaru i pozostawia lekki niedosyt – ale nie w złym tego słowa znaczeniu. Wręcz przeciwnie, staje się on pretekstem do ponownego przesłuchania i głębszego wniknięcia w strukturę tych propozycji.
Lena Romul to artystka bardzo świadoma, a na tym albumie dojrzała jak nigdy wcześniej, co potwierdza, że aktualny kierunek jest dla niej zdecydowanie właściwy. I choć nie możemy przewidzieć, w którą stronę skręci w przyszłości, warto skupić się na tym, co tu i teraz – chłonąć z tej muzyki to, co najcenniejsze, w końcu pierwiastek ludzki nie został tu przytłoczony nadmierną produkcją.
„Hiperfiksacja” to płyta, do której warto powracać, bo za każdym razem przynosi nowe wrażenia – zarówno w warstwie aranżacyjnej, w niuansach wokalnych, jak i w emocjach, które wokalistka potrafi wyrazić z pełną intensywnością. W końcu: „zakończyłam bycie grzeczną, czuję w kościach, ta emocja roznosi mnie na wszystkie strony świata (…)”.
Łukasz Dębowski
Tak zaczyna się „Hiperfiksacja”. Lena Romul prezentuje nowy singiel „Ej Ty”!


![Najlepsze rapowe płyty 2025 roku [RANKING]](https://polskaplyta-polskamuzyka.pl/wp-content/uploads/2026/01/Najlepsze-rapowe-plyty-2025-roku-RANKING-300x300.png)



