“Ta płyta to moje osobiste święto” – Emilia Pawłowska [WYWIAD]

“Niebo nad jeziorem” to autorski debiut Emilii Pawłowskiej. Album ukazał się pod naszym patronatem medialnym. Zapraszamy na nasz wywiad z artystką, w którym poruszyliśmy wiele tematów, nie tylko tych związanych z premierową płytą.

fot. Justyna Szczotka

Album „Niebo nad jeziorem”  to moje „aojde” („pieśń zwycięstwa”), tu i teraz”. Czy to bardziej osobiste czy artystyczne zwycięstwo Emilii Pawłowskiej? Na czym polega zwycięstwo związane z tą płytą?

Zdecydowanie tak. Album „Niebo nad jeziorem”  to moje symboliczne zwycięstwo zarówno osobiste, jak i artystyczne. Dłuuugo zastanawiałam się, co zrobić z własną aktywnością twórczą, odkąd pamiętam umuzyczniam wiersze i szukałam w swojej aktywności twórczej znamion jakości czy wartości. Pomimo tego, że ja w pewnym momencie postanowiłam odejść od czynnego muzykowania i śpiewu, to w wolnych chwilach zawsze bawiłam się dźwiękami i słowami.

Potem, gdy po latach ponownie postanowiłam stanąć na scenie w 2018 roku ku mojemu zdziwieniu – czy słuchacze w radiu, czy widzowie podczas koncertów, czy też dziennikarze muzyczni z którymi miałam przyjemność się spotkać – utwierdzali mnie w przekonaniu, że warto, i że w moich wykonaniach jest siła. Aby wrócić do aktywnego muzykowania i śpiewu, musiałam podjąć szereg decyzji i zmian w życiu, zbudować sobie zaplecze w ramach którego będę mogła rozwijać się muzycznie i czuć się bezpiecznie. Wszystkie te zabiegi, które na początku wydawały się karkołomne, wymagały sporej dawki energii, mobilizacji, szukania możliwości. Ta płyta to moje osobiste święto.

 „Niebo nad jeziorem” wypełniły poetyckie teksty Anny Szucy i Aliny Rzepeckiej. Jak to się stało, że natrafiła Pani na teksty obu poetek i co zadecydowało o tym, że to właśnie ich słowa stały się podstawą opowieści zawartych we wszystkich piosenkach?

Zarówno Alina Rzepecka, jak i Anna Szuca pochodzą i mieszkają w moim regionie. W przeszłości miałam sukcesy artystyczne z piosenkami skomponowanymi  przeze mnie  do słów tych poetek. To od dziewczyn właśnie otrzymałam jedne z pierwszych tomików wierszy w życiu, poza obowiązkową literaturą oczywiście w szkole. Pomimo sporej różnicy wieku łączy nas  przyjaźń, wrażliwość i pasja spotkań z drugim człowiekiem. Obie towarzyszyły mi wcześniej podczas występów artystycznych i wspierały. Teksty poetek cenię za szczerość, autentyczność, refleksję, czy puentę płynącą wprost z kompilacji poszczególnych słów. Później już, gdy sama stałam się dojrzałą kobietą, zaczęłam się coraz bardziej utożsamiać z ich treścią. Popłynęła muzyka. Zarówno wiersze Anny Szucy, jak i Aliny Rzepeckiej są blisko ludzi, są prawdziwe. Ja je pokochałam.

 Czy w jakiś szczególny sposób starała się Pani powiązać wszystkie teksty, tak by stanowiły jakiś łączący się ze sobą ciąg? Czy też ważniejsze było nadanie indywidualizmu każdemu utworowi bez szukania spójności pomiędzy tekstami?

Mianownikiem wspólnym tekstów są przeżycia kobiety na różnych etapach życia. Kobiety, która pomimo szeregu doświadczeń, często trudnych (każda z nas jest żoną, mamą, całe życie aktywną zawodowo), rozmyśla o swoich niespełnieniach, próbuje zrozumieć zmieniającą się rzeczywistość, marzy o idealnym świecie, często takim, którego doświadczyła w dzieciństwie, tym błogim i wolnym od obowiązków. Próbuje go dotknąć, zatraca się w pięknie przyrody, oddaje się miłości, mierzy się z jej konsekwencjami a potem walczy z całych sił o skrawek dla siebie, tego nieubłaganie płynącego czasu… czasu, który kiedyś się skończy. Szczególnie dla kobiet jest to wrażliwy temat, temat przemijania i zmian wynikających z tego faktu.

