“Komponuję utwory w odniesieniu do różnych sytuacji życiowych” – Kamil Abt [WYWIAD]

30 kwietnia pod naszym patronatem medialnym odbyła się premiera płyty “Split Personality” gitarzysty Kamila Abta. Płyta składa się z dwóch części “Teatr” i “Zawsze tam gdzie Ty”.

Na pierwszej znalazły się autorskie kompozycje, zaś na drugiej jazzowe reinterpretacje przebojów, m.in. Lady Pank i Perfectu. Zapraszamy na naszą rozmowę z artystą.

fot. okładka płyty

Gdzie należy szukać początków albumu “Split Personality” i jak to się stało, że jej forma rozrosła się do dwóch odrębnych części?

W trakcie pandemii pracowałem na dwóch różnych projektach. Pierwszy to „Zawsze tam gdzie ty” – nagranie powstało jako demo nowego projektu, aczkolwiek nagrane było w warunkach studyjnych. Drugie to „Teatr”, czyli muzyka na zamówienie do spektaklu teatralnego w Australii, pt. „Bo miłość to wariatka” (scenariusz Teresa Podemska-Abt). Obydwa nagrania wyszły lepiej niż się spodziewałem, i chociaż oryginalnie nie miałem zamiaru ich wydać, stwierdziłem, że szkoda byłoby tego nie zrobić. Problemem było to że oba nagrania były dosyć krótkie. Najpierw myślałem o wydaniu dwóch EP, ale później wpadłem na pomysł podwójnego albumu. Tytuł oczywiście nawiązuje do różnicy w charakterze obu projektów.

Z materiałów prasowych wynika, że niezwykle ważne są dla Pana podróże, które często stają się inspiracją do tworzenia kompozycji. W jaki sposób poszczególne miejsca rezonują z emocjami, które później przekładają się na poszczególne kompozycje?

Przeważnie te miejsca rezonują na poziomie nieświadomości, chociaż czasami tytuły (jak np. “Under a Namibian Sky with You”) są dobrane z myślą o konkretnej sytuacji życiowej czy wspomnieniu. Jednak rzadko mi się zdarza przekładać miejsca czy sytuacje bezpośrednio i „dosłownie” na muzykę. To znaczy wspomnienia się raczej automatycznie przekładają w muzykę w trakcie kompozycji, bez świadomej manipulacji nut, żeby w jakiś konkretny sposób odzwierciedlały prawdziwe sytuacje.

Czy od początku Pana zamysłem było nagranie pierwszej części zatytułowanej “Teatr” w składzie trio z gitarą basową i perkusją?

Tak, ale na tę decyzję wpłynął też budżet przeznaczony przez teatr na muzykę do spektaklu. Jak zwykle, był on ograniczony. Z drugiej strony, miałem ochotę nagrać płytę w trio, więc gdybym nawet miał większy budżet, i tak czy tak zrobiłbym to w takim składzie.

 

fot. materiały prasowe

Na drugą część albumu “Zawsze tam gdzie Ty” złożyło się kilka zaskakujących interpretacji, gdzie obok piosenek Perfectu i Lady Panku znalazło się miejsce dla zespołu Big Cyc. Skąd taki wybór repertuaru?

Wybierając utwory, chciałem się zapoznać z piosenkami, które miały największy rozdźwięk wśród Polaków, więc kierowałem się listami przebojów sprzed ostatnich 30-40 lat i wybrałem te, które wydawały mi się najciekawsze i najbardziej nadające się do improwizacji. Przeniosłem się do Polski, między innymi, po to żeby lepiej poznać swoje korzenie i polską kulturę. Dlatego ciekawy byłem piosenek które wzruszają Polaków i mają dla nich największe znaczenie. Poza tym, dorastając w Australii w moje ręce wpadły nieliczne nagrania Big Cyc i Perfectu, więc te akurat zespoły też mają dla mnie znaczenie, ponieważ słuchałem ich jako chłopiec. Perfect reprezentuje tę stronę mojej osobowości związanej z emocjami, które odczuwałem po emigracji do Australii jako dziecko. Natomiast Big Cyc reprezentuje moje odkrycie satyry, ironii i krytyki polityczno – społecznej w muzyce.

W jaki sposób szuka się formy na tak znane utwory, które w Pana koncepcji znacząco odbiegają od pierwowzorów?

Często jest to kwestia eksperymentowania, aż wyjdzie „coś” ciekawego. Jako kompozytor i aranżer mam pewien zbiór technik, metod i pomysłów, które nakładem na utwory. Często wychodzi coś niespodziewanego, co muszę później dopracować, żeby osiągnąć równowagę muzyczną i estetyczną, i żeby było to do wykonania bez miesięcy prób.

Swing amerykański, który staje się formą dla tych kompozycji nie jest zbyt oczywisty. Od początku wiedział Pan, w jaki sposób ubrać polskie piosenki, żeby nadać im zupełnie innego kolorytu?

Ogólnie chciałem je zagrać w stylistyce swingowej, ponieważ gram przed wszystkim jazz, w którym panuje rytm swingowy. Jak się wgłębiłem w aranżowanie, to uderzyło mnie to, że mimo tego, że w swingu jest kilka niezmiennych elementów, grało się go różnie zależnie od miejsca i epoki. Chciałem te różnice podkreślić bo są muzycznie, środowiskowo i historycznie interesujące, żeby nagrania na płycie (oraz cały repertuar związany z tym projektem) nie były nudne.

