“Czasem śpiewam, czasem napiszę tekst, ale głównie to komponuję i gram na gitarze” – Jan Borysewicz [WYWIAD]

„Wszystkie oblicza Jana Borysewicza” to album nietuzinkowy, dokumentujący długoletnią działalność kompozytorską Jana Borysewicza. Z tej okazji porozmawialiśmy z artystą nie tylko o najnowszej płycie.

fot. materiały prasowe (Agora Muzyka)

Czy album „Wszystkie oblicza Jana Borysewicza”, podsumowujący działalność artystyczną z okazji 50-lecia, nagrywa się bardziej dla siebie czy wyłącznie dla fanów?

Wymyśliłem sobie taką płytę, bo chciałem pokazać moje działania artystyczne, które do tej pory miały miejsce, wypełniając moje całe życie. Później okazało się, że to może być związane z moim jubileuszem 50-lecia, chociaż tak naprawdę to jeszcze nie naliczyłbym tych 50 lat. Zespół Lady Pank ma 40 lat, a z Budką Suflera grałem 5 lat, więc ten jubileusz jest trochę naciągany.

To akurat ma najmniejsze znaczenie, bo zależało mi, żeby pokazać swoje różne oblicza muzyczne. Dlatego na płycie znalazła się moja pierwsza kompozycja – „Nie wierz nigdy kobiecie”, ale też utwory premierowe, jak choćby „Pocztówka”. Znajdują się tam utwory, które robiłem dla siebie, dla Lady Pank, ale również piosenki stworzone dla zupełnie niezależnych wykonawców. Jednocześnie najbardziej znane przeboje pochodzące z pierwszej płyty Lady Pank zaproponowałem w nieco innym wydaniu, z gościnnymi wokalami i nowymi interpretacjami na przykład: Kasi Kowalskiej, Katarzyny Nosowskiej czy Ewy Bem. Na płycie znalazły się utwory, które stworzyłem dla Izy Trojanowskiej, Piotrka Roguckiego, Igora Herbuta czy Piotra Cugowskiego. Chciałem mieć taką płytę pokazującą kawał mojego artystycznego życia. Oczywiście, że jest ona dla moich fanów, ale przyznam, że kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy to przytuliłem mocno do serducha i krzyknąłem – „ona jest moja!” (śmiech).

Wspomniał Pan, że do znanych piosenek Lady Pank, które znalazły się też na tej płycie, zaprosił gości, którzy wykonali największe przeboje. Jak dobieraliście artystów, którzy zechcą zinterpretować tak wielkie piosenki na nowo? Nie mieliście z tym związanych obaw?

Myślę sobie, że zespół Lady Pank jest już w jakimś stopniu kultowy, dlatego mogliśmy sobie pozwolić na zaproszenie innych artystów do wykonania naszych najlepszych piosenek. Chyba wszyscy się zgodzą, że interpretacje takich znakomitości jak: Kasia Nosowska, Kasia Kowalska, Piotrek Rogucki, Tomek Organek, Krzysiek Zalewski, Grzesiek Markowski, Maciek Maleńczuk, Leszek Janerka czy Artur Rojek, przyniosły nową wartość tym utworom. Tym bardziej, że każdy z nich spisał się wyśmienicie. Właściwie goście sami wybrali sobie piosenki. Kasia Nosowska powiedziała, że jej ulubionym numerem jest „Minus 10 w Rio” i to ona go zaśpiewała. Znowu „Zamki na piasku” wybrała sobie Kasia Kowalska i choć chciał to wykonać również Krzysztof Zalewski, to jednak kobiety mają pierwszeństwo (śmiech). Na szczęście okazało się, że bliska jest mu także „Fabryka małp” i ostatecznie wykonał właśnie tej przebój. Także nikomu niczego nie sugerowaliśmy. Każdy podszedł do wyboru piosenki indywidualnie. To była fajna przygoda i podróż w czasie, bo dla nich to było o tyle ważne, że słuchali tych piosenek we wczesnej młodości, a teraz mieli okazję zinterpretować je po swojemu.

 

Na płycie znalazł się również utwór „Wciąż bardziej obcy”, który pojawia się często przy różnych okazjach. Jak ważny jest to dla Pana utwór? I jakie ma Pan z nim wspomnienia?

To jest jeden z ważniejszych dla mnie utworów. To bardzo osobisty kawałek, który odzwierciedlał swego czasu to, jak faktycznie się wtedy czułem. Byłem trochę wyalienowany, bo czasy do życia były bardzo trudne – początek lat 80, komuna, stan wojenny. Ten numer dużo pokazuje, bo z jednej strony jest w nim trochę cierpienia, z drugiej znaleźć w nim można nadzieję na lepsze jutro. Nagrałem go na nowo, bo obiecałem moim fanom, że nauczę się go grać na pianinie i tak się stało. Można było go już w takiej wersji usłyszeć na koncertach. Pobawiłem się też instrumentalnie przy innych utworach, na przykład „Zawsze tam gdzie Ty” zagrałem na gitarach akustycznych, basie, perkusji. Chciałem to zarejestrować w taki sposób, jak kiedyś, gdy nagrywałem „O dwóch takich, co ukradli księżyc”. To był taki mój powrót do korzeni.

