27 kwietnia we wrocławskiej Hali Stulecia odbył się wyjątkowy koncert Jimka z serii „Subklasyka”.
fot. Adrian Kaczmarek
Radzimir, razem z ogromną orkiestrą zaprezentował kultowe utwory z różnych gatunków (muzyki filmowej, symfonicznej, rapu, jazzu, funku), pokazując, iż mając ogromną, muzyczną wyobraźnię, da się wykrzesać coś z zupełnie innym ładunkiem emocjonalnym, co pozwala odbierać znane od lat utwory, w zupełnie nowy sposób.
Momenty typowo instrumentalne, przełamywały gościnne występy znanych raperów. Na początek pojawił się Rahim i Fokus jako Paktofonika, przedstawiając w ciut innej odsłonie „Chwile ulotne” i „Jestem Bogiem”.
Po kilkunastu minutach żywych interpretacji klasyków, między innymi ze Stanów, jak „Empire State of Mind”, na scenie pojawiło się Wzgórze Ya-Pa 3. Co prawda nie jestem ich fanem, jednak „Park” i „Ja mam to co ty” całkiem dobrze do mnie trafiły.
Z racji lokalizacji, Wrocławia, nie zdziwiło mnie zaproszenie jednego z najbardziej charakterystycznych (i polaryzujących) przedstawicieli obecnej generacji rapu – Zdechłego Osy. W końcu kto jak nie Jimek, mógł stworzyć ze rozpoznawalnego „Patolove” coś nowego? W wydaniu orkiestry, singiel nabrał zupełnie innego ładunku emocjonalnego – zamiast przyjemnej, rytmicznej melodyjki, wkroczyło poczucie niepewności, zagubienia, może nawet wrażenie oniryzmu.
Po Osie i dłuższym segmencie muzyki instrumentalnej, na sam koniec koncertu, na scenie pojawił się Pezet, wykonując wspólny (z Jimkiem) numer „Nie muszę wracać” z 2012 roku, serwując na zakończenie energetyczną pigułkę.
Interesującym zabiegiem było zaadaptowanie trybuny za orkiestrą, dając zupełnie inne doznania audiowizualne osobom, które zdecydowały się na te miejsca, widząc bardzo dobrze ekspresję Jimka podczas dyrygowania.
Jako, iż od lat moją domeną podczas koncertów jest fotografia, a dopiero na drugim planie znajduje się muzyka, najlepszą rekomendacją tego koncertu niech będzie fakt, że z miłą chęcią powtórzyłbym swoją obecność na którymś z koncertów Jimka, tym razem jednak nie jako fotograf, a widz i słuchacz, rozkoszujący się kunsztem muzycznym całej orkiestry i kultowych utworów z przekroju gatunków, w nowej, po części „wyższej” formie, która jest niewątpliwie przystępna dla osób, niespecjalnie interesujących się muzyką symfoniczną. To też dobra okazja, by w towarzystwie goszczących raperów, otworzyć się na te rejony muzyczne.
Jeśli rozważacie swoją obecność, na którymś z bliscy koncertów Jimka, szczerze polecam i to nie ze względu na udział polskich raperów, a przede wszystkim przez muzyczną ucztę, która momentami przypominała mi wstęp ukochanego utworu Daft Punk – „Beyond”.
Adrian Kaczmarek
































fot. Adrian Kaczmarek

![Mieczysław Kosz – „Ikar. Solo na Jazz Jamboree” [RECENZJA]](https://polskaplyta-polskamuzyka.pl/wp-content/uploads/2026/06/Mieczyslaw-Kosz-Ikar.-Solo-na-Jazz-Jamborre.jpg)
![30 lat później. Big Day – „Dzień trzeci” [RECENZJA]](https://polskaplyta-polskamuzyka.pl/wp-content/uploads/2026/04/Big-Day.jpg)




Dodaj komentarz