Czy można powiedzieć, że jako muzyk zupełnie nie inspirował się pierwotną wersją tych znanych kompozycji, po to, żeby nadać im bardziej indywidualny rys? Co stanowiło dla Pana wyzwanie w tworzeniu własnych interpretacji tych kompozycji?

Nie do końca można tak powiedzieć, ponieważ kierowałem się przede wszystkim oryginalną melodią i harmonią tych utworów. Rytm oczywiście zmieniłem, czasami dosyć radykalnie. Natomiast melodie zostały zaśpiewane prawie tak, jak w oryginalnych nagraniach. Harmonie urozmaiciłem, ale przeważnie trzymałem się pierwotnych pochodów akordów. Największym wyzwaniem było modyfikowanie pomysłów teoretycznych (harmonia, rytm, budowa utworów), które zaaplikowałem w tych utworach, żeby finalne wersje piosenek brzmiały naturalnie i muzycznie, a nie jak abstrakcyjne eksperymenty muzyczne.

Zaskoczeniem jest także wprowadzenie kobiecego wokalu Joanny Suflety do piosenek z głównie męskiego repertuaru. Skąd taki pomysł i jak to się stało, że zaczęliście razem współpracować?

Andrzej Michalak, basista z którym od kilku lat współpracuję (i który wystąpił na płycie), zaprosił mnie kiedyś do składu, w którym śpiewała też Joanna. Spodobał mi się jej głos – pod względem i szerokiej skali i jej możliwościami interpretacyjnymi – oraz jej pozytywne nastawienie i otwartość na różne projekty.

Jeżeli chodzi o męski repertuar – nie miało to dla mnie większego znaczenia, ponieważ w jazzie nie ma takiego podziału. Standardy jazzowe są śpiewane i przez kobiety i mężczyzn, niezależnie od tego kto dany utwór wykonał oryginalnie. Natomiast spodziewałem się że Joanna przedstawi te piosenki z punktu widzenia kobiety, jako że w polskim języku rozróżnia się pomiędzy męskimi z żeńskimi zaimkami. Zaskoczyła mnie jednak, śpiewając je jako mężczyzna (np. „Idę sam, właśnie tam gdzie czekają mnie”). Przez to dodała jeszcze jedną warstwę interpretacyjną do tych utworów.

Czy są na tej płycie utwory, które osobiście dla Pana są z jakiegoś powodu szczególnie ważne? Być może jakiś utwór kojarzy się Panu z jakimiś bardziej osobistymi wydarzeniami z przeszłości?

Na części “Teatr” każdy z utworów jest osobiście ważny, bo komponuję utwory w odniesieniu do różnych sytuacji życiowych – i tych przyjemnych i też mniej przyjemnych. Kompozycja „Sny” powstała z myślą o zaskoczeniu lub rozczarowaniu, które może nastąpić, jak zwracamy uwagę na to, że ludzie, z którymi się zadajemy nie zawsze są tym kim sobie wyobrażaliśmy. Innymi słowy, mam na myśli, że czasami postrzegamy ludzi, jako projekcje naszych marzeń i oczekiwań wobec nich, aniżeli jakich oni naprawdę są. Pod tym względem ten utwór ma dla mnie szczególne znaczenie, ponieważ przypomina mi, że nie powinienem postrzegać ludzi przez pryzmat własnych pragnień.

Czy dostał Pan odpowiedź odnośnie interpretacji znanych utworów od artystów, których piosenki Pan wykorzystał? Z jakimi opiniami spotkał się Pan na temat tych propozycji?

Zespół Big Cyc żartował i się zastanawiał czy to oni napisali „Dres”, ponieważ moja wersja jest tak różna od oryginału. Podobało im się, ponieważ zaproponowali żebym kilka innych poszczególnych utworów w podobny sposób potraktował.

Co według Pana osobiście jest największą wartością albumu “Split Personality”?

Wspaniałe granie i improwizowanie muzyków, których zaprosiłem, a także wyeksponowanie możliwości wymyślenia czegoś nowego na podstawie istniejących utworów, aplikując postawę „jazzową”.

Czy nowy album to jest zamknięty projekt, który nie będzie w jakimś aspekcie kontynuowany? A może byłby Pan w stanie pokusić się o jego kontynuację w przyszłości przynajmniej jeśli chodzi o którąś jego część?

Jest to projekt otwarty, ponieważ kompozycja jest dla mnie niezbędna w istnieniu jako muzyk; pozwala ona na niezmiernie personalną formę ekspresji. Natomiast eksploracja muzyki polskiej jest dla mnie bardzo ciekawym polem artystyczny, gdyż pozwala mi to odkryć swoje korzenie, lepiej poznać kulturę swoich przodków i też wziąć udział w interpretacji, i reinterpretacji polskiej muzyki. Poprzez interpretacje i reinterpretacje kultura żyje.

Czego możemy spodziewać się na koncertach związanych z tym albumem? Czy będzie można usłyszeć na nich cały materiał z płyty “Split Personality”? A może coś więcej?

Oprócz utworów z płyty będą też inne utwory autorskie. Niektóre z nich zaistniały z myślą o muzykach, z którymi jestem teraz związany, jak i z sytuacjami, w których się na co dzień w Polsce znajduję, które doświadczam. Poza tym, mój program polskich przebojów jest szeroki i jest tam wiele innych piosenek, który wybieram według nastroju, przed każdym koncertem.

 

Kamil Abt – “Split Personality” [RECENZJA]

 

 

 

Leave a Reply