A jak to się stało, że piosenka „Wciąż bardziej obcy” trafiła też do Andrzeja Piasecznego, którą nagrał na swoją pierwszą solową płytę?

Już dokładnie tego nie pamiętam, ale wiem, że Andrzejowi bardzo podobała się ta piosenka. On do mnie zadzwonił i poprosił, więc bez problemu wyraziłem zgodę. Znamy się od lat, mieliśmy nawet wspólną managerkę, więc pomyślałem, że jeśli chce to zaśpiewać, to czemu nie?

Czy często zgłasza się ktoś do Pana, że chciałby nagrać jakąś kompozycję, którą Pan już kiedyś stworzył?

Wiele razy. Czasem muszę odmówić, choć była sytuacja, kiedy jacyś nieznani mi raperzy, bez żadnej zgody wykorzystali fragmenty piosenek Lady Pank. Także nie zawsze pytają czy mogą coś takiego zrobić, tylko po prostu zgłaszają do ZAiKSu. Grzeczniejsi jednak pytają. A zdarza się, że ktoś coś nagrał i podsyła mi taką swoją niekoniecznie zgodną z moją wizją wersję. Wtedy oczywiście nie jestem w stanie tego zaakceptować.

Ważną płytą w Pana dorobku jest album „Kawa i dym”, bo kilka propozycji z tego krążka znalazło się też na „Wszystkich obliczach Jana Borysewicza”. Jak wtedy dobierał Pan gości, którzy zaśpiewali w tamtych piosenkach?

Igora Herbuta bardzo lubię, szanuję i cenię za to co robi. On mi trochę przypomina Grzesia Ciechowskiego z początków swojej działalności. Piotra Roguckiego uwielbiam za wokal, ale też za to, co tworzył z zespołem Coma. Żałuję, że już nie istnieją, a przecież to była petarda. Takiego drugiego bandu nie ma na polskim rynku muzycznym. Może jeszcze kiedyś się zejdą. Oby. Do wszystkich moich projektów zapraszałem artystów, którzy są wartościowi, tworzą rzeczy niebanalne, często bardzo dobre.

Czy przez te lata rozgraniczał Pan tworzenie dla innych artystów, z tym co nagrywał dla siebie lub Lady Pank?

Nie jest łatwo stworzyć kompozycję, która będzie odpowiadała innemu artyście. Dla Ani Wyszkoni nagrałem kiedyś numer „Nie chcę Cię obchodzić” i przyznam, że początkowo trochę błądziłem. Nie wiedziałem do końca, jak odnaleźć numer, który będzie pasował do wizji artystki. Na szczęście ten utwór jej się od razu spodobał. Szukałem kompozycji, która będzie odpowiednia do jej wrażliwości. Chciałem, żeby mogła się w niej odnaleźć, tym bardziej, że ona potrafi śpiewać całym sercem i zawsze jej to pięknie wychodzi. Staram wczuć się w rolę artysty, który ma swoje gusta i emocje. „Wszystkie oblicza Jana Borysewicza” pokazują różnorodność piosenek, które tworzyłem dla innych oraz dla Lady Pank. Zawsze podchodziłem do tworzenia indywidualnie. Często różnią się te kompozycje od siebie, a to wymagało wiele czasu, żeby nabyć taką umiejętność. Ja też słuchałem zawsze różnej muzyki, co pozwoliło mi się otworzyć na innych artystów, którzy zwracali się do mnie o kompozycje.

 

A zdarzyło się tak, że stworzył Pan kompozycję, która komuś nie odpowiadała?

Oczywiście, że takie sytuacje mają miejsce. Ani Wyszkoni chciałem zrobić jeszcze jeden kawałek, ale nie wszystko zostało zaakceptowane. To nie jest łatwe trafić w czyjś gust. Zawsze staram się do kogoś dostosować, ale nie mam z tym problemu, jeśli komuś się coś nie spodoba. Natomiast to, co stworzyłem dla innych często okazywało się przebojem, tak było między innymi w przypadku Ani Wyszkoni, Braci, Piotra Cugowskiego. I to mnie bardzo cieszy.

Na płycie „Wszystkie oblicza Jana Borysewicza” znalazło się wiele niespodzianek, a jedną z nich jest udział Piotra Fronczewskiego w piosence „Nie wierz nigdy kobiecie”. Jak to się stało, że zdecydował się Pan zaprosić tego artystę do wykonania utworu Budki Suflera?

Od początku wiedziałem, że ten album musi otwierać moja pierwsza kompozycja, czyli „Nie wierz nigdy kobiecie”. Później zastanawiałem się, kto mógłby wykonać ten utwór na nowo. Powiedziałem do siebie, że to musi być wyjątkowy głos. I w tym momencie pojawiła się przede mną twarz Piotra Fronczewskiego. Uznałem to za świetny pomysł, tym bardziej, że ja z Piotrem znam się od wielu lat. Cenię go jako aktora, ale też po prostu jako człowieka. Chyba nie ma osoby w Polsce, która by go nie lubiła. Zadzwoniłem więc do Piotra z tą propozycją i on na początku miał wątpliwości, mówił, że nie potrafi śpiewać. Szybko jednak udało mi się go przekonać do tego pomysłu i już dwa dni później siedział w moim studio, gdzie zarejestrowaliśmy wokal. I uważam, że wyszło fantastycznie. Nagraliśmy nawet do tej wersji klip.