 Zwiastunem albumu był utwór „Wybrałam”. Czym dla Pani jest ten utwór i co jest największą jego wartością?

W tym utworze pada jasna deklaracja „WYBRAŁAM” – wybrałam codzienność złożoną ze świadomie przeżytych chwil, które pielęgnują moją wrażliwość i dają jej siłę. Szanuję dany mi czas i postaram się go nie zmarnować. Otwieram się na obfitość pięknych słów i rezonuję z muzyką najwyższej próby.

 

 Od strony muzycznej płyta jest dosyć różnorodna, choć nad całością unosi się koloryt muzyki jazzowej. Co było punktem wyjścia dla tych piosenek od strony czysto muzycznej? Czy miał to być właśnie jazz, czy też od razu było wiadomo, że piosenki będą podążać w różnych kierunkach?

Słucham dużo jazzu. Jazz przy aktywnym słuchaniu otwiera umysł i bardzo rozwija, uwrażliwia na jakość frazy muzycznej. Na aktywne słuchanie muzyki potrzeba wolnego czasu, otwartego umysłu i ciszy w sobie.

Podobnie jest z poezją. Jeżeli szybko przeczytasz wiersz i się nie skupisz na poszczególnych zdaniach, to niczego nie zapamiętasz i nie zrozumiesz.

Jazz jest wciąż muzyką niszową, bo słuchając go trzeba się zatrzymać. Nie każdy człowiek jest na to gotowy. Moim zamiarem było właśnie to, aby słuchacza zachęcić do zatrzymania się tu i teraz, chciałam aby tak jak ja miał możliwość przejrzeć się w treści słów, które śpiewam. Ponadto chciałam, aby z muzyki płynął happening muzyczny, święto… to jest muzyka mojej duszy.

Każda z tych piosenek faktycznie ma inne zabarwienie muzyczne, wynika to głównie z treści słów i bezpośrednio z linii melodycznej, którą przywołałam. Poza tym piosenki te powstawały na różnych etapach mojego życia, stąd mają różne zabarwienie emocjonalne, a w konsekwencji nieco inny charakter.

Bardzo ciekawa na tle całości wydaje się piosenka „Obraz”, przemycająca odrobinę muzyki etno. Czy wynika to z Pani fascynacji także taką muzyką? Czy też pewne skojarzenia przypadkowo narzuca ciekawe instrumentarium zawarte w wybranych kompozycjach?

Jest to finezja zaproponowana przez Adama Lemańczyka, uznałam to za bardzo dobry pomysł. Obraz to bardzo osobisty kawałek z charakterystycznym wstępem na bango. W naszej muzyce jest sporo zabiegów produkcyjnych, np. dogrywaliśmy dźwięki dwóch gałęzi brzozy w piosence „Budzisz mnie”. Ponadto wykorzystane zostały chimesy, kije deszczowe, shakery. W piosence „Daję i biorę” słyszymy flet. W „U progu dnia” słyszymy solówkę, którą wykonuje Marcin Gawdzis graną na flugelhornie. Czy ktoś słyszał wspaniałe solówki Marcina Gawdzisa? To bardzo mocny atut tej płyty. Wchodząc do studia z pomocą Adama Lemańczyka, który odpowiedzialnie czuwał nad całą produkcją, dokładnie wiedzieliśmy jaki jest kierunek prac i jaki efekt chcemy uzyskać. Jesteśmy sami pod wrażeniem jakości dźwięków, które udało się przywołać.

 

fot. okładka albumu

Ważną postacią, która współpracowała z Panią przy tworzeniu materiału na ten album jest Adam Lemańczyk. Jak to się stało, że zaczęła Pani współpracować z tym muzykiem i skąd Pani wiedziała, że będzie to właściwa osoba na odpowiednim miejscu?

Podczas koncertów z materiałem z mojej pierwszej płyty poświęconej ponadczasowej, polskiej piosence zaczęłam wplatać swoje pomysły, które bardzo podobały się widowni, myślałam wtedy o autorskim albumie ale czułam, że nad utworami trzeba jeszcze popracować i nadać im charakter.

Szukałam aranżera, który uszanuje moje potrzeby i zrozumie sytuację, w której jestem. W końcu muzycy z mojego zespołu zaproponowali Adama Lemańczyka. Adam po zapoznaniu się z materiałem dostrzegł wartość w tym, co przygotowałam i podał mi pomocną dłoń. Szybko złapaliśmy dobre „flow”. Adam jest bardzo dojrzały, pracowity, a do tego ma pełno pomysłów i nie boi się eksperymentować. I ta jego wirtuozeria! Mamy zbliżone gusta muzyczne i lubimy dbać o jakość przekazu. Znałam wcześniej Adama możliwości.

