Wojtek Sarnecki – “Toward Not Caring” [RECENZJA]

Nasz ocena

Toward Not Caring”, bo tak nazywa się debiutancka płyta Wojtka Sarneckiego, to 14 utworów z pogranicza rocka, popu, alternatywy i elektroniki tworzących konceptualną całość. Kolejność ich umieszczenia na albumie nie jest przypadkowa. Poznajcie naszą recenzję tego albumu.

Recenzja płyty “Toward Not Caring” – Wojtek Sarnecki (Soliton, 2021)

Niezwykle cennym staje się, kiedy artysta próbuje budować własny świat, przepełniony osobistymi emocjami, które w dalszym procesie twórczym przekładają się na znaczący indywidualizm projektu. Taka myśl nasuwa się po wysłuchaniu debiutanckiej płyty „Toward Not Caring” Wojtka Sarneckiego.

 

Ten album przepełniony jest mnogością inspiracji – słychać, że młody wokalista czerpie garściami z wielu gatunków, przez co jego piosenki nasycone są dźwiękami różnych zakątków muzycznych poszukiwań. Krążymy jednak wokół niebanalnej alternatywy, a gdzieniegdzie odbijają się ślady indie-popu, niewspółczesnego rocka, a nawet nieco folkowego grania, co ma niebagatelny wpływ na odbiór tych utworów.

Wiele tu akustycznych brzmień, podkoloryzowanych elektrycznymi elementami. Nie zabrakło też syntezatorowych wstawek („Openheart”), instrumentalnych smaczków oraz trudnych do zidentyfikowania szumów („Weakling”), które nadają charakteru całości. Ważne, że w przeważającej części mamy do czynienia z żywym, czasem dosyć wytrawnym graniem, co ma istotną wartość przy delikatnie szorstkim, ale wyraźnym i niezmanierowanym nadmierną ilością muzycznych bodźców, wokalem Wojtka.

Album został podzielony na trzy części (każda poprzedzona kilkoma słowami wstępu), finalnie układając się w spójną opowieść, choć każda przemyca nieco inne historie i klimatycznie różni się od siebie. Chyba najwięcej dzieje się w drugiej części („No Way Back”), nie tylko ze względu na muzykę, ale też teksty, które bywają przepełnione osobistymi poszukiwaniami, gdzie niepokój miesza się z samotnością, wynikającą z bardziej osobistych relacji – być może, bo jednak kontekst przekazu wydaje się bardziej uniwersalny.

Owszem, każdy utwór został schowany za angielskimi słowami, ale taka forma wydaje się zrozumiała i jakby bardziej bezpieczna. Pierwsza część („Event Horizon”) jest trochę spokojniejsza, czemu dowodzi już pierwsze, mantryczne i przez to niezwykle udane „Intro/Full Moon Chant”. W tym zestawie należy wyróżnić też niezwykle przestrzenny, ale porywający w swojej na pozór oszczędnej formie „Saudade”. Za to trzecia część płyty („Denial Forms a Part of 1”) wydaje się najbardziej energetyczna, gdzie rockowe kawałki mieszają z pewną dozą optymizmu („Talkie”). Dźwięki bywają jaśniejsze, choć niezbyt oczywiste. Na tle takiej kosmicznej pulsacji i klimatu sięgającego poza współczesność, zrodziło się kilka interesujących momentów („Grandness”). Znalazła się też bardziej syntetyczna, ale jakże porywająca propozycja („Curtains”).

Ciekawostką jest też to, że album zamyka utwór, który był muzycznym debiutem Wojtka, swego czasu rozbudzający nadzieje i wciąż interesujący na tle całości („Adrift”). To zapewne ważny kawałek, który tym razem stał się przypieczętowaniem debiutu.

Nie wszystko na tej płycie jest łatwe do zidentyfikowania, nie każdy moment jest też perfekcyjny – zdarzają się mniej wciągające, może nawet odrobinę irytujące (lub za trudne przy pierwszych odsłuchach) fragmenty („Dwelling”). Czasem chciałoby się dostrzec też więcej melodyki, która poprowadzi te utwory. Nie można jednak tego uznać za zarzut, gdyż konstrukcja tych kompozycji wytyczała mniej oczywiste szlaki, co przełożyło się na ich oryginalność. Przy tej okazji warto dodać, że „Toward Not Caring” to tak naprawdę praca Sarneckiego z Patrickiem Multanem, którego wkład jest niebagatelny (muzyka, produkcja, realizacja, mastering itp.).

Ten projekt wymagał niemałej logistyki i zaangażowania. Stał się też potwierdzeniem wyjątkowej kreatywności Wojtka Sarneckiego. A to, że inspiracje zebrane zewsząd nadają życia całej płycie, to żadna ujma. Przy tak dobrej realizacji, zebraniu wszystkich pomysłów w jedno miejsce i nadaniu im intensywności poprzez niełatwą specyfikę, to niewątpliwy sukces młodego artysty. Niemodnie prezentujący się materiał (jeszcze tak długi jak na dzisiejsze realia, bo trwający ponad 60 minut!) staje się potwierdzeniem, że czasem warto iść pod prąd, by odnieść artystyczny sukces. Tym bardziej, jeśli przyświeca temu jakaś idea. Warto jej poszukać samemu w tak konceptualnej muzyce.

Łukasz Dębowski

*****

Album można zamówić na stronie Empiku i w sklepie wydawcy – Soliton.pl

Tracklista:

Part I: Event Horizon
1. Intro / Full Moon Chant
2. Saudade
3. Dwelling
4. Ventriloquist

Part II: No Way Back
5. A09
6. 26
7. Weakling
8. Openheart
9. Full Of Sorrow

Part III: Denial Forms A Part Of I
10. Wingspan/Idolatry
11. Talkie
12. Grandness
13. Curtains
14. Adrift

 

Dodaj komentarz