 

Na płycie zamieścił Pan dwa duże przeboje, które pochodzą z płyty nagranej wspólnie z Pawłem Kukizem. Jak Pan wspomina tamten czas i ogromny sukces, który wtedy przyszedł z tamtymi piosenkami?

Wtedy to był mój pomysł, żeby zaprosić go do projektu. Szanuję Pawła za to, jakim był wokalistą i tekściarzem. Wiedziałem, że to będzie sukces, bo spotkanie takich dwóch osobowości, jak ja i ówczesny Paweł musiało przynieść coś dobrego. To faktycznie okazało się strzałem w dziesiątkę. Do dziś „Bo tutaj jest jak jest” wpisuje się w klasykę polskiej piosenki. Uważam, że był to dobry pomysł. Ja bardzo często szukam nietypowych połączeń artystycznych, które mogą zaowocować czymś fajnym. Zrobiłem też projekt „Alibaba Borysewicz” z wieloma raperami. Szukam już kolejnych wokalistów, z którymi może stworzę nowy zespół, albo projekt z jeszcze inną muzyką. Jestem więc otwarty na współpracę, tym bardziej, że mam niezliczoną ilość pomysłów, które chciałbym zrealizować.

Czy kiedy tworzy Pan utwór dla innego artysty, to działa Pan intuicyjnie, czy też prowadzi zaawansowane rozmowy z jakimś wykonawcą, żeby dowiedzieć się, czego on tak naprawdę potrzebuje?

Zawsze działam bardziej intuicyjnie i sam próbuję wejść we wrażliwość drugiego artysty, żeby wyczuć, co dla niego będzie dobre. Jeśli podejmuję się rozmów, to już bardziej w trakcie nagrywania w studio, kiedy artyści pytają mnie, czy nie mógłbym czegoś zmienić, alby czy nie chciałbym dograć swojej gitary. Tak było chociażby w piosence „Daj mi żyć” Piotra Cugowskiego.

Na album podsumowujący tak pokaźny dorobek, nie mogło zmieścić się wszystko. Dlaczego nie zdecydował się Pan umieścić żadnej piosenki z płyty nagranej wspólnie z Rafałem Brzozowskim?

Z tym albumem było duże zamieszanie, bo to były piosenki napisane dla Pawła Kukiza, ale on wtedy wybrał inną drogę życiową. Miałem podpisany kontrakt i to od wydawcy zależało, kto zaśpiewa w tych utworach zamiast Kukiza. Ja wtedy dostarczyłem tylko gotowy materiał. Na płycie „Wszystkie oblicza Jana Borysewicza” znalazły się utwory, które są dla mnie z jakiego powodu ważne. Poza tym materiał, który znalazł się na tym albumie jest bardzo dobrze nagrany, ale też dobrze dobrany pod względem wykonawców. Oprócz „Pocztówki” znalazł się tam jeszcze jeden premierowy utwór zatytułowany „Zawsze przy Tobie”, który stworzyłem z myślą o Leszku Możdżerze. Chciałem, żeby zagrał w nim na pianinie. I jestem dumy z tego, że przyjął moje zaproszenie, bo to wybitny artysta, którego bardzo cenię.

Czyli oba premierowe utwory powstały z myślą o tej płycie?

Tak. One również pokazują moje różne oblicza. Uwielbiam oba numery, pomimo, że wyraźnie są inne i nie mieszczą się w jednym gatunku muzycznym. Nie boję się eksperymentować, natomiast chciałbym zaskakiwać publiczność, ale też samego siebie. I cała płyta pokazuje, że tak jest. To taka muzyczna petarda, zestaw ważnych utworów, których świetnie się słucha. Takie opinie otrzymuję od różnych ludzi, nie tylko moich wielbicieli, ale też fanów wykonawców występujących w poszczególnych piosenkach. To jest kawał mojego życia.

Czasem decyduje się Pan sam śpiewać w piosenkach, które stworzył. Z czego wynika ta potrzeba?

Zdaję sobie sprawę, że nie jestem świetnym wokalistą, ale ja najlepiej wiem, jak zaśpiewać moje piosenki, dlatego czasem decyduję się je wykonać także wokalnie. A nie są to łatwe kawałki, bo zanim zdecyduję się komuś podarować jakiś numer, to wcześniej sam muszę go zaśpiewać. Ma to znaczenie na przykład dla tekściarza, który pisze słowa pod mój głos. Czasem śpiewam, czasem napiszę tekst, ale głównie to komponuję i gram na gitarze (śmiech). A ten album pokazuje, że nie bałem się wyzwań i wciąż na takie jestem otwarty.

Rozmawiał: Łukasz Dębowski

 

fot. okładka płyty

Dodaj komentarz