Wszystkie utwory mają naturalne, wręcz czyste organiczne brzmienie. Idealnie spaja się to z wizją teledysków, w których eksponowana jest przyroda. Czy to celowy zabieg, który m.in. w klipie do „W potrzasku” podkreśliła Olga Czyżykiewicz?

Całe swoje życie spędziłam blisko natury. Nie wyobrażam sobie inaczej. Dlatego nie przeprowadziłam się do Trójmiasta lub do Warszawy, choć padały wcześniej propozycje współpracy. Szczególnie po moim udziale w „Szansie na sukces”, podczas której mój występ bardzo się podobał i dostałam po programie mnóstwo listów. Podczas studiów też miałam szereg prac terenowych, bo studiowałam biologię, w tym fitosocjologię a w ramach pracy magisterskiej badałam przez 2 lata 20 ha zbiornik wodny – oczywiście było to jezioro. Znam wszystkie jeziora w mojej okolicy w zakresie jakości wody, charakterystyki zbiornika wodnego, a w szczególności strefę, która nazywa się „litoral” :-).

Wszystkie zdjęcia z okładki płyty są wykonane w miejscowości, w której mieszkam, w moim najbliższym otoczeniu, w centrum Pojezierza Krajeńskiego i faktycznie mieszkam przy jeziorze, które można podziwiać w pierwszym teledysku. Klip do piosenki „W potrzasku”, która jest najbardziej popowa z całego albumu,  powstał już pod okiem Olgi Czyżykiewicz, znanej w Polsce reżyserki wielu teledysków kręconych dla szeregu gwiazd. Po wysłuchaniu piosenki zaprosiła mnie w okolice rzeki Bug pod Warszawą, dokładnie w okolice Szumina i tam powstały niezwykłe zdjęcia, niecodzienne, trochę trudniejsze w odbiorze. Konfrontując je z tym, co oglądamy na co dzień w mas mediach, wydawać by się mogło, że są ponure, ale to piosenka o spotkaniu samym ze sobą i z własnymi ograniczeniami – moje spotkanie ze sobą należało raczej do trudnych.

Wiele lat temu rozpoczęła Pani przygodę z muzyką. Długo jednak zajęło Pani dotarcie do momentu, który pozwolił Pani zrealizować wizję związaną chociażby z nagraniem płyty „Niebo nad jeziorem”. Czym to było spowodowane?

Mogłabym sporo opowiadać. Większości tych konkursów, które wygrałam już nie ma. Najbardziej prestiżowy wtedy, to był udział w 2 tygodniowych warsztatach piosenkarskich na FAMIE w Świnoujściu w 2000 roku i występ w koncercie laureatów, wspólnie z Łukaszem Zagrobelnym w duecie. Akompaniował nam wówczas Krzysztof Herdzin. Poznałam tam wielu znakomitych muzyków i tekściarzy.  Mam też wątek współpracy z bydgoskim Big Bandem  w latach 2000 – 2002. Uczestniczyłam też w programie „Szansa na sukces”. To bardzo wartościowe wspomnienia. Ciągnęło mnie do piosenki poetyckiej i do jazzu. Czułam to całą sobą. Jednak proza życia codziennego i studenckiego uniemożliwiła mi rozwój w tym zakresie. Wybrałam kierunek studiów, który dał mi szybko możliwość podjęcia pracy zawodowej, lecz nie był związany z muzyką. Ponadto w okolicach w których mieszkałam, nie było zaplecza do zbudowania tożsamości na scenie, a nie chciałam robić czegoś przypadkowego. Musiałam szybko pójść do pracy w której, jak się okazało, mogłam posłużyć się swoją wrażliwością w rozwiązaniu różnych problemów społecznych, szczególnie dzieci i młodzieży oraz osób niepełnosprawnych. Studiowałam potem jeszcze drugi kierunek, uczciwie pracowałam na stanowisku kierowniczym, potem rodzina, trójka synów. Tak minęło 20 lat. Teczka z pomysłami rosła. Aż w pewnym momencie nie mogłam jej zwyczajnie zamknąć tyle się uzbierało piosenek, które upomniały się o uwagę. I wróciła z impetem potrzeba kontaktu z muzyką. W 2018 roku wydałam krążek dla rodziny i przyjaciół. Zaczęły się koncerty. W 2021 roku wiosną wyszedł wreszcie także pierwszy, autorski album.

Praca zawodowa pokazała mi, że jak się człowiek uprze i jest pracowity, to góry może przenosić. W pewnym momencie pomyślałam, że warto byłoby spróbować swoich sił jeszcze raz w muzyce, tym bardziej, że materiał czekał i miałam już mocno ugruntowane potrzeby w tym zakresie. Poza tym, czasy się zmieniły diametralnie w zakresie produkcji muzycznej. Wtedy nie było jeszcze Internetu, nagrywało się audycje radiowe na kasety, nie było platform typu YouTube, wszędzie jeździło się PKS-em a nowości muzycznych słuchało się w Empiku, przy stoiskach ze słuchawkami. Dzisiaj to nie do pomyślenia.

 

fot. Justyna Szczotka

Które z wcześniejszych doświadczeń związanych z muzyką było najważniejszymi, które pomogły w realizacji planów związanych z nagrywaniem albumu „Niebo nad jeziorem”?

Zdecydowanie nagranie albumu „Czas nas uczy pogody” i wdzięczność oraz  radość słuchaczy podczas koncertów. Wykonuję również piosenki Marka Sochackiego. To kolejna, ważna dla mnie postać z twórczością, której zetknęłam się w tym krótkim czasie. Dawka mądrości, wysokiego poziomu literackiego i przepięknej melodii, która przenika mnie na wskroś. Ale to już historia na kolejny album.

Co na dzień dzisiejszy jest dla Pani największym sukcesem związanym z tą płytą?

Razem z Adamem stworzyliśmy osobliwy projekt. Pewnie można w tej całej historii się czegoś uczepić, ale radziłabym kierować uwagę na wartości jakie niesie ze sobą nasza muzyka. Ta produkcja niesie prawdę, jest na wskroś autentyczna. To spotkanie jego profesjonalizmu i dojrzałości aranżacyjnej z moją wrażliwością i pomysłem na piosenkę. Jak się połączy siły, to mogą wyjść piękne efekty współpracy. Projekt powstał jedynie z miłości do pięknych, szlachetnych dźwięków i poezji. Ponadto, poruszam w piosenkach sporo ważnych tematów patrząc przez pryzmat rozwoju każdego z nas, szczególnie kobiet.

Dzięki temu procesowi, zdecydowanie stałam się kompetentna w zakresie własnej wrażliwości muzycznej. Uwierzyłam w swoją aktywność artystyczną, co wyłącznie wzmacnia mnie na scenie. To niezwykłe. Piszą się kolejne piosenki :-). Spotykam kolejnych, zdolnych muzyków, którzy chętnie podzielą się swoim talentem, wiedzą, i których też zaczynam inspirować do aktywności w budowaniu własnego języka wypowiedzi.

Materiał z tego albumu można już było usłyszeć podczas koncertów. Jak ocenia Pani te koncerty? Czy pojawią się kolejne koncerty związane z tym materiałem?

8 lipca br. przy pełnej determinacji (wiadomo, że czasy dla takich produkcji są obecnie bardzo trudne, covid i narastający niepokój społeczny) udało się zorganizować koncert premierowy w Fabryce Lloyda w Bydgoszczy. Fragmentów koncertu można słuchać na moim kanale YouTube a fotorelacja i krótkie filmy są też dostępne na moich profilach w social media. Marzą mi się koncerty, bo ten repertuar z każdym kolejnym spotkaniem dojrzewa coraz bardziej i jest jeszcze w nim sporo do odkrycia. Na żywo brzmi jeszcze bardziej przekonująco. Rozmowy trwają i wstępne plany się szkicują.

 Gdzie znajduje się obecnie Pani osobiste „Niebo nad jeziorem”? Co nim jest dla Pani w szerszym kontekście?

Ja je odkrywam, wciąż. Na dzisiaj wiem, że ma różne barwy, w zależności od nastroju jaki mi towarzyszy, i że płynie nieustannie w takt wielu melodii, które słyszę. Z tego cieszę się najbardziej.

*****

Link do serwisów streamingowych: https://id.ffm.to/niebonadjeziorem

Album “Niebo nad jeziorem” dostępny jest w sklepie: https://muzykacyfrowa.pl/collection/niebo-nad-jeziorem-emilia-pawlowska

 

Jedna odpowiedź do ““Ta płyta to moje osobiste święto” – Emilia Pawłowska [WYWIAD]”

Dodaj komentarz